Powołany w środę gabinet nowego prezydenta Francji Emmanuela Macrona to rząd złożony z polityków umiarkowanych z różnych stron sceny politycznej i spoza polityki, ale resort finansów przypadł prawicy - podkreśla w czwartek francuska prasa.

Według Laurenta Joffrina, redaktora naczelnego dziennika "Liberation", w tym rządzie "prawica trzyma kasę, a lewica układać będzie wiersze". Dziennikarz nawiązał w ten sposób do mianowania na stanowisko ministra finansów wywodzącego się z centroprawicowej partii Republikanie proeuropejskiego konserwatysty Bruno Le Maire'a.

Wymieniając nowych ministrów ekologii, kultury i zdrowia, Joffrin ocenia, że "są to oczywiście ważne resorty, ale nad nerwem wojny (pieniędzmi) panują ludzie z partii Republikanie. Pod okiem premiera (Edouarda Philippe'a), który wywodzi się z tej samej rodziny politycznej".

Komentator "Le Figaro" pyta z kolei "czy lata (byłego prezydenta Francois) Hollande'a mamy definitywnie za sobą" i odpowiada, że "chyba można w to wierzyć". A to dlatego, że "były prezydent daremnie szukał niemożliwego kompromisu na lewicy, podczas gdy jego następca wyraźnie wybrał swój obóz. I nie jest nim lewica. Prezydent wystawił ekipę, którą określić można jako +rząd umiarkowanych+".

Guillaume Goubert z dziennika "La Croix" zwraca uwagę, że wśród nowych ministrów "wiele jest osobistości troszczących się o zrównoważony rozwój, choć ekologia bynajmniej nie była ważnym tematem kampanii wyborczej Emmanuela Macrona".

Nicolas Beytout, założyciel dziennika "l'Opinion", pisze, że "Macron, który napożyczał się na lewo, na prawo, w centrum i Bóg wie gdzie, błyskawicznie spłaca swe długi wierzycielom. Wynikiem jest wielobarwny rząd, z widocznym ryzykiem niespójności".

Komentatorzy wskazują na niespójność, ale jak się wydaje zwykli Francuzi jej nie dostrzegają. Według wyników sondażu zamówionego przez stację telewizyjną BFM, sześciu na 10 Francuzów zadowolonych jest ze składu nowego rządu, a dwie trzecie badanych uważa, że gabinet premiera Philippe'a jest wyrazem "odnowy".

Przed niektórymi spośród nowych ministrów również stoi trudna walka wyborcza. Stawką jest zarówno mandat deputowanego, jak i fotel ministerialny, gdyż premier Philippe zapowiedział, że ci, którzy przegrają wybory opuszczą rząd: "Taka jest tradycja republikańska, zawsze tak było i tym razem też tak będzie" - oświadczył premier.

Wybory parlamentarne we Francji odbędą się w dwóch turach - 11 i 18 czerwca.

PAP/ as/