To nieprawda, że PiS zrobiło z afery reprywatyzacyjnej sprawę polityczną. To od początku była historia polityczna oparta na mechanizmach odgórnego, instytucjonalnego wsparcia dla beneficjentów i beneficjentek tego procederu – pisze w najnowszym numerze tygodnika „wSieci” Krzysztof Wołodźko

W artykule dziennikarz komentuje sprawę warszawskiej reprywatyzacji. Na podstawie ustaleń komisji kierowanej przez ministra Patryka Jakiego, Wołodźko wyraźnie stwierdza, że cały proceder trwał nie tylko za wiedzą prezydent Warszawy, ale także pod jej nadzorem. Z wypowiedzi świadków jasno wynika, że pani prezydent Warszawy rozpędziła machinę „repry” do niebotycznych rozmiarów i sprawnie nadzorowała ruch w tym specyficznym biznesie: odgórne i regularne kontrole niższych rangą urzędników, bezpośredni nadzór nad Biurem Gospodarki Nieruchomościami i jego najwyższymi rangą urzędnikami, wgląd w akta reprywatyzacyjnych spraw, łącznie z materiałami dotyczącymi ul. Noakowskiego 16, czyli adresu, który przejął mąż Hanny Gronkiewicz-Waltz. Dodajmy do tego wymóg wydawania 300 decyzji reprywatyzacyjnych rocznie – kombinat ds. przewłaszczenia pracował pełną parą.

Autor tekstu wskazuje też, że reprywatyzacyjny proceder odbywał się również dzięki przyzwoleniu poprzedniej władzy. Dopiero całkowita zmiana politycznego układu sił po prezydenckich i parlamentarnych wyborach w 2015 r. sprawiła, że zamknął się instytucjonalno-partyjny parasol ochronny nad warszawską reprywatyzacją i jej najważniejszym instytucjonalnym aktorem, czyli stołecznym ratuszem. Wcześniej – co zgodnie przyznają środowiska lokatorskie, ludzie z ruchów miejskich i nieliczni prawni eksperci od reprywatyzacji – bierność państwa polskiego oraz dość mizerne medialne reakcje umożliwiały spokojne prowadzenie reprywatyzacyjnego biznesu – zauważa Krzysztof Wołodźko. Dodaje także, że […] zmowa milczenia wokół reprywatyzacji, zmowa platformerskiego państwa, nie była instytucjonalnym wypadkiem przy pracy, nie była również medialnym niedopatrzeniem. To była finansowo-polityczna strategia postępowania. I jej bronili przed wyborami w 2015 r. ludzie dumnie obnoszący się z poglądem, że bronią „racjonalnej Polski” przed „Polską plebsu”. Przeoczyli jedynie, że kulturowo-ekonomiczny konflikt między establishmentem a gorzej sytuowanymi i gorzej traktowanymi przez instytucje i rynek warstwami społeczeństwa nie przybrałby znanej nam politycznej formy, gdyby nie zlekceważono elementarnych wymogów sprawiedliwości w życiu publicznym, choćby w kwestii „repry”.

Krzysztof Wołodźko spogląda na problem reprywatyzacji szerzej, jak na nieudany proces wychodzenie z komunizmu: Bo reprywatyzacja jest częścią procesu prywatyzacji, kolejnym stadium kapitalizmu po polsku. […] Kłopot w tym, że reprywatyzacja nigdy nie była wzorcową dekomunizacją. O wiele częściej brzydko pachniała nie tylko postkomunistycznymi układami, lecz także nowobogacką bezwzględnością starych-nowych elit naszego kraju. Dziś do coraz większej liczby osób dociera, że dobre państwo nie może być jedynie zakładnikiem pobożnych lub bezbożnych nuworyszy, bo to sprowadzi na ogół liczne nieszczęścia.

Więcej o kwestiach reprywatyzacji w artykule „Stolica kraju, stolica repry” najnowszym numerze tygodnika „wSieci”, dostępnym w sprzedaży od 17 lipca, także w formie e-wydania na http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html.

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl.