Informacje

fot. Twitter
fot. Twitter

Piłkarze BVB po zamachu terrorystycznym i tak zagrają mecz

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 12 kwietnia 2017
  • 08:14
  • 0
  • Tagi: gospodarka lifestyle Niemcy piłka nożna sport terror terroryzm
  • Powiększ tekst

AKTUALIZACJA

Zszokowani piłkarze Borussii Dortmund stoją przed trudnym emocjonalnie zadaniem. O 18.45, zaledwie 22 godziny po wybuchach w pobliżu autokaru, którym jechali, muszą zmierzyć się z AS Monaco w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Na miejscu wtorkowego zdarzenia przez całą noc byli policjanci.

W zdarzeniu ranne zostały dwie osoby. Hiszpański obrońca Marc Bartra przeszedł operację złamanej i zranionej przez szkło ręki. Poszkodowany został także policjant, który jechał na motorze przed autokarem.

Na miejscu, gdzie doszło do wybuchów nadal pracuje policja; szuka wszelkich śladów - w autokarze, wokół niego oraz w dużym promieniu od zdarzenia.

Już we wtorek wieczorem poinformowano, że był to celowy atak na drużynę BVB, a w pobliżu zdarzenia znaleziono pismo, którego autorzy przejmują za niego odpowiedzialność. Nie wiadomo, co w nim było napisane, ani w jakim języku.

Podczas gdy służby pracują na miejscu i rozważają wszelkie możliwe scenariusze, piłkarze muszą poradzić sobie z traumą. Napięty terminarz spowodował, że mecz musi odbyć się zaledwie 22 godziny po wybuchach.

"To trudne emocjonalnie. Robimy wszystko, by zawodnicy skupili się na futbolu i nie myśleli o tym, co się wydarzyło. To nie jest jednak łatwe. Nie można z minuty na minutę wymazać z głowy tego, co się stało" - zapewnił szef klubu Hans-Joachim Watzke.

Na środowy termin musiały zgodzić się oba kluby oraz UEFA. Dyskusja nie trwała długo.

"Nie mieliśmy innego wyjścia. Terminarz i tak jest bardzo napięty, choć oczywiście późniejsze rozegranie meczu pewnie byłoby dla nas lepsze" - przyznał rzecznik prasowy BVB Sascha Fligge i dodał, że wszyscy zagrają dla Bartry. "Mam nadzieję, że w tych trudnych chwilach cała rodzina BVB pokaże, że może być bardzo solidarna. Wszyscy będziemy też myślami z Markiem" - powiedział.

Bartra doznał złamania kości promieniowej ręki. Jest po operacji. "Trzymamy mocno za niego kciuki i mamy nadzieję, że szybko do nas wróci" - skomentował obrońca drużyny Marcel Schmelzer.

Nie tylko jednak dla piłkarzy, ale także dla policji wieczorny mecz będzie sporym wyzwaniem.

"Spotkanie będzie miało wzmocnione środki bezpieczeństwa - zarówno na miejscu, na stadionie, jak i zrobimy wszystko, by uchronić przed kolejnymi atakami obie drużyny" - zapewniła rzeczniczka prasowa policji w Dortmundzie Nina Vogt.

Początek meczu zaplanowano na 18.45. Piłkarzem BVB jest Łukasz Piszczek, a w barwach AS Monaco występuje Kamil Glik.

Niespotykaną na co dzień solidarnością popisali się kibice. Przez całą noc na mediach społecznościowych były wrzucane zdjęcia, na których fani obu drużyn spędzali razem czas. Zwolennicy Borussii niemal od razu po wiadomości, że spotkanie zostanie przełożone ofiarowali poprzez internet pomoc w znalezieniu noclegu. Często przygarniali kibiców Monaco do własnych domów i mieszkań.

Kolejny zamach w Europie - tym razem zaatakowani zostali piłkarze.

Niepokojące informacje z Niemiec! Obok autobusu wiozącego piłkarzy Borussii Dortmund doszło do trzech wybuchów. Na razie policja nie podaje oficjalnej informacji, czy eksplozje były efektem zamachu terrorystycznego.

Ranny został jeden z piłkarzy drużyny, Hiszpan Marc Bartra. Wśród pasażerów był również reprezentant Polski, Łukasz Piszczek. Na szczęście naszemu rodakowi nic się nie stało.

Zawodnicy byli w drodze na ćwierćfinałowy mecz Ligi Mistrzów z Monaco. Spotkanie miało rozpocząć się o godz. 20.45. Zostało jednak przełożone na środę, na godz. 18:45.

Piłkarze BVB są w szoku! Bramkarz Borussii Roman Buerki relacjonuje przebieg zdarzenia.

O 19.15 wyjechaliśmy z hotelu. Gdy z małej uliczki wjechaliśmy na główną nagle usłyszeliśmy głośny wybuch. Siedziałem w ostatnim rzędzie, niedaleko Marca Bartry. On oberwał najbardziej, gdy tylna szyba się po prostu rozsypała. Po wybuchu wszyscy patrzyliśmy na siebie w szoku i ci co mogli położyli się na podłogę. Nie wiedzieliśmy, czy to koniec, czy stanie się coś jeszcze. Policja była bardzo szybko na miejscu. Wszyscy byliśmy w szoku. Nikt w takich chwilach nie myśli o rozegraniu meczu piłkarskiego — mówi zawodnik.

Borussia Dortmund dziękuje kibicom AS Monaco za cierpliwość, zrozumienie i okrzyki „Dortmund! Dortmund!”.

wPolityce.pl/ PAP/ as/

Komentarze