Analizy

Szukamy alternatywy dla lokat

źródło: Roman Przasnyski Główny Analityk Gerda Broker

  • 15 maja 2017
  • 10:50
  • 1
  • Tagi: finanse lokata obligacje detaliczne oszczędzanie
  • Powiększ tekst

Choć atrakcyjność lokat bankowych zmniejsza się systematycznie już od prawie pięciu lat, nadal pozostają one najbardziej popularną formą gospodarowania oszczędnościami. W październiku 2012 r. przeciętne oprocentowanie lokat wynosiło jeszcze 4,9 proc., a odsetki od pieniędzy przechowywanych na rachunkach bieżących sięgało 2,1 proc.

Dziś składając pieniądze w banku na okres do dwóch lat możemy liczyć średnio na zaledwie 1,5 proc., zaś na „kontach” na 0,5 proc. Mimo, że zdecydowana większość tych ostatnich nie daje żadnych odsetek, trzymamy na nich aż 415 mld zł, a więc 56 proc. naszych oszczędności, pozbawiając się „na własne życzenie” nawet tych niewielkich korzyści, które są możliwe do uzyskania. W skali jednostkowej najczęściej to przysłowiowe grosze, ale gdyby całą wspomnianą kwotę przeznaczyć na lokaty, do oszczędzających mogłoby trafić po roku ponad 5 mld zł, uwzględniając podatek.

Rada Polityki Pieniężnej zapowiada, że podwyżkę oficjalnych stóp procentowych będzie rozważać prawdopodobnie dopiero w 2018 r., a więc do tego czasu banki z pewnością nie zwiększą atrakcyjności swej oferty, a i później nie będą raczej zbyt hojne. Mając przed sobą perspektywę jeszcze co najmniej kilkunastomiesięcznej odsetkowej posuchy, powiększa się coraz bardziej grono Polaków, ruszających na poszukiwanie lepszych możliwości. Słychać o tym coraz więcej zarówno w mediach, jak i prywatnych rozmowach i widać to już wyraźnie w wielu statystykach. Dostrzegalna wyraźnie jest także całkiem naturalna tendencja kierowania się w pierwszej kolejności ku alternatywom najbardziej bezpiecznym i rozwiązaniom najprostszym.

Od początku roku zdecydowanie zwiększyła się sprzedaż obligacji skarbowych. W kwietniu oszczędzający przeznaczyli na ich zakup ponad 516 mln zł, co jest wynikiem najwyższym od wielu lat, jeśli nie liczyć listopada 2015 r. i października 2016 r., kiedy to resort finansów przygotował dodatkowe oferty specjalne. W ciągu pierwszych czterech miesięcy 2017 r. na obligacje skarbowe wydaliśmy już łącznie ponad 1,9 mld zł i gdyby takie zainteresowanie utrzymywało się do końca roku, pobity zostałby poprzedni rekord, ustanowiony w 2008 r., gdy wystraszeni globalnym kryzysem finansowym Polacy przeznaczyli na nie ponad 6 mld zł. Ministerstwo Finansów nie jest jednak zbyt rozrzutne i oferuje oprocentowanie, wynoszące w zależności od rodzaju papierów, od 2,1 do 2,7 proc. rocznie. Co ciekawe, do niedawna największym zainteresowaniem oszczędzający darzyli nie te obligacje, które dawały najwyższe odsetki, ale te o najkrótszym terminie wykupu. Najwięcej kupowano obligacji dwuletnich, których oprocentowanie wynosi obecnie 2,1 proc., najmniej zaś dziesięcioletnich, oprocentowanych na 2,7 proc.

Polacy najwyraźniej nie lubią więc zamrażać pieniędzy na dłuższy czas i prawidłowość tę widać w przypadku niemal wszystkich form oszczędzania i inwestowania, także w odniesieniu do lokat bankowych, gdzie dominują terminy od 3 do 6 miesięcy. Wraz z powrotem inflacji, te preferencje zaczęły się radykalnie zmieniać. Od kilku miesięcy w ogólnej wartości sprzedaży zwiększa się udział obligacji czteroletnich, których oprocentowanie zmienia się wraz ze wskaźnikiem cen towarów i usług konsumpcyjnych i obecnie wynosi 2,4 proc. w pierwszym rocznym okresie odsetkowym. Rok temu stanowiły one zaledwie kilkanaście procent wszystkich kupowanych obligacji, a w kwietniu ich udział wzrósł do 47,6 proc., pokonując dotychczasowego lidera, czyli papiery dwuletnie.

Drugim kierunkiem poszukiwań wyższych zysków jest powierzanie pieniędzy funduszom inwestycyjnym. Po nienajlepszych doświadczeniach z czasów poprzedniego boomu i kryzysu finansowego, który po nim nastąpił, od kilku miesięcy obserwuje się zwiększony napływ pieniędzy do tego typu instytucji. Mimo trwającej od połowy ubiegłego roku bardzo dobrej koniunktury na warszawskiej giełdzie, a zgodnie ze wspomnianą zasadą kierowania się ku rozwiązaniom najbardziej bezpiecznym i najprostszym, największą popularnością cieszą się fundusze rynku pieniężnego, fundusze obligacyjne oraz tzw. absolutnej stopy zwrotu, czyli osiągające zyski niezależnie od zmiany sytuacji na rynkach finansowych. Według danych Analiz Online, firmy monitorującej rynek, od trzech miesięcy do funduszy inwestycyjnych napływa od klientów detalicznych po ponad miliard złotych, z czego większość do wymienionych trzech grup rozwiązań. W skali ostatnich dwunastu miesięcy fundusze rynku pieniężnego przynosiły średnio od 1,5 do 2 proc. zysku, obligacji skarbowych od 1 do 3 proc., fundusze obligacji przedsiębiorstw od 2 do 5 proc., a absolutnej stopy zwrotu, stosujące bardzo zróżnicowane strategie, od 1,3 do 9,5 proc.

Od kilkunastu miesięcy obserwuje się wzmożone zainteresowanie inwestycjami w nieruchomości. Według różnych szacunków, od 25 do nawet 50 proc. mieszkań w największych miastach kupowanych jest za gotówkę, z przeznaczeniem na wynajem. Taka inwestycja pozwala osiągnąć od 4 do 6 proc. zysku w skali rocznej, a z analiz NBP wynika, że od kilku lat ma ona wyraźną przewagę nad innymi, popularnymi formami lokowania oszczędności. Rozwijają się również zorganizowane formy inwestowania w nieruchomości na wynajem, pozwalające zarówno na osiąganie wyższych stóp zwrotu, obniżenie progu wartości inwestycji, jak i zminimalizowanie zaangażowania nabywcy w obsługę inwestycji.

Od kilku lat dynamicznie rozwija się także rynek obligacji przedsiębiorstw. Jego wartość szacuje się już na ponad 70 mld zł. Mimo ograniczeń, związanych z formami przeprowadzania ich emisji i dostępnością papierów dla szerszego kręgu nabywców, zwiększa się zainteresowanie ich kupnem przez inwestorów indywidualnych. Oprocentowanie lokowanych w ten sposób środków waha się od 3,5 do 9 proc. w skali rocznej.

Komentarze