Kierunek głównej pary

Rankiem opisywaliśmy, zresztą nie po raz pierwszy, linię spadkową na eurodolarze, w którą wierzymy. Naturalnie nie jest to wiara ślepa ani też stuprocentowa, fides zbiega się tu jednak z ratio. Linię potwierdzają coraz niższe maksima z 26 września 2016, 4 listopada 2016 i 2 lutego 2017 (w każdym razie taki wariant można rozważyć).

Otóż wygląda na to, że dziś ta półprosta się potwierdziła, przynajmniej wstępnie. Mieliśmy wybicie do 1,0715, ale minima z dnia to ok. 1,0655 – i dzień dobiega końca bardziej w tych rejonach. W gruncie rzeczy rynek czeka na Rezerwę Federalną. Środowy wieczór może być ciekawy i dość chaotyczny. Klasyczna sytuacja "obu rąk", patrząc z perspektywy analityka. On the one hand, rynek mocno wycenił samą podwyżkę i być może w ogóle na nią nie zareaguje, albo nawet pokusi się o paradoksalną, odwrotną reakcję, tj. o osłabienie dolara. Z drugiej strony, dolar już się w ostatnich dniach osłabił – i to pomimo dobrych danych makro. Więc może reakcja będzie naturalna, pro-dolarowa? Do tego dochodzi jeszcze kwestia wymowy komunikatu Fed, jak bardzo będzie on jastrzębi, co będzie można zeń wnioskować na temat kolejnych podwyżek.

Na pozór – nikt nic nie wie. Mimo wszystko jednak mamy opisaną z początku linię, która uprawniałaby wiarę w to, że w średnim terminie dolar jeszcze zarobi, zyska na wartości. Bądź co bądź, temat podwyżek stóp, po tej marcowej, będzie jeszcze wracać. Wizja trzech ruchów nie jest tak pewna, by straciła całkiem swój smak.

Mario Draghi, szef EBC, przemawiał dziś publicznie, ale raczej nie było to nic piorunującego – mówił o innowacji we współczesnej gospodarce, nie poruszając za bardzo tematyki stricte monetarnej. Co do danych makro, to było ich mało. Można zasygnalizować, że włoska produkcja przemysłowa spadła w styczniu aż o 2,3 proc. m/m, jak się dziś okazało, a zakładano, że będzie to -0,8 proc. Raczej wątpliwe, by akurat ten odczyt osłabił euro, ale wpisał się w klimat powrotu do dolara. Zresztą, wszyscy mamy gdzieś z tyłu głowy europejskie problemy i ryzyka: dług Grecji, kłopoty banków włoskich, niepewność wyborów w Holandii i Francji.

Nasz złoty

Nasz złoty orzeł tu i ówdzie patrzy z wysoka. Fakt, że na euro-złotym mieliśmy wybicie do 4,3535, ale był to dość szalony test skrajnych granic, wywołany wzmocnieniem pozycji euro na głównej parze. Potem przyszło odbicie i wróciliśmy do 4,32 – 4,33, tj. na niższe poziomy. Jest jednak faktem, że generalnie złoty powinien być raczej słabszy w przyszłości niż znacząco silniejszy. Patrząc na horyzont ostatnich dwóch lat widzimy, że linia wzrostu pary (22 – 23 września 2015, 4 kwietnia 2016) potwierdza się po raz kolejny, choć ostatnie tygodnie były czasem ostrego jej badania.

Na dolarze wędrujemy sobie tymczasem w konsolidacji, mamy 4,0620 – dolne ograniczenie to ok. 4,05, górne to 4,10. Zdarzają się tu nawet spore wahania, będące odbiciem eurodolara – ale mieszczą się w konsolidacji, która sięga pierwszej połowy lutego. Z kolei na funcie podjęto próbę powrotu od dołu do konsolidacji. Mamy 4,9670, dawne wsparcie robi teraz za opór.