Francuzi podjęli decyzję i prezydentem tego kraju został Emmanuel Macron - polityk, który Polakom kojarzy się z ostrymi wypowiedziami pod adresem naszego kraju. Czy jednak teraz - po wyborach - jest szansa na zmianę tej retoryki? Przed Polską i Francją nowe otwarcie? I jak ułożą się relacje naszych krajów w sferze bezpieczeństwa? O tym mówi w wywiadzie dla wGospodarce.pl Łukasz Wyszyński, ekspert ds. bezpieczeństwa z Instytutu Stosunków Międzynarodowych Akademii Marynarki Wojennej.

Arkady Saulski: Wiemy już, że nowym prezydentem Francji został pan Emmanuel Macron. Kandydat ten nie szczędził Polsce gorzkich słów w trakcie kampanii. W jaki sposób może to wpłynąć na relacje obu państw, szczególnie w obszarze bezpieczeństwa? Wiadomo wszak, że Francuska klasa polityczna nie jest tak sceptyczna wobec Rosji jak np. polscy politycy.

Łukasz Wyszyński: Jak to wpłynie na kwestie bezpieczeństwa? Pozostawiając na chwilę kwestie ostrej retoryki Emmanuela Macrona wobec polskiej polityki, należy przyjrzeć się postrzeganiu bezpieczeństwa narodowego oraz międzynarodowego przez oba państwa. Tutaj pojawia się kwestia różnych interesów, zarówno dotyczących bezpieczeństwa narodowego jak i kształtu tego międzynarodowego – co wspólnie się warunkuje. W dużym uproszczeniu, Polska oczekuje zaangażowania wojskowego i politycznego na tzw. wschodniej flance, co jest związane między innymi z kryzysem na Ukrainie i zagrożeniem ze strony Rosji. Francja swoją uwagę skupia na obszarze Morza Śródziemnego, Afryki oraz walki z terroryzmem. Już z tego zestawienia widać, że nie ma szans na uwspólnienie perspektywy. Francja gdzie indziej dostrzega główne wyzwania i swoje interesy niż Polska. Oczywiście wspólną osią będzie przyszłość oraz rola NATO. Ale różnice mogą już wystąpić w kwestii znaczenia UE w zapewnianiu bezpieczeństwa. Tutaj Emmanuel Macron najprawdopodobniej widzi bardziej znaczącą i zaangażowaną rolę dla Brukseli niż Warszawa. Podsumowując można powiedzieć, że wspólne dla obu krajów będą te kwestie środowiska bezpieczeństwa, które dotyczą bezpieczeństwa starego kontynentu jako całości, oraz przez silne oddziaływania dotykają obszary, które są bliższe Polsce lub Francji. Nie zmienia to faktu, że nawet jeżeli problem jest wspólny (kryzys migracyjny, terroryzm, relacje z Rosją) to sposób ich postrzegania (cele), waga problemu oraz sposoby rozwiązania mogą i będą się różnić.

Polska jest w trakcie wielkich zakupów dla armii. Wśród oferentów są też duże koncerny francuskie takie jak grupa Thales czy DCNS. Czy ostre wypowiedzi prezydenta mogą wpłynąć na przyszłe kontrakty? A może Polska powinna wykorzystać swoją pozycję do tego, by nieco "uspokoić" prezydenta Macrona?

Francja to jeden z większych producentów i eksporterów uzbrojenia na świecie. Ich przemysł cechuje się kompleksowością rozwiązań i dużą autonomią względem rozwiązań np. amerykańskich. Z tego też powodu oferta sprzętu wojskowego Paryża jest kusząca dla Rosji czy państw obszaru Azji i Pacyfiku. Interesy ekonomiczne firm jak Thales czy DCNS, są powiązane z celami gospodarczymi i politycznymi Paryża. Już prezydent Sarkozy podejmował działania mające walczyć z kryzysem ekonomicznym zwiększając zamówienia w przemyśle zbrojeniowym. Emmanuel Macron również zapowiedział np. modernizację sił nuklearnych oraz wspominał o poziomie 2% PKB wydatków na armię. Pokazuje to, że polityka nad Sekwaną potrzebuje silnego przemysłu zbrojeniowego, a firmy zbrojeniowe wsparcia dyplomatycznego w osiąganiu celów biznesowych. Ostre słowa z kampanii na pewno nie tworzą dobrego „klimatu do interesów”. Musimy tutaj pamiętać o szerszym kontekście, w tym polskiej krytyce planów przekazania Mistrali Rosji czy przerwaniu rozmów dotyczących zakupu śmigłowców Eurocopter EC725 (Caracal). Mimo to ciężko oczekiwać, że francuska oferta z jednej strony nie będzie się pojawiała przy okazji poszukiwania wykonawców modernizacji Wojska Polskiego, z drugiej, że Warszawa może sobie pozwolić na marginalizację francuskich propozycji. W tym obszarze musimy pamiętać chociażby o Marynarce Wojennej i programach Orka, Czapla i Miecznik. Francuzi są nadal mocno obecni w dyskusji o możliwych rozwiązaniach. Należy mieć nadzieję, że nie dojdzie to zaostrzenia retoryki politycznej w tym obszarze. Polska raczej nie zyska na tym, zarówno w aspekcie pozycji negocjacyjnej z innymi firmami (nie francuskimi) oraz dostępności technologii francuskiej.

Emmanuel Macron postulował w czasie kampanii by nałożyć na Polskę sankcje. Chciał to uczynić w ciągu 3 miesięcy od wyborów. To w ogóle możliwe? Polska może obawiać się takich działań ze strony Francji?

Na wstępie trzeba zauważyć, że kampanie wyborcza toczy się swoimi prawami. Oznacza to, że często mocne słowa mają służyć uwypukleniu różnic lub ich nakreśleniu. W sytuacji, kiedy o fotel Prezydenta Francji ubiegali się kandydaci szeroko rozumianego centrum oraz prawicy, nieuniknione były odwołania do polityki europejskiej i jej oceny przez inne państwa wspólnoty. Wynikało to chociażby z dwóch elementów. Po pierwsze już przed wyborami we Francji eksperci wskazywali, że to, kto obejmie urząd Prezydenta, pokaże czy mamy w Europie do czynienia z falą wychylenia na prawą stronę - zwolennicy ograniczenia integracji UE. Tej opcji, reprezentowanej przez Marine Le Pen, mocno sprzeciwiał się Emmanuel Macron. Eksponował on wizję przyszłości Unii Europejskiej, w której pogłębienie integracji ma być odpowiedzią na problemy wspólnoty. Tak, czy inaczej mocne słowa na linii Paryż – Warszawa, nie będą sprzyjały wzajemnej współpracy w pierwszym etapie prezydentury Macrona. Ponadto musimy pamiętać, że we Francji zbliżają się wybory do Zgromadzenia Narodowego. Oznacza to kontynuację kampanii. Może to oznaczać ochłodzenie bilateralnych stosunków na linii Warszawa – Paryż. Mimo to w obecnej sytuacji groźbę nałożenia sankcji na Polskę można potraktować jako kolejny przejaw zaostrzenia retoryki, który służy budowaniu wizerunku politycznego Emmanuela Macrona. Jest to sygnał dla rządzących w Polsce, że Paryż ma zamiar krytycznie recenzować decyzje polityczne nad Wisłą.

Na koniec - Francja w ubiegłych latach padła ofiarą najkrwawszych zamachów terrorystycznych w swej historii. czy Macron to gwarancja zwiększenia bezpieczeństwa tego kraju, jeśli chodzi o podejście do terroryzmu, działań służb, walki z radykalnym Islamem etc.? Dotychczasowe wypowiedzi prezydenta na to nie wskazują.

Emmanuel Macron, jak każdy inny polityk, który wygrałby wybory musi uczynić z walki z terroryzmem jeden z głównych obszarów aktywności politycznej. Na dzień dzisiejszy prezentowane przez niego poglądy mogą oznaczać działania dwutorowe. Z jednej strony będzie to polityka wspierająca integrację wielokulturowej Francji. Z drugiej wzmocnienie służb i stworzenie mechanizmów, które operacyjnie pozwolą eliminować zagrożenia. Musimy pamiętać, że obecnie wojsko jest bardzo mocno zaangażowane w te działania na terytorium Francji. W tym obszarze musimy poczekać na konkretne działania. Pewne jest to, że rozwiązanie problemu terroryzmu będzie elementem, przez pryzmat którego wyborcy rozliczą Emmanuela Macrona.

Rozmawiał Arkady Saulski.