Informacje

Turcja może wpuścić 3 mln imigrantów do Europy. Eksperci uspokajają

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 21 października 2019
  • 15:47
  • 2
  • Tagi: biznes migracje polityka UE
  • Powiększ tekst

Szef berlińskiego think tanku Europejska Inicjatywa Stabilności (ESI) Gerald Knaus, który był pomysłodawcą porozumienie migracyjnego między Ankarą a Brukselą, mówi PAP, że jego zerwanie nie leży w niczyim interesie.

Nikt nie zerwie umowy UE-Turcja. Nie leży to w niczyim interesie. Również Turcji. Zresztą, to Turcja zaproponowała to porozumienie” - zaznaczył Knaus.

W ostatnich tygodniach prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan wielokrotnie powtarzał, że przestanie powstrzymywać syryjskich uchodźców znajdujących się na terytorium jego kraju przed udaniem się do  Europy.

Odczytuję retorykę Erdogana w ten sposób, że chce on rozmów na temat dalszego wsparcia finansowego, zwłaszcza, że liczba uchodźców w Turcji rośnie. Już i tak jest to kraj z największą liczbą uchodźców na świecie. Co roku jest ich więcej. Co roku rodzi się 100 tys. syryjskich dzieci w Turcji. W ciągu pięciu lat daje to pół miliona. A 6 mld euro, które (Erdogan) dostał od UE, są niemal wyczerpane” - zwraca uwagę szef ESI. I postuluje, by Unia Europejska zapewniła Ankarę, iż nadal będzie wspomagać uchodźców w Turcji. Według Knausa jeśli to się stanie, Erdogan nie będzie miał interesu, żeby zerwać porozumienie.

Rozmówca PAP nie chce oceniać, czy działania tureckie w Syrii doprowadzą do fali migracyjnej, która ruszy w stronę Europy. Podkreśla, że w tym momencie nie widać takich oznak. Inwazja turecka zmusiła bardzo wiele osób do ucieczki, ale udają się one w kierunku południowym. Wzrost liczby osób, które przybywają obecnie na greckie wyspy, nie wynika z sytuacji w Syrii - podkreśla ekspert. W 40 proc. są to Afgańczycy, 20 proc. to Syryjczycy, a 40 proc. - przedstawiciele innych narodowości - precyzuje.

Europa jest w trudnej sytuacji, ponieważ w jej interesie strategicznym i humanitarnym jest dalsze pomaganie Turcji i to, by umowa była realizowana. Również Niemcy zdają sobie z tego sprawę. Dochodzi do tego jednak debata na temat polityki tureckiej w Syrii. Niezależnie od tego jak krytycznie oceniamy tę politykę, uważam, że pomaganie uchodźcom w Turcji jest ze wszech miar słuszne. I to nadal działa” - konstatuje ekspert. Knaus ma za sobą doświadczenie pracy w licznych organizacjach pozarządowych; wykładał też na wielu uniwersytetach m.in. na Ukrainie, w Bośni i Hercegowinie, Kosowie, Turcji, USA, czy Austrii.

Jednocześnie jest on wyjątkowo krytyczny, jeśli chodzi o realizację umowy Turcja-UE po stronie Wspólnoty.

Umowa ma trzy części. Pierwsza dotyczy pomocy humanitarnej dla Syryjczyków w Turcji. Ta jest realizowana i przynosi efekty. Nie działają natomiast zupełnie deportacje z greckich wysp. UE i grecki system azylowy nie dają sobie z tym rady.

Jeśli inni Europejczycy do tego się przyłączą, to dobrze. Ale podstawa, to Niemcy i Turcja. Zawsze byliśmy przeciwni przymusowemu rozdzielaniu uchodźców (na poszczególne kraje UE). Od początku wiedzieliśmy, że to nie zadziała. Było za dużo bezsensownych politycznych napięć. Przecież to jasne, że jeśli Niemcy wyślą teraz do Polski 500 uchodźców, to w ciągu tygodnia będą oni z powrotem w RFN. Tak było z Czechami. Takie sytuację miały miejsce w ostatnich 20 latach. Nigdy nie rozumiałem tej propozycji zapewnia ekspert.

PAP, DS

Komentarze