Jaka sytuacja?

O 14:30 pojawiły się dane makroekonomiczne ze Stanów Zjednoczonych. Inflacja CPI okazała się wyższa od prognoz, oczekiwano +0,3 proc. m/m oraz +2,4 proc. m/m, a faktycznie było +0,6 proc. m/m oraz +2,5 proc. r/r.

Sprzedaż detaliczna za styczeń wzrosła o 0,4 proc. m/m przy prognozie 0,1 proc. W dodatku wynik z grudnia podwyższono z +0,6 proc. m/m do +1 proc. Do tego rewelacyjnie wzrósł indeks NY Empire State – z 6,5 pkt do 18,7 pkt.

A jednak eurodolar zaraz potem – i zarazem tuż po osiągnięciu minimum na 1,0520 – odbił na północ, mianowicie w kierunku 1,06. Było to paradoksalne, ale można powiedzieć, że to klasyczny przykład sprzedaży faktów. Poza tym kolejny odczyt, z godziny 15:15, o produkcji przemysłowej, był rozczarowujący – zakładano zerową dynamikę m/m, a było -0,3 proc., do tego obniżono wynik grudniowy. Spadł też (co podano o 16:00) indeks rynku nieruchomości NAHB.

Rynek złotego

USD/PLN był dziś pzy 4,0885 – teraz jest na 4,07. Złoty podążał na tej parze zasadniczo za główną parą – gdy eurodolar był nisko, to złoty stracił, a gdy odbił, to i złoty trochę zarobił. Generalnie jednak nadal nasza waluta jest słaba.

Na euro-złotym mamy 4,31, a było i 4,3175. Faktem jest, że od paru dni krążymy w obszarze 4,30 – 4,32 (mniej więcej). Nie jest jasne, czy przetrwa długoterminowa linia wzrostowa, wszczęta we wrześniu 2015. Z drugiej strony, nie mamy też pełnego zaufania do koncepcji umocnienia złotego na wiosnę w wyraźny sposób – chyba że Fed odstąpi od koncepcji trzech podwyżek stóp.

Na funcie widzieliśmy dziś wahania w zakresie 5,0550 – 5,0840, obecnie jesteśmy w połowie drogi. Był dziś odczyt z Wysp – bezrobocie utrzymało poziom 4,8 proc.