Złoty silniejszy, kurs EURPLN spadł w okolice 4,24. W piątek w centrum uwagi dane z rynku pracy w USA.

W czwartek nie doszło do zmiany ogólnego obrazu rynku głównej pary walutowej. W przedpołudniowych godzinach handlu eurodolar pozostawał w okolicach 1,185 wspierany silniejszymi od spodziewanych wynikami dla sprzedaży detalicznej w strefie euro. Zamiast 0,1% m/m w czerwcu sprzedaż wzrosła o 0,5%. Dynamikę wyższą od spodziewanej na poziomie 3,1% odnotowano też w przypadku zmian rocznych. Dane potwierdziły więc, że za 0,6% kw/kw wzrostem PKB w 2Q17 gospodarki wspólnoty stały m.in. wydatki konsumpcyjne. Po południu na rynek dotarły jeszcze kolejne, zaplanowane na ten tydzień publikacje makro w USA (m.in. tyg. dane z rynku pracy, wielkość zamówień w przemyśle i usługowy indeks ISM). ISM pokazały zdecydowany spadek do 53,9 z 57,4 i wobec oczekiwanych 57,0. Również pogorszeniu o 2,9 pkt do 53,6 (konsensus: 56,5) uległ subidenks zatrudnienia, co jest odbierane negatywnie w oczekiwaniu na piątkowy raport NFP z USA. W reakcji na te informacje kurs EURUSD ruszył w górę, pozostając jednak poniżej ostatnich maksimów na 1,1909.

Gorsze dane przyczyniły się również do spadku rentowności amerykańskich obligacji skarbowych. Krzywa US Treasuries przesunęła się o ponad 1 pb w dół, przez co benchmark 10-letni jest już notowany poniżej 2,25%. Za spadkiem rentowności w USA przemawiał również przygotowany plan emisji obligacji na najbliższe miesiące, które będą niższe od wcześniej szacowanych. Amerykański Departament Skarbu utrzymuje niższą podaż, aby nie musieć później anulować lub zmniejszać aukcji w związku z wciąż brakiem zgody na wyższy limit długu.

Obok danych stricte makro, czwartek był też dniem decyzyjnym Banku Anglii i Banku Czech. Zgodnie z oczekiwaniami w Wielkiej Brytanii stopy procentowe pozostały bez zmian. Ze względu na spodziewany negatywny wpływ Brexitu na konsumpcję gospodarstw domowych obniżono prognozy wzrostu gospodarczego na 2017 i 2018 rok. W przyszłym roku PKB ma wynieść 1,7%, zaś w 2019 1,6% wobec wcześniejszych prognozy na poziomie odpowiednio: 1,9% i 1,7%. Na te zmiany w komunikacie BoE kurs GBPUSD zareagował spadkiem do wsparcia na poziomie 1,313. Z kolei w Czechach koszt pieniądza został podniesiony o 20 pb do poziomu 0,25%. Była to pierwsza taka decyzja od 2008 roku i jednocześnie duża niespodzianka, bowiem ekonomiści zakładali 10 pkt podwyżkę. Na wynik posiedzenia Banku Czech rynek odpowiedział blisko 1% umocnieniem korony czeskiej. Nominalnie kurs EURCZK spadł momentami poniżej 25,9. W efekcie para znalazła się na najniższym poziome od listopada 2013 roku, gdy bank centralny Czech wprowadził politykę kontroli kursu walutowego. Z kolei wzrosty notowane były na instrumentach dłużny, gdzie w górę przesunęła się krzywa obligacji, a 2-letnie swapy przebijały poziom 0,80. Bank Czech podniósł też stopę lombardową o 25 pb do 0,5%, a stopa dyskontowa została utrzymana na poziomie 0,05%. Tym samym Czechy są pierwszym państwem Europy Centralnej, który rozpoczął cykl zaostrzania polityki w okresie ostatnich pięciu lat.

Złoty w relacji do euro podczas czwartkowej sesji europejskiej wyraźnie zyskiwał na wartości, jednakże skala zmian nie pozwoliła na opuszczenie notowaniom EURPLN przedziału wahań 4,24-4,27 dominującego w ostatnich dwóch tygodniach. Na krajowym rynku dłużnym doszło do spadku rentowności, przede wszystkim na środku oraz długim końcu krzywej dochodowości. Na aukcji zamiany Ministerstwo Finansów sprzedało papiery za łączną kwotę 5,76 mld PLN przy popycie 7,23 mld PLN. Pomimo umiarkowanego zainteresowania inwestorów (wskaźnik bid-to-cover wyniósł 1,26) niska podaż w trzecim kwartale (w lipcu nie odbyła się żadna aukcja) nadal okazuje się wsparciem dla wycen polskich obligacji. W najbliższych dniach notowania SPW powinny konsolidować się wokół obecnie obserwowanych poziomów i wynosić blisko 1,85% w sektorze 2-letnim, 2,70% w 5-letnim i 3,35% w 10-letnim.