Stowarzyszenie handlowców i sklepikarzy z południowych stanów Indii, liczące 6 tys. firm i 1,5 mln członków, ogłosiło bojkot Coca Coli i Pepsi. Ich zdaniem fabryki światowych koncernów są winne suszy. W zamian proponują miejscową wodę sodową lub mleko kokosa.

Radżu Kumar wyjmuje z mobilnego wózka chili i czarną sól. Mieszankę błyskawicznie wrzuca na dno przygotowanych wcześniej szklanek. Zaraz w ruch idzie drewniany wyciskacz do limonek i szpikulec do lodu z pojemnika schowanego wewnątrz wózka.

Teraz gwóźdź programu - banta, woda sodowa w butelkach o grubszej szyjce z przewiązaną na szczycie szklaną kulką zamiast kapsla. Radżu wprawnym ruchem wbija kulkę do środka butelki i obraca fontannę buzującej sodówki w stronę szklanek. Napój trzeba tylko zamieszać i gotowe!

"To się nazywa bantawallah!" - emocjonuje się Mohan Sharma, który mierzył czas całej operacji - kilkanaście sekund. "Prawdziwy mistrz sodówki ze starego Delhi" - uśmiecha się, spoglądając na wąską uliczkę prowadzącą w stronę największego meczetu miasta, Jama Masjid.

Banti lub goti, które w języku pendżabskim i hindi oznaczają szklaną kuleczkę, był kiedyś najpopularniejszym napojem na indyjskie upały. Patent na oryginalne zamknięcie należy do Hirama Codda, który wymyślił je w drugiej połowie XIX w.

"Na południu Indii na ten napój mówi się +panneer soda+" - tłumaczy Johnathan Koshy. W języku tamilskim "panneer" to esencja różana. Uliczni mistrzowie wody sodowej oprócz ostrych przypraw i soli w innych wersjach dodają też imbir i kminek.

Kiedyś wszyscy to pili, aż na początku lat 90., wraz z otwarciem się kraju na kapitalizm, przyszła Coca-Cola i Pepsi - dodaje Koshy, który pochodzi z południowego stanu Kerala.

Tamtejsze największe stowarzyszenie handlowców zastanawia się właśnie nad bojkotem zachodnich napojów. Fala protestów idzie z sąsiedniego Tamilnadu i Karnataki.

Nie ma coli, nie ma pepsi! - 1 marca plakaty z przekreślonymi butelkami zachodnich napojów zawisły w wielu sklepach w Madrasie, na południu Indii.

Tysiące sklepów w Tamilnadu przestały sprzedawać colę, mimo że dystrybutorzy oferowali trzy do pięciu skrzynek za darmo przy zakupie dziesięciu.

Organizatorzy protestu - izba handlowców zrzeszająca 6 tys. firm i 1,5 mln członków - ogłosili, że światowi giganci biorą wodę z rzeki Thamirabarani i są winni suszy w Tamilnadu, która dotyka tamtejszych rolników.

Strach padł na szefostwo obu światowych korporacji, ponieważ Indusi wypijają rzekę słodkich napojów z gazem. Indyjski rynek rośnie średnio o kilkanaście procent rocznie, a jego wartość szacuje się na 4,9 mld dol.

Pepsi i Coca-Coli mają 96 proc. udziału w sprzedaży napojów gazowanych w Indiach.

Na początku lat 90. wszystko, co z Zachodu, musiało być lepsze - oceniają zgodnie Koshy i Sharma.

Wcześniej Indie chroniły swoją gospodarkę przed zakusami zagranicznych inwestorów i stawiały na rozwijanie socjalistycznej gospodarki. Działalność prywatnego biznesu obłożona była absurdalnymi pozwoleniami na dosłownie wszystko. Nawet sprowadzenie maszyny do fabryki, nie mówiąc już o rozpoczęciu produkcji, wymagało pozwolenia odpowiedniego ministerstwa. Eksperyment się jednak nie udał i Indie weszły na ścieżkę kapitalizmu.

Pierwszy raz Coca Cola i Pepsi pojawiły się w Indiach w latach 50., ale szybko wycofały się z rynku, gdy na ich działalność nałożono zbyt wiele ograniczeń. Po kilkudziesięciu latach, już w nowych warunkach, wróciły do Indii, stawiając fabryki w całym kraju.

Niemal z miejsca fabryki wywołały protesty. Ludzie demonstrowali przeciw zatruwaniu wody przez Coca Colę w Plachimadzie w stanie Kerala, Mehdigandżu i Hapurze w stanie Uttar Pradesh oraz Kala Derze w Radżastanie. W tych miejscowościach hodowcy tracili swoje stada, a rolnicy uprawy, bo fabryki zużywały zbyt wiele wody gruntowej.

Przypadek Plachimady w 2003 roku zdobył rozgłos na świecie, gdy BBC przeprowadziła własne śledztwo i odkryła, że woda była zanieczyszczona ciężkimi metalami, w tym ołowiem. Dopiero w 2010 roku indyjski Sąd Najwyższy zasądził odszkodowanie dla rolników.

Zarzut nadmiernego zużywania wody usłyszały odziały Coca Coli i Pepsi w Tamilnadu. Tutaj jednak Sąd Najwyższy w Madrasie uznał, że inne fabryki zużywają sporo więcej wody z rzeki Thamirabarani. Sędziowie Selvam i Kalaiyarasan pytali, dlaczego wnioskodawcy wybrali akurat te dwie zachodnie firmy i oddalili pozew jako wybiórczy.

Zagraniczne firmy są na południu Indii na cenzurowanym - ocenia Sibi Arasu, dziennikarz zajmujący się m.in. kwestią rzek i bezpieczeństwem żywnościowym w stanie Tamilnadu. "Rzeczywiście, jednym z powodów suszy jest przemysł, ale protesty mają związek z falą nacjonalizmu w tym regionie - podkreśla.

Tymczasem organizatorzy protestów zamiast zachodnich napojów proponują miejscowym wodę sodową panneer lub mleczko kokosowe. Kokos, nazywany przez naukowców naturalnym antybiotykiem, rzeczywiście jest skarbem natury.

Na podst. PAP