Informacje

Sklep / autor: Fratria
Sklep / autor: Fratria

Zakaz pod znakiem zapytania

Szymon Szadkowski

  • 20 marca 2019
  • 17:59
  • 2
  • Tagi: biznes finanse handel
  • Powiększ tekst

Trudno dziś – tak jak to się niekiedy dzieje – przesądzać definitywnie, że ograniczenie niedzielnego handlu się nie sprawdziło. Z drugiej strony jednak na pewno nie wszystko wyszło tak, jak przewidywali i życzyli sobie tego twórcy ustawy.

W ostatnich dniach mamy do czynienia z kampanią przeciwników zakazu niedzielnego handlu. Trudno jednak nie dostrzec, że w tej kampanii czołowe tytuły prasowe, a także organizacje zrzeszające pracodawców, zamiast posługiwać się twardymi danymi, powołują się głównie na obiegowe opinie.

Od Franciszka Podlachy, dyrektora ds. rozwoju Polskiego Towarzystwa Gospodarczego, dowiadujemy się jedynie, że w społeczeństwie rośnie grupa przeciwników zakazu handlu w niedzielę. Nie otrzymujemy jednak przy tym precyzyjnych informacji, jak ten zakaz wpłynął na realną kondycję drobnego handlu.

Zacznijmy zatem od zaskakującej analizy, którą przedstawili w marcu tego roku ekonomiści z banku PKO BP. Ich zdaniem niedziela nie jest ulubionym dniem na zakupy Polaków. Na podstawie transakcji z kart bankierzy wskazali, że najbardziej „gorącymi” dniami tygodnia są sobota (obroty na poziomie ok. 120 proc. przeciętnego dnia handlowego) i piątek (obroty na poziomie ok. 114 proc. przeciętnego dnia handlowego). Najmniej „cennym” dniem dla handlu detalicznego stała się niedziela handlowa, kiedy sprzedaż (odwzorowywana obrotami na kartach) jest średnio o 30 proc. niższa niż w przeciętny dzień handlowy.

Okazało się, że wprowadzenie zakazu nie doprowadziło do istotnych zmian w preferencjach Polaków. W jego efekcie minimalnie zwiększyła się popularność zakupów dokonywanych w soboty i poniedziałki, a marginalnie spadło handlowe znaczenie czwartków i piątków” – czytamy w analizie ekonomistów PKO BP.

Jak uzasadniają analitycy banku, dane za okres od marca 2018 do stycznia 2019 r. pokazują, że łączna wartość transakcji dokonanych kartami w niedziele niehandlowe była o 63 proc. niższa od tych dokonywanych w niedziele handlowe. Z kolei liczba takich transakcji była o 50 proc. mniejsza niż w niedziele handlowe (różnicę tłumaczyć może niższa przeciętna wartość pojedynczej transakcji w niedziele niehandlowe).

Hurtownie są przeciwko

W odróżnieniu od analityków bankowych zaopatrzeniowcy mają wyrobione zdanie. Robert Kijas, prezes Polskiej Organizacji Handlowej, która zrzesza hurtownie spożywcze, przyznaje, że ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele i święta ma negatywny wpływ na małoformatowe sklepy działające na rynku.

Ustawodawcy zwyczajnie zabrakło wyobraźni, by przewidzieć skutki wprowadzenia zakazu handlu. Początek obowiązywania tejże ustawy był jeszcze w miarę obiecujący. Małe, rodzinne sklepy, dla których niedziela przed wprowadzeniem ustawy była bodaj najgorszym dniem handlowym, nagle musiały się zmierzyć z nową rzeczywistością w postaci niedzielnych kolejek zdezorientowanych i zaskoczonych klientów. Wprawdzie niedzielny utarg był kilkakrotnie wyższy od standardowego dnia pracy w tygodniu, ale ustawa uderzyła przede wszystkim we właścicieli, którzy mają kilka punktów handlowych. Zgodnie z ustawą musieli się bowiem zdecydować na uruchomienie jednego punktu handlowego kosztem pozostałych, gdyż nie sposób było obsadzić członkami rodziny wszystkich placówek – wyjaśnia Kijas.

Dla odmiany duże sieci handlowe wykorzystały swój potencjał marketingowy i poprzez wiele promocji popartych niezwykle skuteczną kampanią reklamową zmodyfikowały nawyki konsumenckie Polaków.

Uważam, że ten scenariusz był do przewidzenia i jego skutki również. Piątkowo-sobotnie szaleństwa zakupowe w dużych sieciach handlowych, reszta znów stała się mało atrakcyjna – dodaje Kijas.

Siła reklamy

Dość skomplikowane są wyniki tegorocznych badań przeprowadzonych przez Centrum Monitorowania Rynku (CMR) na zlecenie Polskiej Izby Handlu, które wskazują, że choć wartość sprzedaży sklepów małoformatowych (do 300 mkw.) w styczniu tego roku wzrosła – licząc rok do roku – o 6,3 proc., to liczba transakcji była o prawie 2 proc. niższa niż przed rokiem. Zwiększyła się wartość sprzedaży najważniejszych dla tej kategorii sklepów grup produktów, czyli alkoholu i papierosów, a klienci więcej niż przed rokiem wydawali również m.in. na napoje, produkty mleczne i słodycze.

Jednak – licząc z miesiąca na miesiąc – wyniki są już słabsze. W porównaniu z grudniem 2018 r. obroty tych sklepów obniżyły się o 10,9 proc., natomiast łączna liczba transakcji spadła o ok. 2 proc.

O tym, że nic nie jest w tym sporze czarno-białe, mówi również Maciej Ptaszyński, dyrektor Polskiej Izby Handlu (PIH). Według niego jest kilka spraw, z którymi nie sposób się spierać. Po pierwsze, wprowadzenie ograniczenia handlu w niedzielę dało potężny impuls rozwojowy dyskontom, pozwoliło im zwiększyć wartość koszyka zakupowego w piątki i soboty m.in. dzięki potężnym inwestycjom w reklamę.

Największe sieci dyskontowe wydały na reklamę w zeszłym roku aż 700 mln zł. Jej celem jest przekierowanie strumienia konsumentów do sieci dyskontowych w piątki i soboty. To zgodne z tym, przed czym ostrzegała Polska Izba Handlu już w 2016 r. – wyjaśnia dyrektor Ptaszyński.

Do Polskiej Izby Handlu docierają sygnały o zmniejszaniu się liczby paragonów już w piątek po południu. Z kolei małe i średnie sklepy prowadzone przez polskich przedsiębiorców w segmencie do 300 mkw. to w większości placówki, w których są z reguły dwie kasy oraz część samoobsługowa. Prowadzenie ich przez jedną osobę, na co pozwala ustawa, jest niemożliwe. Jedna osoba nie jest w stanie obsłużyć dwóch kas, pilnować i donosić towaru do części samoobsługowej ani wykonywać innych czynności. Takie sklepy muszą być w niedziele zamknięte i ich właściciele tracą najwięcej – zauważa dyrektor Polskiej Izby Handlu.

W ocenie Ptaszyńskiego, w świetle dostępnych danych dla małych i średnich placówek handlowych, dotychczasowe ograniczenie handlu w niedzielę nie przyniosło pożądanych efektów w postaci bardziej dynamicznego wzrostu.

Dalsze pogłębianie ograniczeń, chociażby przez zwiększenie liczby niehandlowych niedziel, lub zaostrzanie zakazów może prowadzić do spotęgowania niekorzystnych zjawisk dla całego segmentu, przede wszystkim wskutek zmian nawyków zakupowych konsumentów i wzmacniania tym samym pozycji dyskontów – twierdzi Ptaszyński.

Klienci zmieniają nawyki

Do tej dyskusji dołączył się również BIG InfoMonitor, który przeprowadził badania „Wpływ niedziel wolnych od handlu na budżet domowy”. Na pozytywne oddziaływanie zakazu handlu na wzrost oszczędności wskazał co szósty badany. Zakaz handlu w największym stopniu wpłynął na budżety respondentów między 18. a 44. rokiem życia (19–24 proc. ogółu ankietowanych). To w ich gronie najwięcej osób oszczędza na ograniczeniu niedzielnych zakupów, ale – z drugiej strony – widoczne są już zmiany nawyków. Kupując na zapas w soboty, część osób (7–9 proc. w tej grupie wiekowej) zaczęła wydawać nawet więcej niż przed wprowadzeniem ograniczeń handlu w niedzielę.

Dostosowanie do nowych warunków postępuje szybko. Na zamknięciu sklepów w niedzielę bardzo skorzystał handel internetowy. Świadczy o tym m.in. dynamiczny wzrost liczby nowo uruchamianych e-sklepów.

Jak twierdzi Franciszek Podlacha z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego, na razie jest zbyt wcześnie, aby w pełni ocenić oddziaływanie ograniczenia handlu w niedziele na sklepy małoformatowe. Dane są ciągle niejednoznaczne. Trudno więc – tak jak to się niekiedy dzieje – przesądzać definitywnie, że zakaz handlu się nie sprawdził. Z drugiej strony jednak na pewno nie wszystko wyszło tak, jak przewidywali i życzyli sobie tego twórcy ustawy.

Komentarze