Analizy

Najlepszy styczeń od 1987 r.?

Kamil Cisowski, Dom Inwestycyjny Xelion

  • 18 stycznia 2019
  • 18:37
  • 1
  • Tagi: akcje finanse giełdy indeksy
  • Powiększ tekst

Wczorajsza sesja w USA zdominowana była przez temat amerykańsko-chińskich negocjacji. Artykuł z Wall Street Journal o tym, że S.Mnuchin, amerykański sekretarz skarbu, planuje zniesienie ceł nałożonych na Chiny w celu ułatwienia rozmów wywołał falę optymizmu, przerwaną przez stanowcze dementi.

W końcówce sesji indeksy jednak ponownie odbiły, a dziś toczą walkę o zamknięcie powyżej kluczowego oporu – 2650 pkt. na S&P500. Jest to tym ważniejsze, że reakcje na publikowane po wczorajszym zamknięciu wyniki Netflixa i Morgan Stanley były negatywne. Po raz pierwszy w tym roku na serwisach informacyjnych zaczęły się pojawiać porównania do 1987r., gdy zanotowano jeden z najlepszych początków roku w historii. Pozwoliłem sobie żartobliwe wspomnieć o tym w tytule – czytelnicy o lepszej pamięci muszą mieć wrażenie déjà vu, część tekstów wygląda na przedruki artykułów sprzed 12 miesięcy. Trzeba przyznać, że w ubiegłym roku analogia, w której dobry styczeń ma oznaczać pożar w październiku, sprawiła się zaskakująco dobrze. Jeżeli za 9 miesięcy ujrzymy powtórkę, możemy mieć do czynienia z narodzinami nowego rynkowego mitu kalendarzowego.

Plotki o chińskich propozycjach wielkich zakupów w USA w kolejnych miesiącach (skala dodatkowego popytu ma rzekomo przekroczyć bilion dolarów rocznie) są dziś znacznie ważniejsze dla rynku niż drugorzędne dane makro. Fakt, że indeks Uniwersytetu Michigan spadł z 98,3 pkt. do 90,7 pkt., najniższego poziomu od października 2016 r. (porównywalnej skali spadku nie widziano znacznie dłużej), przeszedł praktycznie niezauważony. Można wysnuć z tego wniosek o sile byków, choć mnie bliżej jest do interpretacji tego jako kolejnego dowodu na całkowitą bezużyteczność tej danej, z niezrozumiałego powodu traktowanej jako dość ważną pomimo zerowej wartości prognostycznej. Produkcja przemysłowa w USA wzrosła o 0,3% m/m (konsensus: 0,2 proc. m/m), ale stało się to przy ujemnej rewizji listopadowego poziomu, co sprawia, że ocena publikacji jest neutralna.

O ile Wall Street jest na razie na najlepszej drodze, by zakończyć dzień powyżej ważnej dla siebie bariery (dodatkowego znaczenia zamknięciu będzie nadawał następujący po nim długi weekend za oceanem), a giełdy europejskie imponują siłą (DAX zyskuje obecnie +2,3 proc.), przebieg sesji w Warszawie pozostawia olbrzymi niedosyt. Od rana ujawniła się na dużych spółkach dość duża podaż, obroty przed południem znacznie przekraczały standardy ostatnich miesięcy. Kluczowy opór (2380 pkt.) został tylko naruszony, później obserwowaliśmy powrót WIG20 w okolice zera pomimo faktu, że giełdy w Europie powiększały skalę zwyżek, i tak znacznie silniejszych niż u nas. Ostatnia godzina handlu znów doprowadziła do odbicia, nie posiadającego jednak dużej wartości prognostycznej. Ostatecznie WIG20 zamknął się wzrostem o +0,8%, mWIG40 o +0,6%, a sWIG80 spadkiem o - 0,2 proc.

Komentarze