Informacje

fot. www.freeimages.com
fot. www.freeimages.com

Ekologiczni innowatorzy po polsku - rolnicy sadzili drzewa tylko po to, by zdobyć dopłaty unijne, a resort rolnictwa przymykał oko na takie praktyki

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 16 kwietnia 2015
  • 22:38
  • 0
  • Tagi: biznes dopłaty bezpośrednie dopłaty do rolnictwa fundusze unijne Marek Sawicki minister owoce rolnictwo sadownicy UE
  • Powiększ tekst

Choć przez 10 lat na dopłaty do ekologicznych upraw sadowniczych trafiło ponad 708 mln zł, to produkcja owoców nie wzrosła; rolnicy sadzili drzewa, by uzyskać dopłaty UE, a nie zebrać plony; dopiero w 2014 r. dopłaty uzależniono od plonów - głosi raport Najwyższej Izby Kontroli.

Raport jest sprzed roku, wychwycono tam jeden element - wielkość produkcji ekologicznej, natomiast nie wychwycono kwestii oddziaływania tej produkcji na środowisko - tak minister rolnictwa Marek Sawicki skomentował w czwartek doniesienia NIK.

Minister zwrócił też uwagę, że jeżeli chodzi o produkcję sadowniczą, to plonów nie uzyskuje się w rok po posadzeniu drzewek. "Sady owocowe prowadzone ekologicznie, ekstensywnie wchodzą w produkcję w czwartym-piątym roku, a tak naprawdę produkcję uzyskuje się dopiero w ósmym-dziesiątym roku" - tłumaczył.

Jak dodał, choć w jego ocenie raport nie jest pełny, to resort wyciągnie z niego wnioski.

Z opublikowanego w czwartek raportu Najwyższej Izby Kontroli (NIK) wynika, że wydajność upraw spadła z 15 do 1 tony owoców na hektar. "Za to aż ośmiokrotnie wzrosła powierzchnia upraw – najczęściej nieowocujących, bo dopłaty przyznawano do plantacji bez wymogu uzyskania plonów" - podkreśliła Izba.

NIK poinformowała, że w ciągu ostatnich 10 lat z dopłat do ekologicznych sadów i upraw jagodowych skorzystało ponad 14,5 tys. rolników. Pomoc była przyznawana w ramach "Planu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2004–2006" oraz "Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007–2013".

Izba zaznaczyła, że już podczas pierwszych lat funkcjonowania dopłat widać było, że nie przyczyniają się one do wzrostu produkcji owoców. Resort rolnictwa - jak podkreślają kontrolerzy NIK - nie zmienił jednak zasad ich przydzielania.

NIK zwróciła też uwagę, że przed uruchomieniem programu na lata 2007–2013 nadal nie uzależniano przyznawania pieniędzy od wymogu uzyskania plonu.

"Dopiero w 2014 r., po 10 latach wypłacania nieefektywnych dopłat, wprowadzono zapis najbardziej oczywisty, że dopłaty zależeć będą od uzyskanych plonów i otrzymają je tylko ci rolnicy, którzy wykażą i udokumentują zbiory np. na podstawie faktur za sprzedaż owoców" - wskazała Izba.

Z raportu NIK wynika, że większość ekologicznych upraw sadowniczych i jagodowych była zakładana w celu uzyskania dotacji.

"Za ekologiczne uprawy sadownicze i jagodowe można było rocznie, w zależności od typu uprawy, otrzymać od 650 zł do 1800 zł za hektar, przy czym większość rolników korzystających z dopłat pobierała tę najwyższą stawkę. Kluczowym warunkiem uzyskania pomocy było prowadzenie upraw przez pięć lat" - czytamy w raporcie.

Według NIK, rolnicy zakładali uprawy i przez pięć lat formalnie je prowadzili. Kontrolerzy Izby stwierdzili, że plantacje często były zaniedbane, sadzone w niekorzystnych warunkach, np. na podmokłych i słabych glebach, a z powodu braku ogrodzenia narażone na zniszczenie przez dzikie zwierzęta.

"Tylko nieco ponad połowa (11 z 20) rolników pobierających dopłaty, u których Izba przeprowadziła oględziny, uzyskała jakikolwiek plon. Pozostałych dziewięciu nie zebrało żadnych owoców ze swoich pozornie prowadzonych, ale za to bardzo realnie dofinansowywanych upraw ekologicznych. Z kolei tylko siedmiu rolników zadeklarowało, że po pięciu latach dopłat nadal będą prowadzili uprawy. Pozostałych 13 zlikwidowało lub zamierzało zlikwidować uprawy w momencie, w którym przestaną otrzymywać dopłaty" - oceniła Izba.

NIK oszacowała, że ekologiczne owoce sprzedawano tylko z 3-5 proc. powierzchni upraw, które sprawdzili kontrolerzy, a resztę owoców - jako produkcję konwencjonalną.

Za kontrolę jakości upraw objętych dopłatami odpowiadała Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

"Raporty Agencji potwierdzały zły stan upraw i fakt, że rolnicy nie inwestowali w dotowane uprawy. Przede wszystkim zwracano uwagę na to, że w sadach sadzono zbyt małą liczbę drzew, a o te, które były, nie dbano odpowiednio. Nie wykonywano corocznych zabiegów pielęgnacyjnych, a produkcja była prowadzona niezgodnie z najlepszą wiedzą i kulturą rolną" - podkreśliła Izba.

Po kontrolach Agencji, już w 2008 r. resort rolnictwa miał pierwsze sygnały, że program dopłat się nie sprawdza.

"Próbowano ratować sytuację, nakładając na rolników dodatkowe wymagania, dotyczące agrotechniki upraw. Określono np. jakość sadzonek oraz minimalną liczbę drzew, które należy posadzić. W rozporządzeniach ministerstwa zwrócono także uwagę na to, że drzewa i krzewy muszą być ukorzenione i posiadać odpowiednią średnicę pnia" - podkreślono.

Według NIK podjęte działania nie przyniosły rezultatów, wydajność produkcji nadal spadała.

"Dopiero po 10 latach (...) przyznanie dopłat uzależniono od wartości najbardziej oczywistej – od uzyskania plonu" - dodała Izba.

NIK w raporcie wnioskuje do ministra rolnictwa o opracowanie i wprowadzenie zasad udzielania pomocy finansowej oraz systemu kontroli, które będą sprzyjały produkcji owoców ekologicznych. Ponadto zaleca monitorowanie przez resort produkcji owoców ekologicznych i wykorzystanie tych danych do dostosowania wsparcia produkcji do potrzeb rynku.

Kontrola NIK dot. wykorzystania środków publicznych na uprawy sadownicze i jagodowe w ramach programów rolno-środowiskowych została przeprowadzona w okresie od 25 kwietnia 2014 r. do 15 września 2014 r.

"W wystąpieniu pokontrolnym z dnia 15 września 2014 r. Najwyższa Izba Kontroli oceniła pozytywnie, nie wnosząc żadnych zastrzeżeń, wykonanie przez Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi obowiązków Instytucji Zarządzającej Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich 2007-2013" - poinformował resort rolnictwa ustosunkowując się do raportu NIK.

Zaznaczono, że "wypłacanie pieniędzy w ramach tego działania określają unijne przepisy; unijne instytucje kontrolne nie miały do sposobu ich wypłacania żadnych zastrzeżeń".

Resort rolnictwa zwrócił uwagę, że celem dopłat nie jest wzrost produkcyjności upraw ekologicznych. Cele rolnictwa ekologicznego, które zostały określone w unijnych przepisach mówią m.in., że rolnictwo ekologiczne ma nie tylko dostarczać produkty ekologiczne, ale także "jest działaniem w interesie publicznym, ponieważ przyczynia się do ochrony środowiska, dobrostanu zwierząt i rozwoju obszarów wiejskich”.

Oznacza to, że "filozofia rolnictwa ekologicznego zakłada, że nie patrzy się na wielkość produkcji, ale na jej jakość i wyjątkowość. Ważny jest również aspekt środowiskowy oraz społeczny" - podkreślił resort.

Ponadto ministerstwo podkreśliło, że korzystając z doświadczeń z wdrażania programu rolnośrodowiskowego w latach 2009-2014 doprecyzowywało wymogi w szczególności co do minimalnej obsady drzew i krzewów w uprawach sadowniczych i jagodowych, sadzenia ukorzenionych drzew owocowych oraz obowiązku utrzymania sadów w okresie dwóch lat po zakończeniu zobowiązania.

PAP, sek

Choć przez 10 lat na dopłaty do ekologicznych upraw sadowniczych trafiło ponad 708 mln zł, to produkcja owoców nie wzrosła; rolnicy sadzili drzewa, by uzyskać dopłaty UE, a nie zebrać plony; dopiero w 2014 r. dopłaty uzależniono od plonów - głosi raport Najwyższej Izby Kontroli

Komentarze