Poznaliśmy pozornie słabsze dane dotyczące stanu sektora przemysłowego w lutym. Produkcja przemysłowa wzrosła o 1,2 proc. rdr (oczekiwano 2,85 proc. r/r), sektor budowlany zanotował spadek o 5,4 proc. r/r. Jednak naszym zdaniem ten spory zawód (w porównaniu z poprzednim miesiącem, a także rynkowymi prognozami) jest przede wszystkim „zasługą” układu kalendarza – oceniają ekonomiści BGK.

Po styczniu mającym o dwa dni robocze więcej niż przed rokiem, wynik w lutym (krótszym niż ubiegłoroczny o jeden dzień roboczy) solidnego spadku dynamik rocznych można się było spodziewać. Potwierdza to przede wszystkim odsezonowana dynamika roczna dla przemysłu podana przez GUS, najwyższa od pół roku, zanotowano także wzrost w stosunku do stycznia. Po dwóch pierwszych miesiącach roku nie ma obaw o kondycję ożywienia w przemyśle - piszą ekonomiści banku.

Jak dodają, efekt kalendarza nie pozostał też bez wpływu na wielkość sprzedaży detalicznej, choć w stopniu nie aż tak widocznym, jak przy produkcji przemysłowej. Dynamika sprzedaży detalicznej obniżyła się w lutym do 7,3 proc. r/r, w wobec 11,4 proc. r/r w styczniu. Natomiast w ujęciu realnym spadła do 5,2 proc. r/r z 9,6 proc. r/r miesiąc wcześniej.

Niemniej odnotowywane poziomy nadal pozostają wysokie. Po bardzo udanym styczniu i solidnym lutym można liczyć na wysoki przyrost konsumpcji w I kwartale bieżącego roku. Jeśli weźmiemy pod uwagę również ostatnie, dobre dane z rynku pracy, lepsze wyniki spożycia prywatnego nie będą przejściowe i mogą utrzymywać się w całym bieżącym roku. Trzeba podkreślić, że po wyłączeniu efektów kalendarzowych publikowane dane makro od początku roku są bardzo spójne i prezentują obraz przyspieszenie wzrostu gospodarczego. Spore są szanse na pozytywną niespodziankę – komentuje BGK.

GUS odnotował dalszy wzrost rocznego indeksu PPI do poziomu 4,4 proc. z 4,0 proc. w styczniu (po rewizji w dół z 4,1 proc. r/r).

Presja cenowa ze strony producentów trwa. Jej źródłem na razie są przede wszystkim surowce. Niemniej nie spodziewamy się, aby w warunkach wyższego wzrostu gospodarczego (nie tylko w Polsce), lecz także w strefie euro, a więc na głównym rynku eksportowym, producenci mieli problem z ich transferem na finalnych konsumentów. Inflacja więc nadal może zaskakiwać coraz wyższymi poziomami – twierdzą analitycy banku.

Czytaj także: Dane z GUS słabsze od prognoz, ale nie zmieniają perspektyw wzrostu PKB