Informacje

Dron już nie będzie wolny jak ptak; poleci, ale na satelitarnej smyczy

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 25 lipca 2015
  • 07:42
  • 0
  • Tagi: dron lotnictwo lotnisko lotnisko Chopina Polska Agencja Żeglugi Powietrznej prawo Urząd Lotnictwa Cywilnego
  • Powiększ tekst

Sportowe i rekreacyjne używanie dronów nie wymaga w Polsce licencji. Jednak Urząd Lotnictwa Cywilnego zaleca, by nie latać w pobliżu lotnisk, nad miastami i budynkami oraz drogami. Na lot w strefie kontrolowanej lotniska potrzebna jest zgoda Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej.

Pojedynczego drona można kupić w dużym sklepie za kilkaset złotych. Zgodnie z polskim prawem operatorzy bezpilotowców powinni mieć wydawane przez ULC świadectwo kwalifikacji, ale dotyczy to jedynie maszyn używanych do celów komercyjnych. W przypadku użycia sportowego i rekreacyjnego takiego wymogu nie ma.

ULC zaleca, by dronów używać w zasięgu w wzroku na otwartej przestrzeni. Na wydanej w czerwcu ulotce urząd pisze, że nie należy latać w pobliżu lotnisk, nad ludźmi, miastami, budynkami i drogami.

Rzecznik prasowy Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej Mikołaj Karpiński przypomniał w rozmowie z PAP, że jeżeli chce się latać w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska, w tzw. strefie kontrolowanej lotniska (CTR), należy zgłosić ten zamiar na kilka dni przed startem i uzyskać na ten lot zgodę. Odpowiedni formularz zgłoszeniowy znajduje się na stronie internetowej PAŻP. Bezpośrednio przed lotem i w jego trakcie trzeba utrzymywać kontakt z kontrolerami ruchu lotniczego.

Strefy CTR mogą obejmować stosunkowo duży obszar. W przypadku lotniska Chopina w Warszawie jest to przestrzeń mniej więcej do odległości 15-20 kilometrów od pasów startowych, od pewnej wysokości nad ziemią. Przestrzeń kontrolowana jest najbardziej rozległa tam, gdzie znajdują się podejścia do lotniska na Okęciu - od strony Ursynowa, Włoch, Ursusa i Piaseczna.

Szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL) Maciej Lasek podkreśla, że zalecenie unikania lotów w pobliżu lotnisk dotyczy nie tylko dużych portów komunikacyjnych, ale również mniejszych – lotnisk sportowych, lądowisk paralotniowych i przyszpitalnych lądowisk dla śmigłowców.

Temat bezpieczeństwa używania dronów pojawił się na nowo po poniedziałkowym incydencie w pobliżu lotniska Chopina w Warszawie. Ruch został tam zakłócony, po tym jak załoga jednego z lądujących samolotów pasażerskich dostrzegła w niebezpiecznej odległości jakiś obiekt, prawdopodobnie dron. Z tego powodu trzeba było zmienić kierunek lądowania ponad 20 samolotów. Policja zatrzymała prawdopodobnego sprawcę incydentu. Został on przesłuchany i zwolniony do domu. Znalezionego u mężczyzny drona policjanci zatrzymali w celu przeprowadzenia ekspertyzy i odczytania ewentualnej trajektorii lotu, żeby potwierdzić, czy właśnie ta maszyna brała udział w incydencie w pobliżu lotniska.

Szczegółowe przepisy dotyczące zasad wykonywania lotów bezzałogowymi statkami powietrznymi istnieją już od 2013 r. Zawarte są w dwóch rozporządzeniach ówczesnego ministra transportu: w sprawie wyłączenia zastosowania niektórych przepisów ustawy – Prawo lotnicze do niektórych rodzajów statków powietrznych oraz w sprawie świadectw kwalifikacji.

Na początku lipca Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju przekazało do konsultacji międzyresortowych projekty nowelizacji obu rozporządzeń. Jak napisano w uzasadnieniu do jednego z nowelizowanych rozporządzeń, "gwałtowny postęp technologiczny sprawił, że obowiązujące w chwili obecnej rozporządzenie i regulacje z niego wynikające nie są adekwatne do wykorzystywanego obecnie sprzętu bezzałogowego zarówno stosowanego amatorsko, jak i w sposób profesjonalny".

ULC, gdzie powstały oba projekty, chce bardziej precyzyjnie niż do tej pory oddzielić sportowe i rekreacyjne wykorzystanie modeli latających od komercyjnego używania dronów. Dla profesjonalnych operatorów mają zostać wprowadzone obowiązkowe szkolenia zakończone egzaminem (obecnie można się do niego przygotowywać samodzielnie). Prezes ULC wydał dotychczas prawie 1,2 tys. świadectw kwalifikacji operatora bezzałogowego statku powietrznego.

W projekcie opisano też zasady wykonywania lotów modelami latającymi, jak ULC nazywa drony używane do celów rekreacyjnych i sportowych. Zapisano m.in., że operator lub towarzyszący mu obserwator muszą utrzymywać kontakt wzrokowy z maszyną, a sam lot musi się odbywać z zachowaniem co najmniej 100-metrowej odległości od granic zabudowy miejscowości, miast, osiedli lub od zgromadzeń osób na wolnym powietrzu.

"Widzimy zagrożenia związane z używaniem bezzałogowców i chcemy udoskonalić przepisy, zapewniając z jednej strony bezpieczeństwo, a z drugiej rozwój tej branży" – powiedziała rzeczniczka prasowa ULC Marta Chylińska.

Podkreśliła, że wszyscy operatorzy bezpilotowców - i profesjonaliści, i amatorzy - muszą wiedzieć, w jakiej strefie się znajdują.

"Na szczęście w poniedziałek nikomu nic się nie stało, ale mam nadzieję, że ten incydent skłoni właścicieli małych dronów do zastanowienia się, gdzie latają" – powiedziała rzeczniczka ULC.

Szef PKBWL Maciej Lasek powiedział PAP, że w poniedziałek doszło nie tylko do incydentu nad Piasecznem. Do komisji wpłynęło bowiem zgłoszenie z Łodzi, gdzie tego dnia załoga podchodzącego do lądowania zauważyła obiekt, najpewniej bezzałogowiec, przemieszczający się w poprzek pasa.

Jak dodał, część dronów ma systemy zabezpieczające przed lotem w rejonach, gdzie mogą zagrażać załogowym statkom powietrznym. Prawie każdy bezzałogowiec ma system nawigacji satelitarnej GPS, w niektórych przypadkach uniemożliwia on start w pobliżu lotniska. Inne zabezpieczenia nie pozwalają maszynie wznieść się powyżej określonej wysokości.

"Wprowadzenie czegoś takiego moim zdaniem jest jednym ze sposobów poprawy bezpieczeństwa lotniczego" – uważa Lasek.

Jego zdaniem rosnąca liczba bezzałogowych statków powietrznych staje się zagrożeniem dla bezpieczeństwa lotów. Zderzenie ważącego od kilku do kilkunastu kilogramów i wykonanego z twardego materiału drona z samolotem pasażerskim może doprowadzić np. do uszkodzenia silnika. Równie groźne są uderzenia w kokpit lub kadłub.

W ubiegłym roku policja prowadziła w kraju 19 postępowań dotyczących podejrzenia sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym. Za taki czyn grozi do ośmiu lat więzienia. W 12 przypadkach stwierdzono, że doszło do przestępstwa - poinformował Dawid Marciniak z Zespołu Prasowego Komendy Głównej Policji.

PAP, sek

Komentarze