Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Socjalnej szacuje, że w 2016 r. w Polsce mogło pracować 800 tys. cudzoziemców, z czego większość to Ukraińcy. Tymczasem wg danych ZUS na koniec września zgłoszonych było 266 tys. cudzoziemców, a Ukraińców prawie 173 tys.

Ze Stanisławem Szwedem, wiceministrem resortu rodziny, pracy i polityki socjalnej rozmawia Ewa Wesołowska

Jeszcze kilka miesięcy temu Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej informowało o zaostrzeniu procedury pozwalającej na pracę w Polsce obywateli z tzw. państw trzecich, m.in. Ukrainy, Białorusi, Rosji czy Mołdawii. Dziś wycofujecie się z tego.

Faktycznie, chcieliśmy w miejsce oświadczeń wprowadzić system zezwoleń na pracę, ale nasz projekt spotkał się z ostrą krytyką lobby przedsiębiorców. Ministerstwo Rozwoju też było przeciwne zaostrzeniu procedury, powołując się m.in. na dane o spadającym bezrobociu i rosnące problemy firm ze znalezieniem pracowników.

Ale obowiązująca procedura ma swoje mankamenty.

No właśnie, okazało się, że w obowiązującej od kilku lat zliberalizowanej procedurze występuje wiele nadużyć i patologii.

Na czym one polegają?

Wiele podmiotów zgłasza zapotrzebowanie na pracowników, najczęściej z Ukrainy, twierdząc, że nie mogą znaleźć Polaków, choć często nie mają zamiaru a nawet możliwości nikogo zatrudnić. Potem okazywało się, że Ukraińcy płacą im za takie oświadczenie, co jest sprzeczne z prawem. Ludzie ci przyjeżdżają do Polski, ale pracy u przedsiębiorcy, który wystąpił o ich zatrudnienie, nie podejmują. Ba, czasami takiego przedsiębiorcy w ogóle pod wskazanym adresem nie ma. Zdarza się też, że cudzoziemcom zależy jedynie na dokumencie państwa strefy Schengen i wcale nie zamierzają podjąć w Polsce pracy. Okazało się, że nikt w Polsce nie wie, gdzie ci cudzoziemcy są, co robią. Np. z raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że w województwie podkarpackim aż 80 proc. obywateli Ukrainy, którzy dostali w ubiegłym roku wizy na podstawie oświadczeń pracodawców, wcale tej pracy nie podjęło. Polskie urzędy nie mają wiarygodnych informacji na temat liczby cudzoziemców pracujących w Polsce. Szacujemy, że w 2016 r. mogło to być 800 tys., wielu z nich pracowało jedynie przez część roku. Dlatego chcieliśmy to poprawić, pozostawiając jednak wiele uproszczeń, a nawet dodając nowe rozwiązania, w praktyce ułatwiające podejmowanie legalnej pracy.

A ile oświadczeń zarejestrowano?

Ponad 1,1 mln do października. Szacujemy, że w całym 2016 r. było to ponad 1,3 mln, czyli o ok. 65 proc. więcej w porównaniu z rokiem ubiegłym. W 2016 r. wojewodowie wydali także ponad 123 tys. zezwoleń na pracę cudzoziemców; tu odnotowujemy nawet większy wzrost, o prawie 90 proc.

Ile płaci ZUS i podatki?

Wg danych ZUS na koniec września zgłoszonych było 266 tys. cudzoziemców, w tym także obywateli UE. Ukraińców prawie 173 tys., a zatem znacznie mniej, niż liczba pracujących w Polsce obywateli Ukrainy.

To Polska niewiele ma korzyści z pracy emigrantów.

Staramy się, żeby tych korzyści były coraz większe, ale bez szkody dla pracujących Polaków i samych cudzoziemców. Zależy nam na tym, żeby przyjeżdżali ci którzy przyjeżdżają uzupełniali braki na polskim rynku pracy. Żeby pracowali legalnie, płacili ZUS i podatki, ściągali tu rodziny. Pracownicy z Ukrainy czy Białorusi są nam bliscy kulturowo, szybko uczą się języka, sumiennie podchodzą do pracy. Polskiej gospodarce są potrzebni, chociażby po to, żeby uzupełnić lukę na rynku, która powstała po wyjeździe ok. 2 mln Polaków do Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Holandii. Dlatego zgodziliśmy się zostawić wydawanie zezwoleń na oświadczenia, ale zaproponowaliśmy, żeby pracodawca miał obowiązek informowania, że pracownik z zagranicy faktycznie zgłosił się do niego i pracuje. Powiatowe urzędy pracy będą mogły odmówić zarejestrowania oświadczenia. Zaproponowaliśmy też, żeby za każde wydane zezwolenie na pracę sezonową i za zarejestrowane oświadczenie pracodawca zapłacił 30 zł.

Gdzie jest teraz projekt? Jest w końcowej fazie prac w ramach Rządu.

Nie da się ukryć, że poszliście na kompromis. Tak, ale pewne mechanizmy ostrożnościowe zostały zachowane. Proszę wziąć pod uwagę, że jak Unia Europejska zniesienie wizy dla obywateli Ukrainy, co zostało zapowiedziane, nieco zmniejszy się liczba tych, którzy chcieli uzyskać polską wizę jako przepustkę do innych państw UE. Mamy też świadomość zapotrzebowania na cudzoziemców w innych państwach, gdzie społeczeństwa się starzeją, więc wielu z nich może pojechać na zachód, gdzie płace są wyższe. A, jak już powiedziałem, emigranci są nam potrzebni, ale na zdrowych zasadach, chociażby ze względu na prognozy demograficzne, na brak rąk do pracy w rolnictwie. Poza tym Polska, podobnie jak inne kraje członkowskie UE, zobowiązana jest do wdrożenia tzw. dyrektywy sezonowej, mającej uregulować uzyskiwanie zezwoleń na prace sezonowe. Dlatego musimy szybko przyjąć odpowiednie rozwiązania, a chcemy by nie zniweczyło to ułatwień jakie dajemy obywatelom sześciu krajów spoza UE, czyli Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy.

Emigranci hamują wzrost płac w Polsce. A przecież jednym z priorytetów resortu rodziny i pracy był wzrost zarobków Polaków.

Dlatego od tego roku podniesiona została płaca minimalna do 2 tys. zł. Obywateli z Ukrainy też to dotyczy. Będą wzmożone kontrole Państwowej Inspekcji Pracy, która ma sprawdzać zasady zatrudniania cudzoziemców. Pracodawcy, którzy nie będą stosować się do przepisów prawa pracy, poniosą konsekwencje. Chodzi o to, żeby firmy nie zatrudniały Ukraińców czy Białorusinów, bo są np. tańsi niż Polacy. PIP będzie kontrolować nie tylko etaty, ale też umowy zlecenia.

A jeśli się okaże, że np. rolników nie będzie stać na spełnienie warunków zatrudnia cudzoziemców i nie będzie miał kto zbierać jabłek czy truskawek?

Będziemy to monitorować. Ale faktycznie, trudno dziś przewidzieć, jak będzie zmieniał się polski rynek pracy.

Powiedział Pan, że emigranci mogą załatać lukę na rynku pracy powstałą, po wyjeździe 2 mln Polaków. Tylko, że ci, którzy pracują dziś w UE to w większości przypadków fachowcy i specjaliści. Pracownicy z Ukrainy, Białorusi czy Mołdawii z reguły podejmują się najprostszych robót.

Do tej pory faktycznie tak było, ale odkąd duże firmy zaczęły rekrutować cudzoziemców, dawać im etaty, to struktura pracowników z Ukrainy zaczęła się zmieniać. Np. jedna z polskich firm przetwórczych wystąpiła o zatrudnienie 13 tys. osób. Wśród emigrantów zarobkowych coraz więcej jest fachowców i specjalistów. Zależy nam na tym, żeby jak najwięcej cudzoziemców pracowało legalnie, nie tylko ze względów podatkowych, ale też ze względów bezpieczeństwa. Tych „na czarno” nie jesteśmy w stanie kontrolować. Podczas jednego z posiedzeń Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów dyskutowano jak zapełnić luki kompetencyjne, które obserwujemy w niektórych sektorach. Będziemy współpracować w gronie ekspertów z różnych resortów, aby wypracować rozwiązania systemowe odpowiedzialnej polityki migracyjnej w Polsce. My tylko zajmujemy się fragmentem tego problemu. A to trzeba potraktować szerzej. Trzeba zrobić przegląd, kogo brakuje, gdzie, w jakich branżach. Poza tym chcemy też wreszcie określić zasady powrotu do kraju ludzi, którzy mają polskie pochodzenie i mogliby uzyskać Kartę Polaka. Stosowna umowa została już przyjęta.

W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji też pracuje nad nowymi zasadami kontroli pracowników z zagranicy.

MSWiA koordynuje całość polityki migracyjnej, ale jak wspomniałem tematyka jest wieloaspektowa i będziemy wypracowywać ją międzyresortowo.

Dziękuję za rozmowę