Informacje

fot. Wikimedia Commons
fot. Wikimedia Commons

Komisja Amber Gold: Prokuratura już w 2009 roku miała informacje o możliwych nieprawidłowościach w firmie Marcina P.

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 10 stycznia 2017
  • 13:18
  • 1
  • Tagi: afera Amber Gold finanse gospodarka korupcja prokuratura Prokuratura Generalna
  • Powiększ tekst

We wtorek przed południem rozpoczęło się pierwsze w tym roku posiedzenie sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold. Komisja ma przesłuchać dwoje świadków, pierwszym z nich jest b. dyrektor departamentu postępowania przygotowawczego w Prokuraturze Generalnej Bogusław Michalski.

Członkowie komisji będą zapewne pytać go o pismo z końca listopada 2011 r., wysłane przez ówczesnego przewodniczącego KNF Andrzeja Jakubiaka i adresowane do szefa PG Andrzeja Seremeta. Zawierało ono szereg krytycznych uwag na temat postępowania ws. Amber Gold, prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową Gdańsk-Wrzeszcz.

Pismo to nie trafiło jednak do Seremeta, ale zostało przekazane do departamentu postępowania przygotowawczego PG, który skierował je do zastępcy prokuratora apelacyjnego w Gdańsku, a stamtąd trafiło do gdańskiej prokuratury okręgowej.

Kolejnym świadkiem, który ma być przesłuchiwany we wtorek, jest była wiceprezes Sądu Okręgowego w Gdańsku Alina Miłosz-Kloczkowska.

Amber Gold - firma powstała na początku 2009 r. - miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. 13 sierpnia 2012 r. ogłosiła likwidację; tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.

Pierwszy zarzut oszustwa znacznej wartości wraz z wnioskiem o areszt wobec szefa Amber Gold Marcina P. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku postawiła pod koniec sierpnia 2012 r. Jesienią 2012 r. śledztwo przeniesiono do Prokuratury Okręgowej w Łodzi, która w czerwcu 2015 r. sporządziła akt oskarżenia ws. Amber Gold.

Według łódzkich śledczych, Marcin P. i jego żona oszukali w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Proces Marcina P. i jego żony trwa od 21 marca przed gdańskim sądem okręgowym.

Już w 2009 roku do prokuratury generalnej dotarła wiedza o sprawie Amber Gold - powiedział były dyrektor w PG Bogusław Michalski we wtorek przed komisją śledczą. Nie pamiętał jednak, skąd o tym wie.

Komisja śledcza ds. Amber Gold przesłuchała we wtorek Bogusława Michalskiego, b. dyrektora Departamentu Postępowania Przygotowawczego w Prokuraturze Generalnej.

Odpowiadając pod koniec przesłuchania na pytania posła Jarosława Krajewskiego (PiS), świadek przyznał, że już w 2009 roku do prokuratury generalnej dotarła wiedza o sprawie Amber Gold.

"Przypuszczam, że chodziło o zawiadomienie, że w Trójmieście działa firma, która nie spełnia wszystkich wymogów" - powiedział, dopytywany o szczegóły. "Ale to są moje domniemania" - dodał, zaznaczając także, że nie pamięta, od kogo w PG mógł się o tym dowiedzieć.

W 2009 roku prokuratorem generalnym, tak jak obecnie, był minister sprawiedliwości. Do października tego roku był nim Andrzej Czuma, a od października 2009 do rozdzielenia funkcji szefa PG i ministra sprawiedliwości z początkiem kwietnia 2010 roku - obecny prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski. Obaj byli politykami PO.

Kilu posłów dopytywało świadka jeszcze o okoliczności, w jakich do prokuratora Andrzeja Seremeta nie trafiło pismo szefa KNF Andrzeja Jakubiaka z listopada 2011, w którym zawiadamiał on o nieprawidłowościach w śledztwie dotyczącym Amber Gold.

Krzysztof Brejza (PO) zwracał uwagę, że w sprawie losów tego pisma są "same zbiegi okoliczności". Najpierw trafia ono do zastępcy dyrektora Biura Prezydialnego Piotra Wesołowskiego, potem do zastępcy świadka, a potem do zastępcy Prokuratora Apelacyjnego w Gdańsku.

Dopytywał, czy na takie a nie inne potraktowania pisma Andrzeja Jakubiaka mogło mieć wpływ to, że prok. Wesołowski pochodził z Gdańska i mógł nie chcieć "robić kłopotów kolegom". "Nie sądzę, że tak było" - odpowiedział świadek.

Marek Suski (PiS) pytał, czy to prawda, że nie dostarczono prokuratorowi Seremetowi pisma szefa KNF, by "nie zawracać mu głowy", bo tak w pewnym momencie wyraził się świadek. Ten ostatni odpowiedział, że mówiąc o "niezawracaniu głowy" miał na myśli sytuację już po tym, gdy do prokuratora generalnego nie trafiło pismo szefa KNF.

Odpowiadając na pytanie posła Suskiego, prokurator Michalski przyznał także, że nie przypomina sobie, by na spotkaniu w sprawie Amber Gold u prokuratora generalnego w październiku 2012 była mowa o prowokacji wobec sędziego Ryszarda Milewskiego, do której doszło we wrześniu tego samego roku.

Poseł Stanisław Pięta (PiS) pytał świadka, od kiedy jest prokuratorem. Ten odpowiedział, że pracę w prokuraturze rozpoczął w roku 1974. Pięta dopytywał, czy przypomina sobie sprawę, w której doszłoby do podobnych zaniedbań prokuratury jak przy Amber Gold. Prok. Bogusław Michalski zaprzeczył.

PAP/ as/

Komentarze