Informacje

Zamach w Berlinie: Najpierw nie pozwolili kierowcy pozostać na placu, teraz grymaszą w kwestii dostawy

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 23 lutego 2017
  • 12:20
  • 1
  • Tagi: Berlin biznes ciężarowka dostawca ludzie transport zamach
  • Powiększ tekst

Właściciel firmy transportowej, do której należy ciężarówka użyta w zamachu w Berlinie, poinformował, że z powodu dwumiesięcznego postoju naczepy pod gołym niebem transportowane konstrukcje stalowe pordzewiały i obawia się reklamacji ze strony odbiorców.

Kierowca ciężarówki, który został zabity w grudniowym zamachu w Berlinie, pracował w firmie Ariela Żurawskiego i przewoził z Włoch do Niemiec stalowe konstrukcje. Po zamachu niemieckie organy śledcze zatrzymały pojazd w Niemczech na potrzeby dochodzenia.

Naczepa z ładunkiem spędziła dwa miesiące w Niemczech, a ładunek przez ten czas w żaden sposób nie był zabezpieczony" - powiedział Żurawski. - Naczepa stała pod chmurką i przez to transportowane konstrukcje stalowe pordzewiały - dodał.

Jak powiedział, w poniedziałek jego firma otrzymała na pięć godzin naczepę, aby można było dostarczyć towar do odbiorcy.

Niemieccy śledczy chcieli, żebym wynajął dźwig i przeładował towar z naczepy na inną, ale byłaby to kwota rzędu 20 tys. zł i nie chciałbym brać kolejnego obciążenia finansowego na siebie. W końcu pojechaliśmy swoim ciągnikiem, wydano nam naczepę i pojechaliśmy pod eskortą policji zrealizować dostawę. Policja była także przy rozładunku. Później odprowadziliśmy naczepę z powrotem - powiedział. Jak dodał, sprawą odebrania naczepy zajął się jego prawnik Stefan Hambura.

Żurawski obawia się, że może zostać obciążony kosztami za dostarczenie uszkodzonego ładunku.

Odbiorca towaru wpisał w protokole, że towar jest pordzewiały. Kierownik magazynu powiedział, że to bardzo duży problem. Towar odbierany z huty we Włoszech był w stanie nienaruszonym, a teraz wszystko jest pordzewiałe - dodał.

Jak tłumaczy, na opóźnienie dostawy towaru firma nie miała wpływu.

My byliśmy pod adresem niemieckiej firmy, która miała to odebrać, i nie mieliśmy żadnego wpływu na to, co stało się później z kierowcą i pojazdem. My także jesteśmy poszkodowani, ponieważ straciliśmy bardzo dobrego pracownika i sprzęt. Nie mamy także wpływu na to, że pojazd z naczepą przebywa w Niemczech już dwa miesiące. Boję, się że odbiorca napisze reklamację do swojego kontrahenta, u którego kupuje towar we Włoszech. Kontrahent włoski napisze do austriackiej spedycji, która zleciła nam transport, a spedycja austriacka w prostej linii skieruje się do nas i powie, że musimy pokryć szkody, choć rozumie, co się stało - powiedział Żurawski.

Właściciel firmy liczy na wyrozumiałość odbiorców towaru. Zastrzegł także, że nie oczekuje pomocy finansowej od osób prywatnych. Żurawski dodał także, że nie ma żadnych informacji od niemieckich śledczych, kiedy zostanie mu zwrócona ciężarówka z naczepą.

Szczecińska prokuratura krajowa, która prowadzi śledztwo w tej sprawie, oczekuje od strony niemieckiej na informacje o terminie zwrotu pojazdu z naczepą.

Kierowca z Polski Łukasz Urban był pierwszą ofiarą zamachu, którego 19 grudnia dokonał Tunezyjczyk Anis Amri. Terrorysta porwał ciężarówkę, zabił polskiego kierowcę, a następnie wjechał 40-tonowym pojazdem w ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina na Breitscheidplatz. W wyniku zamachu 12 osób zostało zabitych, a ponad 50 rannych, wielu z nich bardzo ciężko. Amri został zastrzelony kilka dni później w okolicach Mediolanu.

PAP, MS

Komentarze