Informacje

Zbrojna Policja Ludowa / autor: PAP/EPA/Alex Plavevski
Zbrojna Policja Ludowa / autor: PAP/EPA/Alex Plavevski

Chiny: Nie będzie powtórki z Tiananmen w Hong Kongu

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 16 sierpnia 2019
  • 12:20
  • 3
  • Tagi: biznes Chiny Hong Kong media polityka
  • Powiększ tekst

W rzadkim odniesieniu do masakry na placu Tiananmen, która jest w Chinach tematem tabu, państwowy dziennik „Global Times” ocenił w piątek, że ewentualna pacyfikacja protestów w Hongkongu nie będzie „powtórką incydentu politycznego z 4 czerwca 1989 roku”.

Trwające od kilku miesięcy antyrządowe protesty pogrążyły Hongkong w największym kryzysie politycznym od jego przyłączenia do ChRL w 1997 roku. Chiny zaostrzają retorykę i zgromadziły przy granicy z Hongkongiem duże siły paramilitarne, co wzmaga obawy, że mogą się zdecydować na zbrojną interwencję.

Według związanego z Komunistyczną Partią Chin anglojęzycznego propagandowego dziennika „Global Times” pacyfikacja protestów przy użyciu wojska jest możliwa, ale nie będzie przypominała wydarzeń z 1989 roku, ponieważ rząd dysponuje obecnie bardziej zaawansowanymi metodami niż 30 lat temu.

Incydent w Hongkongu nie będzie powtórką z incydentu politycznego z 4 czerwca 1989 roku. Waszyngton nie będzie mógł zastraszać Chin, wykorzystując zamieszanie sprzed 30 lat. Chiny są o wiele silniejsze i dojrzalsze, a ich zdolność do radzenia sobie ze skomplikowanymi sytuacjami znacznie się podniosła - twierdzi dziennik.

Komunistyczne władze Chin nigdy nie wzięły na siebie odpowiedzialności za wydarzenie, które przeszło do historii jako masakra na placu Tiananmen, i do dziś stanowczo cenzurują wszelkie informacje na jego temat. Zwalczają również wszelkie próby upamiętniania tego wydarzenia i jego ofiar, których oficjalnej liczby nigdy nie ogłoszono. Według niezależnych szacunków zginęło wówczas kilkaset, a nawet dwa tysiące osób.

Pekin nie zdecydował się jeszcze na siłową interwencję, by stłumić zamieszki w Hongkongu, ale taka opcja jest wyraźnie do jego dyspozycji. Zgromadzenie Zbrojnej Policji Ludowej w Shenzhen to jasne ostrzeżenie dla uczestników zamieszek w Hongkongu - napisano w artykule redakcyjnym.

Dziennik wyraził przy tym nadzieję, iż „społeczeństwo Hongkongu zda sobie sprawę, że Waszyngton próbuje zrujnować to miasto”.

Oddziały Zbrojnej Policji Ludowej, która jest częścią sił zbrojnych ChRL, ćwiczą obecnie w mieście Shenzhen na granicy administracyjnej z Hongkongiem. Według większości komentatorów ich obecność jest na razie tylko pokazem siły, obliczonym na wystraszenie demonstrantów i przekonanie ich do rezygnacji z ich pięciu postulatów, w tym żądania powszechnych, demokratycznych wyborów władz Hongkongu.

Administracja Hongkongu i rząd centralny w Pekinie określają protesty jako „zamieszki”, natomiast uczestnicy ruchu antyrządowego i opozycja demokratyczna sprzeciwiają się takiej klasyfikacji. Wśród pięciu postulatów zgłaszanych przez demonstrantów jest wycofanie tego określenia, uwolnienie wszystkich osób zatrzymanych w związku z protestami oraz wszczęcie niezależnego śledztwa w sprawie działań policji.

Pierwotną przyczyną kryzysu był zgłoszony przez władze Hongkongu projekt nowelizacji prawa ekstradycyjnego, która umożliwiłaby m.in. transfer podejrzanych do Chin kontynentalnych. Początkowo krytycy projektu wyrażali swój sprzeciw w masowych, pokojowych marszach. W jednym z nich przeszły według organizatorów prawie dwa miliony osób. Nie przekonało to jednak władz do wycofania projektu, choć w czerwcu, po pierwszych brutalnych starciach demonstrantów z policją, prace nad nim zostały bezterminowo zawieszone.

PAP, MS

Komentarze