Informacje

Merkel wpędziła Niemcy w izolację

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 23 kwietnia 2018
  • 14:06
  • 3
  • Tagi: imigracja Macron Merkel Niemcy polityka USA
  • Powiększ tekst

Pod rządami Angeli Merkel Niemcy schodzą na pobocze światowej polityki, ustępując pola Francji Emmanuela Macrona w czasie, gdy za prezydentury Donalda Trumpa świat stał się bardziej niebezpiecznym miejscem - ocenia „Der Spiegel” w najnowszym wydaniu.

Jeszcze niedawno to kanclerz Merkel przejmowała inicjatywę w sprawie Ukrainy, „New York Times” nazywał ją ostatnią obrończynią wolnego świata, a ona sama po wyborze Trumpa na prezydenta USA twardo mówiła, że Europa powinna nauczyć się w większej mierze polegać na samej sobie.

Słowa te mogły być punktem zwrotnym w historii Europy, ale wygląda na to, że wsłuchał się w nie tylko Macron, który w zaledwie rok od wyboru na prezydenta Francji uczynił z niej państwo przywódcze, a sam przedstawiany jest jako obrońca wolności i demokracji - ocenia niemiecki tygodnik. - Niemcy znów stały się obserwatorem polityki - dodaje „Spiegel”.

I wskazuje, że „rząd niemiecki musiał zwyczajnie walczyć o miejsce dla siebie na brukselskim szczycie przeciwko prezydentowi Syrii” Baszarowi el-Asadowi, a w sprawie antyrosyjskich sankcji po ataku w Anglii na podwójnego agenta Siergieja Skripala Berlin został przez sojuszników postawiony przed faktami dokonanymi.

Zdaniem tygodnika powodem tego stanu rzeczy jest nie tylko długie tworzenie się rządu w Niemczech po wyborach z jesieni 2017 roku.

Merkel straciła dużą część politycznego kredytu zaufania, przede wszystkim przez swoją politykę imigracyjną, którą zraziła do siebie niemal wszystkich sojuszników – ocenia tygodnik. Poza tym Merkel ma obecnie ograniczone pole działa w polityce zagranicznej przez szefa koalicyjnej partii CSU Horsta Seehofera.

Teraz w Europie karty rozdaje Macron - podkreśla „Spiegel”.

Francuski prezydent różni się od Merkel - „nie tylko ma odwagę formowania idei, ale też nie zniechęca go opór”, „nie stroni od wielkich idei, patosu i namiętności”, przez co najłatwiej byłoby go porównać do byłego prezydenta USA Baracka Obamy. Jednak w przeciwieństwie do Obamy Macron jak na razie zawsze podpierał swoje słowa czynami, np. dokonując odwetowych nalotów w Syrii po ataku chemicznym - wskazuje „Spiegel”.

Merkel nigdy nie przyszłoby do głowy, by chcieć przejąć przywódczą rolę USA. Zna kiepski stan Bundeswehry i wie, że Niemcy nie chcą dać się wciągnąć w światowe konflikty. Swój sukces zawsze osadzała na swoim pragmatyzmie. Erozja jej popularności zaczęła się dopiero wtedy, gdy okazała swą bardziej idealistyczną stronę w kryzysie imigracyjnym - ocenia gazeta.

Awans Merkel na „królową Europy” nie nastąpił według wcześniej wyznaczonego planu, lecz według logiki europejskiego kryzysu - „to ona kontrolowała największą kasę, a to dawało jej wpływy w Brukseli”. „Tam, gdzie Merkel chce ostrożnie rozsupływać gordyjski węzeł, Macron próbuje przeciąć go”, podbudowany doświadczeniem ze swego kraju, gdzie w krótkim czasie stworzył siłę polityczną, która „rozniosła w pył” dotychczasowy układ partyjny.

Propozycje Macrona co do zreformowania UE, na które Niemcy nie udzieliły dotąd jednoznacznej odpowiedzi, stawiają Merkel w trudnej sytuacji - ocenia „Spiegel”. Z jednej strony Merkel nie może pozwolić, by Macron, połowa niemiecko-francuskiego tandemu, „stracił twarz lub cierpliwość”, z drugiej musi uwzględnić opór wobec tych propozycji we własnych szeregach - chadeckich partii CDU i CSU. „Jak więc tak ograniczona kanclerz ma energicznie kształtować przyszłość Europy? Nawet gdyby miała na to jakiś pomysł, nie byłaby w stanie wprowadzić go w życie” - twierdzi „Spiegel”.

Zdaniem tygodnika Macron może być pierwszym prezydentem Francji za rządów Merkel, który jej dorówna. „Macron dostrzegł potencjał w prezydenturze Donalda Trumpa, zwłaszcza dla siebie. Zdołał jednocześnie przedstawić się jako przeciwieństwo i najbliższy sojusznik Trumpa” i stał się dla niego „w Europie partnerem numer jeden do rozmów” - wskazuje „Spiegel”.

Jeszcze niedawno swoim pragmatycznym, pozbawionym emocji podejściem do polityki Merkel „poskramiała wybujałe ego” politycznych przywódców takich jak prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, prezydent Rosji Władimir Putin czy prezydent Trump, jednak emocje odgrywają rolę także w światowej polityce - pisze „Spiegel”. Trump nigdy nie zapomniał jej, że w depeszy gratulacyjnej po jego wyborze zawarła apel o obronę demokratycznych wartości; „teraz Macron jest jego najlepszym przyjacielem, a Merkel przypadła rola guwernantki”.

Atak w Syrii dodatkowo zbliżył Trumpa z Macronem”; operacja ta była planowana wraz z brytyjską premier Theresą May, ale bez Niemiec, bo z góry znana była odpowiedź Berlina na ewentualną prośbę o zbrojny udział - zauważa „Spiegel”. W efekcie jedynym wiarygodnym kanałem komunikacji w sprawie Syrii był ten między niemiecką minister obrony Ursulą von der Leyen a jej amerykańskim odpowiednikiem Jamesem Mattisem, „prawdopodobnie ostatnim pragmatykiem w rządzie USA”.

Militarna powściągliwość Niemiec” nie podoba się w Białym Domu - ocenia tygodnik. Jak pisze, nikt w Waszyngtonie nie rozumie stanowiska Berlina w tej sprawie: poparcie, ale bez udziału. „Koalicja chętnych” nie chce słyszeć o zgłaszanych przez Niemcy inicjatywach mediacyjnych i pokojowych. „Nasze wpływy zmalały” - powiedział cytowany przez „Spiegla” przedstawiciel niemieckiego rządu.

Pozostaje też kwestia polityki wobec Rosji, która przez lata była domeną Merkel. To ona włączyła się w rozwiązywanie kryzysu na Ukrainie w 2014 roku, powstrzymała wówczas USA od dostarczenia broni do tego kraju i uchodziła za jedyną osobę zdolną uzyskać jakiekolwiek ustępstwa od Putina - twierdzi tygodnik, oceniając, że ostatecznie były to tylko pozory.

Jeśli Niemcy nie chcą rezygnować z przywództwa i odpowiedzialności - zaznacza „Spiegel” - muszą odpowiedzieć Macronowi w sprawie jego propozycji reform w UE i postarać się o nowe podejście w sprawie Ukrainy.

Przede wszystkim jednak Niemcy muszą odpowiedzieć sobie na pytanie: Kim jesteśmy? Gdzie stoimy w konfrontacji między Rosją a Zachodem? Niemcy są częścią Zachodu, ale mogą wykorzystać swoją wyjątkową więź z Rosją, by zapobiec eskalacji konfliktu na linii Wschód-Zachód”, a Merkel musi też postarać się o lepsze relacje z Trumpem. Niemcy „nie mogą też stale działać według zasady militarnego wstrzymywania się” i dlatego zdaniem „Spiegla” należałoby ograniczyć wymóg uzyskania zgody parlamentu w sytuacjach, gdy interwencja zbrojna byłaby pilnie potrzebna, oraz dla bliższej współpracy wojskowej z Europą.

PAP, MS

Komentarze