Informacje

autor: www.sxc.hu
autor: www.sxc.hu

Polska rezygnuje z Elastycznej Linii Kredytowej

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 15 października 2017
  • 19:13
  • 2
  • Tagi: Biznes Finanse gospodarka Polska
  • Powiększ tekst

Rezygnacja Polski z Elastycznej Linii Kredytowej to dobra decyzja - oceniają w rozmowie ekonomiści. Są jednak podzieleni co do potrzeby uruchamiania tej linii, z której Polska nigdy nie skorzystała. Cezary Mech przypomina, że „ta opcja kosztowała nas ponad 1 mld zł”.

W sobotę wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki przebywający z wizytą w Stanach Zjednoczonych poinformował, że Polska zrezygnuje z 9,2 mld dolarów Elastycznej Linii Kredytowej (z ang. Flexible Credit Line - FCL) Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Wicepremier podjął tę decyzję „po analizie danych podatkowych, parametrów makroekonomicznych, ocenie naszej stabilności budżetowej i rezerw walutowych NBP”. „Polska gospodarka jest w tak dobrej sytuacji, że możemy to zrobić” - tłumaczył.

Były doradca prezesa Narodowego Banku Polskiego Cezary Mech ocenił decyzję Morawieckiego jako „w pełni słuszną”. „Od samego początku dyskusji o tej linii kredytowej, gdy byłem jeszcze doradcą prezesa Narodowego Banku Polskiego, uważałem ją za kompletne nieporozumienie” - przypomniał.

Mech podkreślił, że FCL nigdy nie była potrzebna. „Była wsparciem ze strony Narodowego Banku Polskiego dla dochodów Międzynarodowego Funduszu Walutowego” - ocenił. Dodał, że decyzja o utrzymywaniu linii była „związana najprawdopodobniej z działaniami politycznymi tych, którzy te decyzje podejmowali, a którzy w tak dziwny sposób chcieli się przypodobać MFW”.

O przystąpienie do FCL wnioskował w 2009 r. ówczesny minister finansów Jacek Rostowski w rządzie Donalda Tuska.

W ocenie Mecha, FCL „powodowała obciążenie kosztami NBP zmniejszając zysk wpłacany do budżetu”. „Jest opcją, która kosztowała nas ponad 1 mld zł” - dodał.

Jak tłumaczył, FCL jest nieporozumieniem, bo „z jednej strony oznacza koszty, a z drugiej - Polska w ewentualnej sytuacji kryzysowej mogłaby i tak uzyskać te środki z Europejskiego Banku Centralnego”. Ponadto - wskazał - wielkość FCL jest nieadekwatna do rezerw NBP. „W praktyce oznacza to, że w przypadku naprawdę poważnego kryzysu posiadanie tej linii nic by nam nie pomogło” - mówił Mech.

Na koniec września 2017 r. rezerwy walutowe NBP wyniosły w przeliczeniu ok. 111 mld dol.

Mech przypomniał, że jednym z argumentów, by mieć dostęp do tej linii, było wyeliminowanie poczucia ryzyka wśród inwestorów zagranicznych, obawiających się o stabilność inwestycyjną w Polsce. „Jest to argument nieprawdziwy. Posiadanie tej linii wzmaga tylko zaniepokojenie inwestorów co do ryzyka” - dodał.

Z kolei szefowa Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego prof. Elżbieta Mączyńska-Ziemacka powiedziała, że decyzji Morawieckiego „należało się spodziewać, ponieważ wpisuje się ona w Strategię na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”. „Pozyskuje się coraz więcej środków pożyczkowych z wewnątrz kraju, poprawia się sytuacja Polski i zapotrzebowanie na zadłużanie się zmniejsza” - dodała.

Jest to decyzja słuszna, korzystna z punktu widzenia finansowego dla gospodarki, bo stanowi mniejsze obciążenie zobowiązaniami zagranicznymi z tytułu zadłużania się” - powiedziała prezes PTE.

Jednym z celów Strategii wicepremiera Morawieckiego jest zmniejszanie zadłużenia zagranicznego Polski.

W momencie, kiedy większy był poziom niepewności rozwojowych, słabsze tempo wzrostu gospodarczego analizy mogły pokazywać, że dla bezpieczeństwa kraju warto mieć taką linię kredytową, ale to jest kosztowne. W momencie, gdy sytuacja się poprawia nie ma potrzeby finansować takich przedsięwzięć” - dodała.

Główny ekonomista Business Centre Club prof. Stanisław Gomułka przypomniał, że ta linia kredytowa została zaoferowana Polsce wiele lat temu. „Polska korzystała z tej linii m.in. dlatego, że były duże zagrożenia w gospodarce światowej, w sektorze finansowym, w szczególności w strefie euro” - powiedział.

W obecnej dobrej sytuacji w strefie euro, również w skali światowej, gdzie nie widać ryzyka dużych turbulencji rynków finansowych, a z drugiej strony - sytuacja budżetu jest dość dobra, a rezerwy walutowe NBP są na bardzo przyzwoitym poziomie, wydaje mi się, że rzeczywiście ten wydatek, jakim jest Elastyczna Linia Kredytowa, byłby zbędny” - ocenił Gomułka.

Dodał, że „zawsze jest pewne ryzyko, ale w takiej sytuacji jak obecnie prawdopodobieństwo, że Polska będzie musiała skorzystać z tej linii jest bliskie zeru”.

Polska korzystała z dostępu do FCL od 2009 r. W czasie globalnego kryzysu finansowego oraz w okresie pokryzysowym dostęp do FCL przyczyniał się do obniżenia premii za ryzyko na rynkach finansowych, co pozwoliło zmniejszać koszty obsługi zagranicznego zadłużenia. Obecnie dostęp do FCL, oprócz Polski, mają Kolumbia i Meksyk.

Do 2014 r. Polska miała dostęp do FCL w wysokości 22 mld SDR (SDR - czyli specjalne prawa ciągnienia, to międzynarodowa jednostka rozrachunkowa MFW), ale umową z ubiegłego roku, na wniosek Polski, zmniejszono linię do wysokości 15,5 mld SDR (co odpowiadało równowartości ok. 22,1 mld dol.). W styczniu br., na kolejny wniosek Polski, FCL zmniejszono do kwoty 13 mld SDR.

Z wnioskiem o odnowienie dostępu do Elastycznej Linii Kredytowej od połowy stycznia 2017 r., Polska wystąpiła 19 grudnia 2016 r. Wniosek podpisali wspólnie wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki oraz prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński. 13 stycznia 2017 r. Rada Wykonawcza MFW zatwierdziła kolejne dwuletnie porozumienie w sprawie FCL o zmniejszonej wysokości 6,5 mld SDR-ów (około 8,24 mld euro).

Polska nigdy nie skorzystała z dostępu do Elastycznej Linii Kredytowej. (PAP)

Komentarze