Informacje

Ukraina / autor:  	PAP/EPA/SERGEY DOLZHENKO
Ukraina / autor: PAP/EPA/SERGEY DOLZHENKO

Wymianą więźniów Rosja przyznaje się do winy

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 9 września 2019
  • 13:00
  • 2
  • Tagi: Donbas media polityka prawo przemysł zbrojeniowy wojna
  • Powiększ tekst

Wymiana więźniów z Ukrainą, w której Rosji przekazano Wołodymyra Cemacha, pośrednio potwierdza zaangażowanie Moskwy w konflikt w Donbasie i jej zainteresowanie w hamowaniu procesu w sprawie zestrzelenia malezyjskiego boeinga - ocenia dziennik „Wiedomosti”.

W poniedziałkowym artykule redakcyjnym moskiewski dziennik konstatuje, że operacja wymiany więźniów dla Rosji miała charakter „raczej wojskowo-polityczny”, podczas gdy dla Ukrainy - przede wszystkim humanitarny.

Zdaniem „Wiedomosti” wymiana „pośrednio potwierdza zaangażowanie Rosji w konflikt w Donbasie i zainteresowanie hamowaniem procesu w sprawie zestrzelonego w lipcu 2014 roku boeinga, w którym Cemach byłby jednym z ważnych świadków”.

Jednocześnie przeprowadzona w sobotę wymiana, która objęła po 35 osób z każdej ze stron, była - według dziennika - okazją do zademonstrowania wagi politycznej Moskwy. „Wiedomosti” wskazują, że przekazaniu Cemacha sprzeciwiały się władze Holandii.

Gazeta podkreśla ponadto, że obywateli Ukrainy, których przekazała jej Rosja, witał w Kijowie osobiście prezydent Wołodymyr Zełenski, natomiast rosyjski przywódca Władimir Putin „wolał otworzyć obchody Dnia Miasta w Moskwie”.

Kijów momentalnie opublikował listę obywateli, którzy powrócili do domów, zaś Moskwa do niedzieli wieczorem tego nie uczyniła - zaznaczają „Wiedomosti”.

Jak dodają, według nieoficjalnych informacji większość przekazanych Rosji więźniów to obywatele Ukrainy.

Również niezależna „Nowaja Gazieta” wybija fakt, że Putin nie pojechał na moskiewskie lotnisko Wnukowo, by spotkać się z więźniami i że „uwolnionych witały na lotnisku służby specjalne”.

Tak bardzo cenimy naszych więźniów politycznych, że wolimy, aby nikt nie wymieniał ich nazwisk” - podsumowuje niezależne wydanie.

SzSz PAP

Komentarze