Informacje

PGZ szuka kapitału

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 14 czerwca 2019
  • 16:09
  • 3
  • Tagi: finanse MON PGZ przemysł zbrojeniowy
  • Powiększ tekst

PGZ zabiega o podniesienie kapitału zakładowego, by zyskać środki na inwestycje w modernizację, szuka innych źródeł finansowania, rozmawia z bankami, rozważa emisje obligacji, chce poprawić efektywność i rozwijać produkcję cywilną - mówił w piątek prezes Grupy Witold Słowik.

Prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej uczestniczył w posiedzeniu sejmowej komisji obrony, która na wniosek opozycji wysłuchała informacji MON o sytuacji w państwowym przemyśle zbrojeniowym.

Zabiegamy o podniesienie kapitału zakładowego, by uzyskać środki na inwestycje w modernizację; szukamy innych źródeł finansowania, prowadzimy rozmowy z bankami - powiedział Słowik, który przed kilkoma miesiącami szacował, że PGZ potrzebuje 2 mld zł dofinansowania, by stać się konkurencyjna”.

Dodał, że Grupa rozważa także inne źródła rozwoju.

Najprostszym byłoby oczywiście dokapitalizowanie, ale myślimy o dofinansowaniu z europejskiego funduszu na rzecz inwestycji strategicznych, prowadzimy rozmowy z EBI, z NCBR, rozważamy emisję obligacji” - powiedział Słowik.

Według niego, „sytuacja przemysłu obronnego jest wynikiem działań i zaniechań wszystkich rządów od 89 roku”.

Brakowało spójnej polityki zarządzania, zmieniały się koncepcje - powiedział Słowik, odnosząc się do wypowiedzi wnioskodawcy informacji Czesława Mroczka (PO) o złej kondycji PGZ.

Mroczek przypomniał, że prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie wysysania publicznych pieniędzy przez zawieranie pozornych umów, zawyżanie faktur i fikcyjne szkolenia. „Lawinowy przyrost zatrudnienia i wzrost wynagrodzeń oczywiście miały wpływ na przyrost kosztów” - powiedział Mroczek.

Niewielki zysk” PGZ Mroczek łączył ze zwiększeniem dotacji w ramach planu mobilizacji gospodarki. Słowik odparł, że dotacja wzrosła z 99,8 mln do 235 mln zł - nie tylko dla PGZ, ale również prywatnych spółek, ale nie jest to wsparcie uznaniowe, lecz wynagrodzenie za utrzymanie zdolności do produkcji wojennej, a PGZ przez wiele lat otrzymywała na ten cel za mało pieniędzy.

Jako zagrożenia dla PGZ Słowik wskazał zdekapitalizowaną infrastrukturę, niską rentowność wielu spółek, mało konkurencyjne produkty oraz rosnąca średnią wieku pracowników, brak dopływu młodych po szkołach.

Zwrócił uwagę, że do PGZ włączono wiele zakładów, których branże, np. przemysł stoczniowy i nieruchomości, nie wpisują się w specjalizacje Grupy.

Prezes PGZ powiedział, że Grupa planuje osiągnąć w tym roku skumulowaną sumę przychodów (bez wykluczenia w ramach transakcji wewnątrz grupy) 9 mld zł, podczas gdy w 2018 r. wyniosła ona 6 mld zł.

Zaznaczył, że przez cztery miesiące bieżącego roku przychody PGZ zwiększyły się o ok. 300 mln zł z 1,1, do 1,4 mld zł. Przyznał, że przy ubiegłorocznych przychodach na poziomie 5,5 mld zł, zysk 37,4 mln zł „jest bardzo niewielki i niezadowalający”.

Mroczek pytał resort o sytuację zbrojeniówki spowodowaną zmniejszaniem udziału w kontraktach zawieranych przez resort obrony. Podkreślił, że przychody PGZ prawie w całości pochodzą kontraktów z MON; dodał, że udział w rocznych kontraktach spadł z 60-70 proc. za poprzedniego rządu do 30 proc. w chwili obecnej.

Zarzucił, że - nie licząc finalizacji programów przygotowanych przez poprzednią koalicję - od czterech lat MON lokuje duże zamówienia za granicą, bez udziału polskiego przemysłu.

Nie jest wytłumaczeniem, że polski przemysł obronny nie dysponuje pewnymi produktami potrzebnymi wojsku” - dodał, argumentując, że - mimo podobnych problemów - ponad 10 lat temu udało się włączyć krajowe zakłady w program uzbrojenia dla Morskiej Jednostki Rakietowej.

Wytknął, że w pierwszym etapie programu obrony powietrznej Wisła (zakup zestawów Patriot) udział polskiego przemysłu w kontrakcie to ok. 4 procent. Były wiceszef MON Bartosz Kownacki (PiS) odpowiedział, że nie liczy się - często zawyżana przez kontrahenta - kwota, na jaką zostanie wyceniony offset, lecz pozyskiwane zdolności.

Za kontrowersyjną Mroczek uznał zapowiedź zakupu od USA wielozadaniowych myśliwców F-35.

Nie słyszałem, by w MON były dokumenty wskazujące, że powinniśmy kupić F-35. Najpierw złożono deklarację producentowi, a teraz będziecie się zastanawiać, jak wykorzystać ten samolot w siłach zbrojnych - powiedział poseł PO.

Spytał też o koszty zakupu 32 samolotów (takiej liczby dotyczy wystosowane pod koniec maja zapytanie ofertowe) i z jakich programów modernizacyjnych w związku z tym trzeba będzie zrezygnować.

Wiceminister obrony Wojciech Skurkiewicz, któremu od kilku dni podlega przemysł zbrojeniowy, odpowiedział, że program Harpia - wielozadaniowego samolotu bojowego piątej generacji - został zapisany w planie modernizacji w 2012 r. z zamiarem zakupu ok. 2030 r., co oznaczało wydłużenie eksploatacji MiGów-29 z 30 do 40 lat. „Nie ma innej porównywalnej maszyny dostępnej dla takich krajów jak Polska. Jedynym producentem jest Lockheed Martin, jedynym dostawcą rząd Stanów Zjednoczonych” - dodał Skurkiewicz.

Zakup co najmniej dwóch eskadr myśliwców piątej generacji MON zapowiadało w 2017 r. W listopadzie ubiegłego roku minister obrony polecił szefowi Sztabu Generalnego przyśpieszenie programu, co miało związek z serią incydentów i wypadków samolotów MiG-29, w tym katastrofą, w której zginął pilot. Zakup przez Polskę F-35 zbyła także tematem rozmów prezydenta Andrzeja Dudy i ministra obrony Mariusza Błaszczaka podczas ich wizyty w USA w tym tygodniu.

SzSz(PAP)

Komentarze