W niedzielnym referendum Turcy zdecydowali, że chcą aby nad Bosforem system parlamentarny zmienić na system prezydencki. Prezydent Erdogan zrealizował swój cel, do którego - wraz z AKP - dążył przynajmniej od ostatnich wyborów. Dzięki poprawkom do konstytucji przyszły przywódca, którym najpewniej będzie właśnie urzędujący prezydent, otrzyma ogromną władzę.

Według oficjalnych informacji, 51,3 proc. uczestników plebiscytu zdecydowało się poprzeć proponowane zmiany, przy prawie 86 proc. frekwencji. Aczkolwiek OBWE i Rada Europy oceniły głosowanie, jako niezgodne ze standardami międzynarodowymi. Zwrócono również uwagę, że odbyło się ono w trakcie, gdy w Turcji obowiązywał stan wyjątkowy, wprowadzony po nieudanej próbie puczu z zeszłego roku (zakończy się 19 kwietnia jeżeli nie zostanie jeszcze przedłużony). Opozycja z kolei twierdzi, że podczas referendum doszło do fałszerstw. Wg wiceszefa opozycyjnej CHP (Partia Ludowo-Republikańska) Najwyższa Komisja Wyborcza zawiodła, gdy zezwoliła na przyjmowanie niepodstemplowanych kart.

Jak zmieni się system polityczny w Turcji?

Zmiany obejmą urząd prezydenta, parlament, a także sądownictwo. Prezydent stanie się szefem rządu i przywódcą Państwa. Będzie mógł także być członkiem partii politycznej, czego obecne zapisy ustawy zasadniczej zabraniają. Urząd premiera zostanie zlikwidowany, ale pojawią się prezydenci. Przywódca będzie umocowany do tworzenia gabinetu ministrów (ich zaprzysiężenie będzie możliwe bez zgody parlamentu), wyboru wiceprezydentów, proponowania kształtu budżetu, czy ogłaszania stanu wyjątkowego. Będzie miał także wpływ na sądownictwo. Znacząco zmniejszy się liczba członków Najwyższej Rady Sędziów i Prokuratorów (do 13). 4 z nich wybierze prezydent, 2 obsadzi minister sprawiedliwości, a pozostałą część wyselekcjonuje parlament. Nowe zapisy utrzymają maksymalnie jedną reelekcję na urząd prezydenta, ale co istotne, dotychczasowe prezydentury nie będą się liczyły.

Kiedy zmiany wejdą w życie?

Proponowane zmiany wejdą w życie wraz z kolejnymi wyborami. Te są zaś zaplanowane na 2019 rok. Przy czym, zarówno opozycja, jak i jeden z doradców prezydenta Erdogana publicznie twierdzą, że prezydent nie będzie czekał i zdecyduje się przeprowadzić przedwczesne wybory jeszcze w tym roku. Oznacza to, że urzędujący prezydent będzie mógł rządzić do 2027 roku, przy założeniu, że Turcy jeszcze w tym roku pójdą do urn wyborczych.

Co dalej z Turcją?

Z jednej strony wejście w życie proponowanych zmian będzie usankcjonowaniem obecnie funkcjonującego systemu. Nikt nie ma już chyba wątpliwości, że i tak realna władza spoczywa w rękach Erdogana. Teraz pozostaje tylko pytanie, czy po osiągnięciu swojego celu politycznego prezydent zajmie się wreszcie kulejącą ostatnio gospodarką i będzie w stanie przekonać zagraniczny kapitał do inwestowania nad Bosforem. Zagadką również pozostają dalsze relacje z Unią Europejską. Z jednej strony fundusze unijne mogłyby być receptą na tureckie problemy, ale z drugiej zaś zapowiedź referendum w sprawie przywrócenia kary śmierci, czy plebiscyt w sprawie kontynuacji rozmów akcesyjnych z Unią Europejską, sugerują, że Erdogan nie ma zamiaru z Europą zacieśniać współpracy. Oddanie władzy w ręce jednego człowieka w dłuższym terminie powinno być dla Turcji korzystne. Duże zaufanie, którym mimo wszystko cieszy się urzędujący prezydent, wynika m.in. z tego, że to on jest odpowiedzialny za sukces gospodarczy w Turcji z poprzedniej dekady. Pytanie tylko, czy po oficjalnym usankcjonowaniu zaproponowanych zmian, Erdogan faktycznie większą uwagę skupi na gospodarce, czy w dalszym ciągu będzie prowadził politykę budzącą wśród inwestorów niepokój.