Informacje

W najnowszym numerze tygodnika „Sieci”: Polska jest wschodzącą potęgą

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 14 stycznia 2018
  • 08:58
  • 1
  • Tagi: biznes media publicystyka tygodniki wSieci
  • Powiększ tekst

Jednym ze znaków rozpoznawczych wschodzącej potęgi jest to, że wschodzące potęgi wytaczają przeciwko niej najcięższe działa – mówi w nowym numerze tygodnika „Sieci” George Friedman. Z założycielem i byłym dyrektorem agencji Stratfor, wydawcą pisma „Geopolitical Futures” rozmawia Aleksandra Rybińska

Redaktor Rybińska odwołuje się do słów Friedmana, które padły podczas Europejskiego Forum Nowych Idei w październiku 2017 r. Były dyrektor Strafora powiedział wówczas, iż Polska będzie najpotężniejszym państwem w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Skąd więc obecne groźby ze strony Brukseli, która straszy nas sankcjami i izolacją. I skąd niechęć partnerów z Grupy Wyszehradzkiej, którzy dość niechętnie podchodzą do naszych aspiracji lidera regionu?

Znaleźliście się na celowniku Unii Europejskiej, która chce zachować kontrolę nad polityką wewnętrzną państw członkowskich. Wybrali was zamiast Węgier, bo jesteście ważni. Dlatego Wielka Brytania, która opuszcza Unię, właśnie z powodu ingerencji Brukseli, symbolicznie zawarła z wami traktat obronny. Jesteście ważnym graczem w Europie. Polska jest obecnie liderem bloku państw, które sprzeciwiają się potocznemu rozumieniu UE, czyli temu, czym zdaniem liberalnych europejskich elit powinna być europejska wspólnota – mówi Friedman.

Publicysta polityczny, Stanisław Janecki, w artykule “Krajobraz po rekonstrukcji” wyjaśnia kulisy „wielkiej zmiany w Dobrej Zmianie” i przekonuje, że „rewolucja” nie oznacza słabnięcia obozu niepodległościowego i jego lidera Jarosława Kaczyńskiego. Jarosław Kaczyński ustępował, a Andrzej Duda, Mateusz Morawiecki i Jarosław Gowin zyskiwali kolejne przyczółki władzy – tak m.in. interpretowano zmiany w rządzie po prawej stronie polskiej sceny politycznej. A opozycja otwarcie obwieściła swój triumf, bo przecież od dawna domagała się dymisji Antoniego Macierewicza, Witolda Waszczykowskiego, Konstantego Radziwiłła czy Jana Szyszki.

To interpretacje nie tylko oderwane od rzeczywistości, lecz i naiwne, wynikające ze słabej znajomości układu sił w obozie Zjednoczonej Prawicy oraz generalnie niewielkiej biegłości w polityce. Zmiany w rządzie nie są oznaką słabnięcia prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego, tylko przywróceniem jego rangi, przywództwa, decyzyjności i koncepcji rządów na najbliższe lata. Słabnący lider nie zdołałby doprowadzić do zasadniczych zmian, tym bardziej że od kilku miesięcy tzw. głęboka rekonstrukcja wydawała się kwadraturą koła, a federacyjność rządu – nieusuwalną jego cechą. Jarosław Kaczyński to przeczekał i zrealizował właściwie wszystkie planowane zmiany. A przede wszystkim szarpnął cuglami, i to zarówno w rządzie, jak i w partii – przekonuje Stanisław Janecki.

W artykule “Ostatnia prosta” natomiast, Marek Pyza wyjaśnia co oznacza powołanie Antoniego Macierewicza na szefa podkomisji wyjaśniającej katastrofę smoleńską. Przypomina, że gdyby nie Antoni Macierewicz, to – być może – wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej już dawno zostałoby zaprzepaszczone.

Owszem, swój wielki wkład mają i rodziny ofiar, i ich pełnomocnicy (po wsze czasy będę tu wymieniał człowieka zasługującego w tej sprawie na order – mec. Piotra Pszczółkowskiego), i naukowcy organizujący konferencje smoleńskie, i część mediów, i wielu, wielu innych. Ale to Macierewicz, dysponując de facto niewielkimi możliwościami, pozwolił tej sprawie żyć. Zorganizował zespół parlamentarny, który – choć liczył ponad setkę osób – w ogromnej mierze opierał się na działaniach jednego człowieka. Jeździł po świecie w poszukiwaniu ekspertów mogących pomóc w rzetelnym wyjaśnieniu śmierci polskiej elity. Drobiazgowo studiował każdy wątek sprawy, by móc osobiście wytykać błędy i przekłamania Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. Był wreszcie solą w oku wojskowej prokuratury, której śledztwo pod wieloma względami zakrawało na kpinę – zauważa redaktor.

W najnowszym numerze tygodnika znajdziemy również wywiad Jacka Karnowskiego z prezesem TVP, Jackiem Kurskim. Prezes nie boi się odpowiadać na najbardziej dociekliwe pytania dotyczące telewizji publicznej, jak te o weekendy tożsamościowe, których do tej pory nie udało się wprowadzić.

Okazało się jednak, że rozproszenie rynku jest zbyt duże, by sfokusować uwagę opinii przy tak dużej dawce misji i tożsamości. Nie można aplikować zbyt dużo pigmentu. Ale to była cenna lekcja, z której wyciągnęliśmy wnioski na przyszłość. Są dwa podejścia do misji telewizji publicznej. Posłużę się metaforą rozpędzonego pociągu. Telewizja to rozpędzony skład pociągu. Skuteczna realizacja misji uda się, gdy dostawimy jeden lub nawet kilka wagonów z misją i jedziemy dalej z tą samą prędkością. Temu służy „Korona królów”. Temu służą atrakcyjne realizacje Teatru Telewizji, np. „Marszałek”, czy też umieszczenie teatru między „Wiadomościami” a „Bondem”. Skuteczna misja telewizji musi być dawkowana i dostosowywana do widza. Oprócz kultury wysokiej, która oczywiście musi być obsługiwana i jest obsługiwana przez telewizję publiczną, należy mieć ambicję dotarcia z misją pod strzechy. To mi się kulturowo i tożsamościowo wydaje równie ważne na przyszłość. Jednak te załadowane lżejszymi gatunkami i formami nadają pociągowi prędkość. Według mojej koncepcji wątki misyjne muszą być wplatane wszędzie tam, gdzie to możliwe. A więc do teleturniejów, seriali, transmisji z meczów piłkarskich i skoków narciarskich. Gdy hymn narodowy odegrany przez góralską kapelę na skrzypcach w Zębie po zwycięstwie Kamila Stocha słyszy w TVP1 7 mln ludzi, to przecież to umacnia wspólnotę. To emocje wspólnotowe, misja w czystej postaci. Ale wracając do misji: pewne złudzenia co do możliwości realizowania misji rozwiały się, ale nie poddajemy się. Szukamy najbardziej efektywnego sposobu działania – przekonuje Kurski.

W dalszej części tygodnika polecamy również wywiad z Iloną Łepkowską, scenarzystką, która współpracowała przy tworzeniu serialu “Korona królów”. W rozmowie z Marcinem Fijołkiem Ilona Łepkowska zdradza szczegóły prac nad hitem ostatnich dni, „Koroną królów”, a także o teoriach spiskowych snutych przez wiernych widzów serialu: Znam odcinki do 25. i mogę powiedzieć, że będzie to atrakcyjniejsze, teraz nabieramy tempa. Będzie więcej plenerów, będą atrakcyjne sceny – włącznie ze  ścinaniem głów, z polowaniami i ze scenami zbójeckimi. Myślę, że nie będzie tak najgorzej, jak kreślą niektórzy. A przede wszystkim zobaczymy to, na  czym się opiera telenowela: emocje, bohaterów, za których historią będziemy szli i czekali na jej rozwój. A przy okazji – wszyscy będziemy się uczyć dziejów Polski – zachęca scenarzystka.

Ponadto, w tygodniku przeczytamy także komentarze wybitnych publicystów, takich jak: Krzysztof Feusette, Jan Pietrzak, Mariola Bojarska-Ferenc, Bronisław Wildstein, Piotr Cywiński, Robert Mazurek, Witold Gadowski, Piotr Skwieciński i inni.

Więcej artykułów w nowym numerze tygodnika „Sieci”, w sprzedaży już od 15 stycznia br., również w formie e-wydania na stronie www.wsieciprawdy.pl/e-wydanie.html. Zapraszamy też do subskrybcji tygodnika w Sieci Przyjaciół - www.wsieciprzyjaciol.pl i oglądania ciekawych audycji telewizji internetowej www.wPolsce.pl.

Komentarze