Ten rok jest jak na razie fatalny dla notowań amerykańskiego dolara. Rozczarowująca polityka Trumpa oraz relatywnie słaba gospodarka przełożyły się na jego silną przecenę od początku stycznia. Opublikowane w piątek dane dają jednak szansę na przynajmniej przejściowe umocnienie

Dolar był rynkowym hitem końca 2016 roku na fali oczekiwanych podwyżek stóp procentowych oraz zmian gospodarczych, które obiecała partia Republikanów. Jednak jak do tej pory inwestorów spotkały same rozczarowania – Trump zamiast za reformy musiał poświęcać energię na odpieranie kolejnych zarzutów, a gospodarka sprawowała się przeciętnie, szczególnie na tle Europy, gdzie nastało w końcu długo oczekiwane ożywienie. To głównie dlatego kurs USDPLN spadł z blisko 4,20 na początku roku do mniej niż 3,57 w piątek rano.

Piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy są jednak pierwszą od dłuższego czasu dobrą wiadomością dla dolara. Pokazują one, że rynek pracy jest już za punktem równowagi i choć na ten moment dynamika płac (2,5% rocznie) jest jeszcze umiarkowana, to przy obecnym popycie na pracę wzrost płac, a co za tym idzie wyższa inflacja mogą być już tylko kwestią czasu. To dla Fed ma duże znaczenie, bo ostatnio inflacja w USA spadła i choć odpowiedzialne są za to czynniki o charakterze jednorazowym (przede wszystkim niższe taryfy w telefonii mobilnej), to członkowie FOMC chcieliby mieć pewność, że inflacja powróci w okolice 2% po ich wygaśnięciu w pierwszych miesiącach 2018 roku. Dane z rynku pracy za lipiec takiej pewności jeszcze nie dają, ale są dobrym tzw. pierwszym krokiem. Czy to wystarczy abyśmy zobaczyli choćby korekcyjne umocnienie dolara?

Szansą na taki ruch jest obecny już brak wiary w amerykańską walutę. Po raz pierwszy od czerwca 2014 roku pozycjonowanie spekulacyjne w dolarze jest negatywne podczas gdy pozycjonowanie w euro czy walutach opartych o dobrą koniunkturę giełdową (AUD, NZD, waluty rynków wschodzących, a więc także złoty) jest bardzo wysokie. To oznacza, że pozytywne niespodzianki z USA mogą wywołać spory ruch. Ważnym testem będą piątkowe dane o inflacji z USA – jeśli i tu zobaczymy pozytywną zmianę odreagowanie na parze USDPLN do 3,70 mogłoby stać się faktem, nawet jeśli dłuższy trend osłabienia USD miałby się utrzymać.

Patrząc szerzej na rynek złotego obserwujemy okres stabilizacji. Sprzyjają jej nadal bardzo dobre nastroje na rynkach globalnych: w piątek europejskie giełdy odnotowały wyraźne wzrosty, zaś Wall Street co chwila poprawia historyczne maksima. Warto zwrócić uwagę, że europejskie waluty w tym roku drożały wraz ze spadającym poziomem premii za ryzyko, która obecnie jest już na dość niskich poziomach. Oznacza to, że na ten moment o dalsze istotne umocnienie złotego może być trudno. W dzisiejszym kalendarzu czeka nas publikacja indeksu nastrojów w Europie Sentix (10:30) oraz wypowiedzi członków Fed. Ciekawsze wydarzenia zaplanowane zostały jednak na kolejne dni tygodnia, w tym wspomniana inflacja w USA. O 9:45 za dolara płacimy 3.5966 złotego, za euro 4.2408 złotego, frank kosztuje 3.6903 złotego, zaś funt 4.6890 złotego.