Polska Grupa Zbrojeniowa ma za sobą rok, który był rekordowy pod wieloma względami. Ale wyzwania stojące przed sektorem zbrojeniowym są poważne. – Będziemy modernizować polską armię w skali, jaka nie miała precedensu w historii Polski. To wiele korzyści gospodarczych i społecznych, lecz przede wszystkim odpowiedzialna misja, powierzona nam przez resort obrony – podkreśla Maciej Lew-Mirski, wiceprezes PGZ

Świetny okres dla polskiej zbrojeniówki – tak krótko można ująć to, co w 2016 r. wydarzyło się w przemyśle obronnym, skonsolidowanym w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, która skupia 60 kluczowych spółek i zatrudnia ok. 20 tys. specjalistów.

Współpraca pomiędzy stroną wojskową a przemysłem układa się tak pomyślnie jak nigdy dotąd. To efekt fundamentalnej zmiany, jaka pod koniec 2015 r. dokonała się w systemie zarządzania przemysłem obronnym. Mam na myśli objęcie nadzoru właścicielskiego nad Polską Grupą Zbrojeniową przez ministra Antoniego Macierewicza. To zmiana, która otworzyła przed nami nowe możliwości i perspektywy, a jej pierwsze efekty, bardzo pozytywne, są już widoczne. Podpisane kontrakty mówią same za siebie. Na tym nie koniec, bo w najbliższej przyszłości w przemyśle obronnym dokona się skok technologiczny, który zrewolucjonizuje nasze możliwości przemysłowe i zmieni oblicze branży – podkreśla Maciej Lew-Mirski, członek zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

W grudniu ub.r. została podpisana umowa, którą dziennikarze określili mianem „artyleryjskiego kontraktu stulecia”. Chodzi o największe zamówienie, jakie kiedykolwiek zostało skierowane do polskiego przemysłu obronnego. To umowa na produkcję czterech dywizjonowych modułów ogniowych o kryptonimie Regina, w skład których wejdzie aż 96 nowoczesnych armatohaubic Krab. To sztandarowy produkt Huty Stalowa Wola – jednego z wiodących zakładów Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Wartość tego kontraktu to niemal 5 mld zł.

W ub.r. Polska Grupa Zbrojeniowa pozyskała też inne umowy na dostawę uzbrojenia dla Sił Zbrojnych RP. W listopadzie podpisano wart prawie 750 mln zł kontrakt dotyczący produkcji przeciwlotniczego systemu rakietowo-artyleryjskiego bardzo bliskiego zasięgu o kryptonimie Pilica. To nowoczesna bateria przeciwlotnicza, która przeznaczona jest do obrony obiektów wojskowych i cywilnych przed atakami z powietrza z odległości do 5 km. Pod koniec ub.r. została podpisana inna ważna umowa – tym razem dotycząca przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych o kryptonimie Piorun. Kontrakt wart jest prawie miliard złotych, a same zestawy „Piorun” (przeznaczone do zwalczania m.in. wrogich śmigłowców, samolotów i bezzałogowców) to idealna broń zarówno dla wojsk operacyjnych, jak i dla nowo formowanych Wojsk Obrony Terytorialnej.

To bardzo ważny element naszej myśli strategicznej. Polska jest krajem pokojowym, Polska nikomu nie zagraża, ale Polska będzie się zdecydowanie broniła i każdy agresor musi mieć świadomość, że napotka nie tylko jednostki operacyjne, lecz także Wojska Obrony Terytorialnej, mające najnowocześniejsze obronne wyposażenie – powiedział minister obrony narodowej Antoni Macierewicz podczas podpisywania umowy na dostawę zestawów rakietowych Piorun.

To tylko trzy przykłady zamówień, które zrealizuje polski przemysł i które istotnie podniosą sprawność operacyjną polskiej armii. W ub.r. wiele kontraktów podpisała też, należąca do Grupy PGZ, radomska Fabryka Broni „Łucznik”. W 2016 r. zakład uzyskał największy przychód od roku 2000. Na tym nie koniec, bo Łucznik jest w trakcie negocjacji gigantycznego zamówienia, dotyczącego dostawy 54 tys. karabinków Beryl i 5 tys. karabinków Mini-Beryl. Szacunkowa wartość tego kontraktu wynosi ok. 350 mln zł. Jeżeli dojdzie do jego realizacji, będzie to największe zamówienie dla radomskiego zakładu w ostatnim ćwierćwieczu. Broń, o którą chodzi, ma trafić na wyposażenie wojsk operacyjnych oraz do żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej.

Maciej Lew-Mirski podkreśla, że kluczowe wyzwania związane z modernizacją techniczną armii dopiero się zbliżają. To m.in. projekty dotyczące Marynarki Wojennej RP, w ramach których polska flota wojenna zostanie powiększona o nowoczesne okręty (także podwodne), czy planowany zakup przeciwlotniczego systemu rakietowego średniego zasięgu o kryptonimie Wisła. Podkreśla również, że ambicją PGZ jest zabezpieczenie udziału krajowych zakładów przemysłu obronnego we wszystkich programach modernizacyjnych. W niektórych przypadkach możliwości technologiczne polskich fabryk są niewystarczające do samodzielnej realizacji projektów.

Dlatego PGZ jest aktywna na międzynarodowym rynku zbrojeniowym. Już w 2017 r. zarząd Polskiej Grupy Zbrojeniowej zawarł wiele porozumień strategicznych z partnerami zagranicznymi, m.in. z francuskim koncernem morskim DCNS, międzynarodowym koncernem MBDA czy amerykańską firmą Northrop Grumman. Każde z tych porozumień otwiera przed polskim przemysłem możliwość transferu innowacyjnych technologii oraz zabezpiecza udział krajowych zakładów w realizacji kluczowych projektów, np. dotyczących budowy nowych okrętów dla Marynarki Wojennej RP.

Swoisty benchmark w rozmowach z partnerami stworzyliśmy podczas negocjacji z amerykańskim koncernem Raytheon. Podpisaliśmy z nim porozumienie, które gwarantuje, że jeśli państwo polskie wybierze system Patriot w programie „Wisła”, 50 proc. produkcji i pieniędzy trafi do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Ale rozmawiamy z wieloma partnerami i spotykamy się z pełnym zrozumieniem stawianych przez nas warunków. Przy negocjacjach otrzymujemy silne wsparcie ze strony Ministerstwa Obrony Narodowej. Jestem przekonany, że już w najbliższym okresie nasza praca przyniesie wymierne efekty. Mam na myśli nie tylko wiele nowych miejsc pracy w przemyśle dla wysoko wykwalifikowanych specjalistów, lecz przede wszystkim skok technologiczny, który polski przemysł wyniesie do ligi światowej. To wszystko z kolei, korespondując z działaniami podejmowanymi przez ministra Antoniego Macierewicza, zapewni realizację podstawowego celu działalności Grupy PGZ. A jest nim bezpieczeństwo Polski – mówi Maciej Lew-Mirski, członek zarządu PGZ.