Agresywne działania Korei Północnej mogą nie tylko stanowić zagrożenie dla długoterminowej stabilności politycznej na dalekim wschodzie, ale w sposób pośredni zaczynają wywierać wpływ na stosunki gospodarcze pomiędzy największymi potentatami w światowej ekonomii

Amerykanie, na czele z prezydentem Donaldem Trumpem, wykazują coraz mniej cierpliwości wobec ostrożnego podejścia Chin i niechęci do zaostrzania relacji z Koreą Północną. Ostatnie działania strony chińskiej wydają się jednak świadczyć o zmianie podejścia i próbach znalezienia rozwiązania, które mogłoby doprowadzić do wyjścia z obecnego impasu bez narażania na szwank relacji gospodarczych z Amerykanami.

Amerykański prezydent w ostatnim czasie coraz mocniej domagał się od Chińczyków podjęcia działań, które miały wywrzeć wpływ na przywódcę Korei Północnej i przekonać go do zawieszenia dalszych prób międzykontynentalnych rakiet batalistycznych. W ocenie Trumpa, z uwagi na niemal całkowite uzależnienie koreańskiej gospodarki od handlu z Chinami, sprawa prób rakietowych mogłaby w łatwy sposób zostać rozwiązana. Niezbędnym warunkiem jest jednak wola Chin.

Chiny natomiast, pomimo dominującej pozycji w relacjach handlowych z Koreą Północną, zdają sobie sprawę, że zastosowanie rozwiązań siłowych w połączeniu z roszczeniowym podejściem w stosunku do koreańskiego przywódcy, może przynieść odwrotny od zamierzonego efekt. Zachowanie Kim Dzong Una bazuje bowiem na chłodnej kalkulacji, której głównym celem jest utrzymanie władzy. Taka strategia jest też w zgodzie z chińską polityką na rzecz utrzymania stabilnej sytuacji w regionie.

Jednym z najgorszych scenariuszy mógłby być upadek północnokoreańskiego reżimu i następujący po tym kryzys humanitarny, z falą uchodźców stanowiących zagrożenie dla normalnego funkcjonowania gospodarki. Zjednoczona Korea posiadająca broń atomową również nie jest atrakcyjnym rozwiązaniem dla przywódców Chin. Dlatego też można się spodziewać, że Chińczycy w najbliższym czasie będą starali się w możliwie największym stopniu zbalansować swoją politykę - z jednej strony mając niecierpliwego, domagającego się ostrych sankcji i zdecydowanych działań amerykańskiego prezydenta, z drugiej zaś nieobliczalnego i ambitnego dyktatora, opanowanego ciągłą obawą o utratę władzy.

Ostatnie dni pokazują jednak, że szala przechyla się na rzecz większej współpracy chińsko-amerykańskiej. Rada Bezpieczeństwa ONZ jednogłośnie przegłosowała rezolucję nakładającą restrykcje handlowe na Pyongyang, mające na celu zredukowanie o 1/3 wpływów eksportowych reżimu. W ten sposób Chiny opowiedziały się po stronie dobrych stosunków gospodarczych z Ameryką i chcą doprowadzić obie strony do rozmów. Znaczenie chińskiego udziału w rezolucji jest o tyle istotne, że spośród jej sygnatariuszy to głównie Chiny poniosą koszty sankcji.

Jeżeli Korea Północna pod ich wpływem nie zdecyduje się zasiąść do rozmów, wówczas Państwo Środka będzie musiało podjąć ważną decyzję o znaczeniu gospodarczym. Dalsze sankcje przeciwko Korei Północnej mogą doprowadzić do nieobliczalnych działań ze strony reżimu i utraty sojusznika Chin w regionie. Z drugiej strony próba ochrony Pyongyangu przed konsekwencjami kolejnych prób rakietowych może narazić na szwank dotychczasowe dobre relacje gospodarcze z USA.

Działania odwetowe strony amerykańskiej zapewne w pierwszej kolejności zostałyby skierowane na chiński eksport stali na rynek amerykański. Nałożenie taryf lub kwot eksportowych z pewnością nie zostałoby pozytywnie odebrane przez stronę chińską i potraktowane jako pierwszy krok do rozpoczęcia wojny handlowej. Biorąc pod uwagę ogromne zaangażowanie Chin w amerykańskich papierach dłużnych, negatywny wpływ działań przeciwko stronie amerykańskiej mógłby mieć bardzo dotkliwe znaczenie zarówno dla rynku obligacji, jak i notowań akcji. Jeśli ta ponura wizja miałaby się zrealizować, wówczas byłby to bardzo dobry argument do rozpoczęcia pokaźnej korekty lub nawet do zakończenia hossy.