Informacje

Koszty to największe wyzwanie dla atomu

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 20 listopada 2018
  • 18:29
  • 7
  • Tagi: biznes elektrownia atomowa energetyka finanse gospodarka inwestycje
  • Powiększ tekst

Spadek kosztów kapitału, np. poprzez udział państwa to główna droga do ograniczenia bardzo wysokich kosztów budowy elektrowni atomowych - takie rozwiązanie - także w kontekście Polski - wskazywali uczestnicy wtorkowej konferencji branży w Warszawie.

Otwierając konferencję World Nuclear Spotlight Poland, zorganizowaną przez World Nuclear Association - największą organizację branży jądrowej - minister energii Krzysztof Tchórzewski powtórzył, że ME „wewnętrznie podjęło decyzję że w ramach polityki energetycznej i planu dla energii i klimatu chcemy w miksie widzieć energię jądrową”. Podkreślał, że rzeczywiście sama budowa elektrowni jądrowych jest bardzo droga, ale biorąc pod uwagę długi czas ich eksploatacji, koszty paliwa i koszty emisji CO2, to „ta energia, powstała w efekcie wydania dużych pieniędzy, jest najtańsza”. Jak mówił, w perspektywie 2040 r. widzi w Polsce miejsce nawet dla 10 GW mocy jądrowych.

Największym problemem dla atomu są właśnie bardzo wysokie koszty, jakie trzeba ponieść na początku, dodatkowo budowa trwa wiele lat, co znacząco podnosi koszty zdobycia dużej ilości kapitału. „Koszty kapitału mogą być kolosalne. Według analiz KE, dla 10-letniego projektu przy stopie dyskonta 10 proc. koszt kapitału to 80 proc. całości kosztów” - wskazał w rozmowie z PAP Yves Desbazeille - dyrektor generalny Foratom, organizacji lobby przemysłu jądrowego w Brukseli. Ale dla stopy rzędu 3 proc., co jest typową wielkością dla finansowania rządowego, i czasie budowy 5 lat koszty kapitału spadają do 20 proc. całości - podkreślił, dodając, że końcowa różnica w cenie produkcji energii także jest bardzo duża.

Kirsty Gogan z firmy konsultingowej Lucid Catalyst analizowała, czy konkurencyjność atomu wobec paliw kopalnych i OZE w Azji czy w krajach, takich jak Rosja można przenieść do UE czy USA. Okazało się, że decydujące znaczenie nie mają wcale koszty technologii, tylko koszt kapitału, na koszty pracy oraz pośrednie koszty, związane z przygotowaniem budowy i zarządzaniem nią.

Zwłaszcza zarządzanie budową stwarza olbrzymie pole do oszczędności” - powiedziała PAP Gogan. Trudno sobie to wyobrazić, jak takie projekty mogą być źle przygotowane i zarządzane. A to jak najbardziej się zdarzyło i w Europie, i w USA - podkreśliła. Jak przykład podała budowę bloków 3 i 4 w amerykańskiej elektrowni Vogtle. „Przy bloku 3 popełniono wszystkie możliwe błędy, chyba już gorzej się nie dało. A blok 4 okazał się o połowę tańszy, bo tych pomysłem nie powielono” - zaznaczyła.

Sama Bilbao y Leon z NEA (OECD Nuclear Energy Agency), obok odpowiednio realnego harmonogramu budowy wskazywała na fakt, że dzisiejszy rynek energii w UE działa poprawnie, ale nie daje podstaw do sfinansowania elektrowni jądrowej. Potrzebne są albo gwarancje ceny energii, w postaci taryf gwarantowanych czy kontraktów różnicowych (CfD), albo obniżenie kosztów kapitału poprzez rządowe pożyczki lub gwarancje. „Ale to musi być mechanizm podziału ryzyka skłaniający inwestora wyłożenia pieniędzy” - podkreśliła.

Inny przykład znaczenia kosztów kapitału podał Bohdan Zronek z czeskiego CEZ. Jak podkreślił, czeska strategia energetyczna przewiduje zastąpienie w przyszłości starzejącej się elektrowni Dukovany, a potem i Temelina, a jeżeli nowa elektrownia jądrowa ma być realizacją polityki państwa, to państwo musi albo samo zainwestować, albo zapewnić jasne warunki realizacji projektu i określić podział ryzyk między państwo, a inwestora.

Jak tłumaczył Zronek, w czeskich przymiarkach do CfD - tzw. strike price, czyli cena gwarantowana, waha się od 40 euro za MWh - co jest dziś w Europie ceną porównywalną z rynkową - do 140 euro.

Dla 40 euro kapitał jest pożyczony na 2-3 proc., czyli albo przez państwo, albo z państwowymi gwarancjami. Ale przy komercyjnym kredycie na 11 proc. strike price skacze do 140 euro - podkreślił.

Inwestor prywatny liczy na zysk w perspektywie maksimum 20 lat, a tu mówimy o znacznie dłuższej perspektywie i trzeba dać jakąś gwarancję, że osiągnie swój cel - wskazał Desbazeille. Należy też pamiętać o określeniu i spieniężeniu wartości innych korzyści atomu takich jak pewność dostaw, wysoka dyspozycyjność, brak emisji czy bezpieczeństwo całego systemu elektroenergetycznego - podkreślił dyrektor Foratomu.

SzSz(PAP)

Komentarze