Romuald Pawlak jest znanym i cenionym autorem książek, tak dla dzieci jak i dorosłych czytelników. Teraz w książce "Być jak Ignacy" zmierzył się z postacią Ignacego Łukasiewicza - wielkiego, polskiego przedsiębiorcy i wynalazcy z XIX wieku. Dlaczego zdecydował się "zmierzyć" z tą postacią? Dlaczego pamięć o historycznych, polskich przedsiębiorcach jest ważna? Dlaczego w propagowanie wiedzy o tej ważnej postaci włączyło się PGNiG? O tym mówi w wywiadzie dla wGospodarce.pl Romauld Pawlak.

Arkady Saulski: Jest Pan znanym i cenionym autorem literatury. Dlaczego zdecydował się Pan zmierzyć z postacią Ignacego Łukasiewicza? Co jest tak interesującego w tej historycznej postaci?

Romuald Pawlak: Odkąd pamiętam, zawsze, od najmłodszych lat fascynowali mnie odkrywcy, wynalazcy, naukowcy – ludzie, którzy sprawili, że nasz świat zrobił kroczek w przód. Zapewne to pokłosie lektur Verne’a, a także opowieści o podróżnikach – w czasach szkolnych moją ulubioną serią była „Dookoła świata”, wydawana przez ISKRY. Być może jednak nie zdecydowałbym się na ten krok, gdyby nie zachęta z zewnątrz, bo książki tego typu można napisać, natomiast bez wsparcia trudno opublikować, to jednak nie „Igrzyska śmierci”. Natomiast kiedy już się pojawił ten pierwszy impuls, byłem pewien, że chcę taką książkę napisać, że zrobię wszystko, aby pokazać Łukasiewicza tak, jak mu się to należy. On wciąż zasługuje na uwagę, bowiem – jak wielu ludzi tego typu – jest postacią „bogatą”, skomplikowaną. Z jednej strony naukowiec, z pozoru trochę szalony, bo w ocenie ludzi epoki wybiegający w swych wizjach i planach zbyt daleko, z drugiej – przecież te wizje realizował. Zarabiał pieniądze, nie wstydził się tego, ale zarazem żył nie dla pieniędzy, tylko dla wcielania w życie swoich idei. Sięgał horyzontu, wyprzedzał w tym swoich współczesnych.

Łukasiewicz bez wątpienia był jednym z najwybitniejszych Polaków w historii - wybitny przedsiębiorca, wynalazca lampy naftowej, która wpłynęła na oblicze całego globu. Mam jednak wrażenie, że trochę zapomniano o tej postaci? Dlaczego?

Tak, to postać zapomniana, a jeśli pamiętana, to tylko przez wspomnienie o lampie naftowej. A że lampa dziś budzi raczej uśmiech niż zainteresowanie, cóż... To pokazuje, że nie cenimy własnych korzeni, inaczej niż wiele narodów, dla których odkrywcy sprzed wieków nadal są żywi w kulturze. Łukasiewicz postrzegany przez lampę naftową zdaje się anachroniczny, nieważny w czasach, gdy ropę wydobywa się na Bliskim Wschodzie czy u wybrzeży Ameryki Południowej, a lampa to muzealny zabytek. Kto wie, że w latach 60. XIX wieku Polska, a ściślej Galicja, była jedną z potęg w tym dopiero rozwijającym się biznesie? Że do Łukasiewicza po poradę i wiedzę przyjeżdżali wysłannicy od Rockefellera, dziś symbolu naftowej potęgi? Tak naprawdę się zdarzyło, zresztą motyw tych wysłanników wykorzystałem w powieści, wydał mi się wart przypomnienia. Zapomnienie wiąże się jednak być może nie tylko z przemianami technologicznymi. Nie próbowałem tego sprawdzać, jednak wiadomo, że za czasów PRL-u taki człowiek nie był dobrym wzorem, więc co prawda go nie wykreślano ze słowników, ale też nie mówiono tyle, ile mu się należało. A pamięć ludzka jest krótka, bez podsycania ogień w końcu gaśnie.

Czy nie jest tak, że nas, Polaków, bardziej pociągają jednak wielkie batalie niż losy biznesmenów, przedsiębiorców? Może Pana książka jest w stanie odmienić ten pogląd, sprawić, byśmy z większą uwagą przyjrzeli się nie tylko naszym sukcesom na polach bitew, ale i sukcesom gospodarczym?

Takie właśnie odnoszę wrażenie, że romantyczne zrywy i postacie z „dużej” historii pociągają nas bardziej. W tym nie ma nic dziwnego, wielkie bitwy i wielcy zwycięzcy łatwiej przenikają do świadomości masowej za sprawą dzieł kultury popularnej. Większy problem to fakt, iż u nas da się dostrzec charakterystyczny dla naszego społeczeństwa sposób widzenia przeróżnych bohaterów w ogóle. Celebryci są lepsi od cenionych, ale mniej medialnych postaci. Jeśli biznesmen, to w typie aferzysty, ten będzie lepiej znany. Historia – może i ktoś przegrany, ale moralny bohater. Nie cenimy ludzi po prostu robiących swoje, nawet jeśli z wielkimi sukcesami. W ogóle odnoszę wrażenie, że z powyższych powodów sukces jest wciąż „podejrzany”. Przy czym paradoks z Ignacym Łukasiewiczem polega na tym, że to był człowiek dwojga natur: z jednej strony w młodości rewolucjonista, więziony za przygotowywanie powstania, a w wieku dojrzałym pomagający jak tylko mógł powstańcom styczniowym – z drugiej, świetny, światły biznesmen, którego nie musimy się wstydzić. Myślę, że o jego życiu można by nakręcić niezły film. Nawet przez chwilę rozważałem napisanie scenariusza na podstawie zdobytej wiedzy... Warto jednak dodać, że winna tego jest także edukacja oraz, za czasów PRL-u, słabe wspieranie takich ludzi jak Łukasiewicz, o czym wspomniałem wcześniej. Wiadomo, szlachta, co z tego, że patriota? Biznesmen, więc krwiopijca. A po ’89 roku niby ładny wzór, ale komu miało zależeć na odświeżeniu pamięci o tak odległych postaciach? Smutne, ale część prawdy o tym, jak traktujemy nasze dziedzictwo. Nasz kraj nie prowadzi polityki historycznej, a szkoda – ja przyznaję, że jestem zwolennikiem takich działań, choć bez popadania w fanatyzm. Książka o Łukasiewiczu jest na razie singlem, ale są pewne plany serii o takich postaciach. Może się uda. Bowiem mamy przynajmniej kilkoro dziewiętnastowiecznych i sporą grupę dwudziestowiecznych zapomnianych nieco, a wartych odkurzenia postaci, z których powinniśmy być dumni.

Moje ostatnie pytanie dotyczy roli naszego, polskiego giganta - PGNiG - w projekcie. Dlaczego ta ogromna spółka zdecydowała się przypomnieć wybitną postać Łukasiewicza?

To jest dobre pytanie. To nie samo PGNIG, lecz Fundacja PGNiG chciała zrobić to, o czym wspominam wcześniej. Szukali sposobu na przypomnienie o swoim patronie, pokazanie dzieła i postaci tego wielkiego Polaka. A że fundacja współpracuje ze szkołami, z dziećmi – pojawił się pomysł dotarcia do nich przez cały pakiet działań, konkurs dla szkół, a także książkę, która będzie napisana nowocześnie, w sposób atrakcyjny, ale zarazem nie tylko nie zgubi, ale wręcz uwypukli pewne wartości. Kiedy o tym usłyszałem, natychmiast zapaliłem się do projektu, bo jak wspominałem wyżej, Łukasiewicz jest jedną z tych postaci, które kiedyś na małym człowieku, właśnie takim szkolniaku, wywarły wielkie wrażenie. Tego zresztą brakuje w polskiej kulturze: pokazywania w nowy sposób, a więc odświeżania, naszych korzeni, tych, którzy wyznaczali kierunki. Łukasiewicz na pewno był taka postacią. Jeśli więc mogłem do dzieła przywracania jego pamięci dołożyć swoją cegiełkę, to z radością to uczyniłem.

Rozmawiał Arkady Saulski.

Kim był Ignacy Łukasiewicz?

tytuł

(ur. 8 lub 23 marca 1822 w Zadusznikach, zm. 7 stycznia 1882 w Chorkówce) – polski farmaceuta i przedsiębiorca, wynalazca lampy naftowej, pionier przemysłu naftowego w Europie, z zainteresowania chemik i fizyk; rewolucjonista i działacz niepodległościowy. Pochodził ze zubożałej rodziny szlacheckiej herbu Łada.

Jako pierwszy na świecie wykorzystał na skalę przemysłową korzyści jakie daje ropa naftowa. Bardzo sprawny organizator, z czasem dorobił się na ropie naftowej dużego majątku. Był również wielkim społecznikiem. Propagował zakładanie sadów, budowę dróg i mostów, szkół, szpitali itd., finansując wiele inicjatyw z własnej kieszeni, walczył z biedą i alkoholizmem w regionie, tworzył kasy zapomogowe i fundusze emerytalne. Dążył do rozwoju rodzącego się tam przemysłu naftowego nie skupiając go całkowicie w swoich rękach, lecz namawiając i pomagając w tworzeniu również innych firm.