Informacje

fot. www.freeimages.com
fot. www.freeimages.com

Coraz goręcej przy przetargu na śmigłowiec. Związkowcy z PZL-Świdnik i PZL Mielec zapowiadają protesty. SLD chce komisji śledczej

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 4 maja 2015
  • 20:57
  • 4
  • Tagi: biznes komisja śledcza lotnictwo przetarg Sejm SLD wojsko
  • Powiększ tekst

„Marsz milczący” w proteście przeciwko odrzuceniu oferty PZL-Świdnik w przetargu na śmigłowce dla polskiej armii organizują w środę w Świdniku związkowcy z tego zakładu. Podobny protest, organizowany przez związkowców z PZL Mielec odbędzie się w piątek w Mielcu. Związkowcy domagają się zbadania przetargu przez NIK, prokuraturę i komisję śledczą. SLD przedstawił w poniedziałek projekt uchwały Sejmu o powołaniu komisji śledczej, która miałaby zbadać przetarg na dostawy śmigłowców wielozadaniowych dla armii. To kuriozalny pomysł i "wrzutka" na użytek kampanii wyborczej - uważa wiceszef MON Czesław Mroczek (PO).

W przetargu na śmigłowiec dla polskiego wojska do etapu testów wybrano maszynę oferowaną przez Airbus Helicopters - H225M (wcześniej znany jako Eurocopter EC725) Caracal. Odrzucono dwa inne śmigłowce - Black Hawk amerykańskiej korporacji Sikorsky i jej polskiego zakładu PZL Mielec oraz AW149 proponowany przez PZL-Świdnik i jego właściciela - grupę AgustaWestland.

Manifestację protestacyjną zapowiedzieli w poniedziałek na konferencji prasowej przewodniczący pięciu organizacji związkowych działających w PZL-Świdnik. Mają w niej wziąć udział pracownicy zakładów z rodzinami, mieszkańcy Świdnika i regionu. „Spodziewamy się, że przyjdą osoby bezrobotne, które miały nadzieję na pracę w naszych zakładach” – powiedział przewodniczący zarządu Związku Zawodowego Inżynierów i Techników PZL-Świdnik Piotr Sadowski.

Zdaniem związkowców wyeliminowanie śmigłowca zaoferowanego przez PZL-Świdnik „uderza w interes gospodarczy Świdnika, Lubelszczyzny i Polski. Jest decyzją antypolską, która niesie poważne zagrożenie utraty miejsc pracy” – napisali w apelu odczytanym dziennikarzom.

Marsz ma być milczący, w barwach biało-czerwonych, „dla zamanifestowania tego, że polski interes narodowy powinien być dla rządzących ponad wszystko inne” – głosi apel.

Związkowcy wystosowali też oświadczenie, w którym wyrazili przekonanie, że to PZL-Świdnik oferujący śmigłowiec AW149 „byłby zwycięzcą przetargu, gdyby w nieuczciwy sposób nie wyeliminowano spółki z procedury przetargowej”. Napisali, że mechanizm trwającego jeszcze przetargu powinien być ich zdaniem zbadany przez NIK, prokuraturę oraz specjalnie do tego powołaną sejmową komisję śledczą.

„Organizacje związkowe PZL-Świdnik nie godzą się na kradzież Świdnikowi zwycięstwa w przetargu śmigłowcowym” – napisali związkowcy.

Zapowiedzieli, że będą prowadzić „zgodne z prawem polskim działania, które mają na celu ujawnienie dla opinii publicznej całej procedury przetargowej”.

Według związkowców MON ma nad nimi przewagę, ponieważ „może prezentować swoje stanowisko, natomiast warunki, które PZL Świdnik złożył są nadal objęte klauzulą zastrzeżonych informacji”.

„Chcemy, żeby ludzie, którzy mają odpowiedni dostęp do zastrzeżonych informacji ten temat zbadali i go ocenili, bo wiadomo, że my jesteśmy tylko jedną stroną” – powiedział przewodniczący zarządu Związku Zawodowego „Lipiec 1980” Krzysztof Kotliński.

PZL-Świdnik istnieje przeszło 60 lat, firma wyprodukowała ponad 7,4 tys. śmigłowców. Od 2010 r. jest częścią grupy AgustaWestland. Jest wytwórcą śmigłowców, zdolnym do ich samodzielnego projektowania, produkcji i serwisowania.

Z kolei związkowcy z PZL Mielec będą protestować w piątek w centrum Mielca. Jak poinformował PAP przewodniczący Solidarności w mieleckich zakładach Marian Kokoszka, w pikiecie mają wziąć udział nie tylko pracownicy fabryki, ale także mieszkańcy Mielca.

„Chcemy wspólnie wykrzyczeć niezadowolenie z decyzji MON oraz zdementować krzywdzące tezy wysuwane w stronę naszego zakładu i produktu. Decyzja MON jest szkodliwa i nielogiczna z punktu widzenia polskiej gospodarki” - dodał.

Zdaniem Kokoszki, resort obrony do tej pory nie odpowiedział na wszystkie pytania dotyczące procedury przetargowej, jakie zgłosili związkowcy.

Tymczasem politycy SLD przedstawili w poniedziałek projekt uchwały Sejmu o powołaniu komisji śledczej, która miałaby zbadać przetarg na dostawy śmigłowców wielozadaniowych dla armii. To kuriozalny pomysł i "wrzutka" na użytek kampanii wyborczej - uważa wiceszef MON Czesław Mroczek (PO).

Szef SLD Leszek Miller, prezentując projekt uchwały na konferencji w Sejmie poinformował, że w uzasadnieniu SLD w siedmiu punktach wyraża wątpliwości co do "legalności, rzetelności oraz przestrzegania zasady równego traktowania wszystkich wykonawców biorących udział w przetargu na dostawy śmigłowców".

Wątpliwości te - powiedział szef SLD - dotyczą wielu etapów przetargu, od składania ofert po kryterium offsetowe. Według Millera do składania ofert zostały bowiem dopuszczone podmioty, które nie spełniały warunków wstępnych przetargu. Jak mówił, doszło też do naruszenia ustawy offsetowej "poprzez wyłącznie offsetu jako kryterium oceny".

Do postulatu SLD powołania komisji śledczej krytycznie odniósł się marszałek Sejmu.

"Jako marszałek Sejmu mogę powiedzieć, że takiej komisji nie będzie, bo nie poddam takiego pomysłu pod głosowanie" - zadeklarował w rozmowie z PAP Radosław Sikorski.

W jego opinii, propozycja SLD jest "absurdalna".

"Komisje śledcze są od badania spraw, w których państwo zawiodło, w których tryb dochodzenia do prawdy czy sprawiedliwości innymi sposobami nie zdał egzaminu, a tu nawet nie mamy jeszcze oficjalnych decyzji przetargowych, a co dopiero mówić o jakiś błędach" - stwierdził.

"Jako były minister obrony narodowej uważam, że powinniśmy być wdzięczni i gratulować wicepremierowi Tomaszowi Siemoniakowi jego decyzji, o których wiadomo, że zawsze są kontrowersyjne i rolą ministra i rządu jest, by takie decyzje dla dobra bezpieczeństwa państwa podejmować" - dodał Sikorski.

"Od wielu miesięcy, ze względu na sytuację międzynarodową zachęcam ministra Siemoniaka do skorzystania z trybu bezprzetargowego w zakupach dla wojska, bo pilna potrzeba operacyjna nie będzie wtedy, gdy niebezpieczeństwo zawita u naszych granic, a teraz gdy wiadomo, że reguły gry w Europie się zmieniły, bo kontrakty trzeba jeszcze zrealizować a sprzęt wyprodukować" - podkreślił marszałek Sejmu.

Uzasadniając propozycję powołania komisji śledczej Miller mówił, że SLD chce tego, bo "chodzi o pieniądze podatników".

"To jest olbrzymia kwota 13 mld zł, która ma być użyta na zakup śmigłowców i chcemy mieć absolutną pewność, że jeżeli chodzi o prawo, procedury, dotrzymano najwyższych kryteriów" - powiedział.

Ponadto, mówił lider Sojuszu, kontrakt w takim kształcie, o jakim obecnie mowa, wprawdzie doprowadzi do stworzenia miejsc pracy, "ale we Francji, nie w Polsce". "Nasze, polskie pieniądze zostaną użyte do rozwoju francuskiej gospodarki" - podkreślił Miller.

Według niego interes polskiej gospodarki nie został uwzględniony.

"To wszystko skłania nas do szeregu pytań i byłoby bardzo dobrze dla naszego interesu narodowego, gdyby Sejm powołał stosowną komisję śledczą, która odpowiedziałaby m.in. na pytanie: dlaczego dwaj producenci światowej rangi, którzy mają fabryki w Polsce, zostali pominięci" - powiedział lider Sojuszu.

Jak mówił, SLD chce też wiedzieć, "dlaczego obydwie fabryki wkładają tyle wysiłku w eksport swoich helikopterów, a jednocześnie polska armia nie chce z nich korzystać". Według niego w obecnych warunkach sytuacja obu fabryk ulegnie gwałtownemu pogorszeniu, "bo oferta eksportowa zawsze będzie związana z pytaniem, skoro macie taką świetną produkcję, dlaczego polska armia nie chce z niej korzystać".

"Czy do pomyślenia jest sytuacja, że Francja, która produkuje samoloty Mirage, kupiłaby F-16? To się w żadnym śnie żadnemu francuskiemu politykowi nie jest w stanie przyśnić" - podkreślił Miller.

Pytany o zarzuty SLD wiceminister obrony Czesław Mroczek (PO) zapewnił, że przetarg był prawidłowo zorganizowany, a MON przekazało już posłom i senatorom szczegółowe wyjaśnienia.

"Pomysł na komisję śledczą w sprawie przetargu, postępowania dotyczącego zamówienia czegokolwiek, w tym przypadku śmigłowców, jest kuriozalny. Komisja śledcza jest powoływana wtedy, kiedy jakaś sprawa wymaga szczegółowych wyjaśnień, nie radzi sobie w tej sprawie jakiś organ państwowy. Tymczasem w tej sprawie wszystko mamy jasne. Dwie oferty z trzech zostały odrzucone, nie mogły być przyjęte do dalszego postępowania dlatego, że były wadliwie sporządzone" - podkreślił Mroczek.

"Jeżeli oferenci, ci dwaj odrzuceni, się z tym nie zgadzają, to mogą wystąpić do sądu. Sąd tę sprawę rozstrzygnie" - dodał wiceszef MON.

Zauważył, że "póki co oferenci nie palą się z występowaniem do sądu" i z tego powodu "propozycja SLD jest kuriozalna".

Mroczek przypomniał, że zakłady z Mielca zaoferowały śmigłowiec nieuzbrojony, podczas gdy MON chciało uzbrojonego. Z kolei firma ze Świdnika proponowała dostawy od 2019 r., dwa lata później niż wymagania MON.

"To są powody, dla których komisja przetargowa, 13 osób, orzekła, że te dwie oferty nie spełniają wymagań. I to jest wszystko w tym postępowaniu. Nie ma więcej co ustalać" - zaznaczył wiceminister odpowiedzialny za modernizację sił zbrojnych.

Podkreślił też, że Airbus Helicopters złożyło ofertę offsetową, w której zagwarantowało powstanie w Polsce miejsc pracy. Dodał, że przemysł lotniczy w Polsce to nie tylko fabryki w Mielcu i Świdniku, lecz również należące do państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej wojskowe zakłady w Łodzi, Bydgoszczy i Warszawie, "dla których też musi być szansa na rozwój".

"Wejście Airbusa do Polski stwarza dla państwowych zakładów wielką szansę właśnie na rozwój" – powiedział wiceminister.

Mroczek mówił, że jest zdziwiony, iż "były premier Miller z Łodzi nie rozumie, jak wielką szansą dla wojskowych zakładów w Łodzi jest właśnie wejście Airbusa i stworzenie tam miejsc pracy".

Ocenił przy tym, że wniosek SLD wynika z tego, iż trwa ostatni tydzień kampanii przed wyborami prezydenckimi.

"To jest +wrzutka+, jakaś rozpaczliwa. Można ze smutkiem powiedzieć, że SLD ma coraz gorsze pomysły na obronność, bo najpierw wysyłali myśliwych do obrony granic, a teraz chcą komisją śledczą rozstrzygać przetargi" – skomentował Mroczek.

Do rozstrzygnięcia MON odniósł się też w poniedziałek zarząd PZL Mielec. W przesłanym PAP stanowisku wyjaśniono m.in., że regulacje wewnętrzne koncernu UTC, właściciela firmy Sikorsky i PZL Mielec, zabraniają sprzedaży broni.

"Nie mogliśmy zatem zaoferować uzbrojonego śmigłowca bezpośrednio, co wcale nie znaczy, że oferowaliśmy wariant cywilny, bo taki nie istnieje. Proponowaliśmy zakup broni przez rząd u dowolnego, wskazanego przez niego, polskiego producenta. Konsorcjum zainstalowałoby ją na śmigłowcach, zintegrowało i w efekcie Wojsko Polskie otrzymałoby maszyny w pełni uzbrojone. Podobnie dzieje się przy wszystkich zakupach śmigłowców Black Hawk, a są one używane przez 28 państw świata. W żadnym z nich taki sposób instalowania broni na maszynach nie był problemem" - oświadczyła firma.

Zgodnie z ustawą o komisji śledczej, Sejm powołuje oraz wybiera i odwołuje jej skład bezwzględną większością głosów.

PAP, sek

Komentarze