Informacje

W "Der Spiegel" pogardliwie o premierze Polski, a sami rządu nie umieją stworzyć

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 8 grudnia 2017
  • 19:08
  • 13
  • Tagi: Beat Szydło Mateusz Morawiecki polityka prasa niemiecka rekonstrukcja rządu
  • Powiększ tekst

Desygnowanie na premiera RP „kosmopolitycznego bankiera” Mateusza Morawieckiego nie oznacza zmiany polityki rządu w Warszawie - pisze Jan Puhl w komentarzu „Następny wasal Kaczyńskiego” opublikowanym w piątek w wydaniu internetowym tygodnika „Der Spiegel”

Wybiorą Mateusza Morawieckiego na premiera, chociaż właściwie go nie lubią. Ale tak to już jest w PiS, rządzącej w Polsce narodowo-konserwatywnej partii - gdy szef Jarosław Kaczyński tak powie, to tak się stanie - czytamy w największym niemieckim magazynie politycznym.

Morawiecki jest przeciwieństwem swojej poprzedniczki - mieszka w stolicy (…), przychodzi z biznesu, przez lata kierował Bankiem Zachodnim WBK, zarabiał miliony. Był stażystą w Deutsche Bank, studiował w Hamburgu, w Stanach Zjednoczonych i w Bazylei - wylicza autor komentarza, dodając, że Morawiecki mówi po niemiecku, angielsku i rosyjsku.

Mająca czar troskliwej mamusi z prowincji i charyzmę przewodniczącej komitetu rodzicielskiego Szydło była idealną postacią identyfikacyjną dla drobnomieszczańskiej prowincji polskiej. To właśnie jej zasługą jest rekordowo wysokie poparcie dla PiS” - tłumaczy Puhl.

Morawiecki należy natomiast do światowej i dostatniej elity, której PiS właściwie nienawidzi” - uważa niemiecki dziennikarz.

Puhl zastrzega, że pomimo tych różnic nie należy po zmianie na stanowisku premiera oczekiwać, iż zmieni się „konfrontacyjna polityka Polski”. Nowy premier nie dokona zwrotu w sporze z UE, nie odwoła kontrowersyjnej reformy konstytucyjnej ani też nie wpuści nagle uchodźców do kraju - przewiduje.

Jego zdaniem powodem powołania Morawieckiego na szefa rządu jest chęć poprawy klimatu w relacjach z Brukselą.

Der Spiegel” przypomina o skierowaniu przez Komisję Europejską do Trybunału Sprawiedliwości UE pozwu przeciwko Polsce, zastrzegając, że zastosowanie sankcji jest raczej mało prawdopodobne. Za „niemal wykluczone” uważa odebranie Polsce prawa głosu ze względu na postępowanie w sprawie praworządności.

Zdaniem Puhla rząd w Warszawie obawia się raczej „nieformalnych kar”.

Krnąbrna Warszawa może ponieść straty w negocjacjach finansowych - tłumaczy autor.

W tych sprawach ma interweniować ugodowy Morawiecki. Czy jednak jego płynny angielski wystarczy, by uratować nadwerężoną reputację Polski? - pyta na zakończenie komentarza Puhl.

SzSz PAP

Komentarze