Informacje

„Nouvelles de France” o powiązaniach między Pekao, nadzorem finansowym, wymiarem sprawiedliwości, mediami i… włoską mafią

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 25 października 2012
  • 13:19
  • 2
  • Tagi: afera bank banki bankructwo biznes Francja GINB Jan Krzysztof Bielecki Jerzy Bielewicz kredyt ludzie mafia Malma Michel Marbot nieruchomości Pekao Pirelli & C. Real Estate porozumienie Chopin prawo prokuratura sąd UniCredit Włochy
  • Powiększ tekst

Umową podpisaną przez Jana Krzysztofa Bieleckiego, w czasie gdy był prezesem Banku Pekao i nazywaną „Projektem Chopin” zaczynają interesować się zachodnie media. Liberalno-konserwatywny magazyn francuski „Nouvelles de France” opublikował wywiad z Michelem Marbot, francusko-polskim przedsiębiorcą, twórcą firmy Malma. Francuscy czytelnicy dowiadują się, że „Pekao udzielił grupie Pirelli nieodpłatnie, (…), na okres 25 lat wyłączności na wszystkie nieruchomości banku i jego trudnych klientów”. Dowiadują się też o powiązaniach pomiędzy bankiem, nadzorem finansowym, wymiarem sprawiedliwości, mediami, a nawet włoską mafią. Nie jest to obraz korzystny dla Polski i może być przestrogą dla wielu przedsiębiorców zainteresowanych inwestycjami w naszym kraju.

 

Oto fragmenty wywiadu:

„(…)

- I w tym właśnie momencie wchodzi do gry włoski bank UniCredit?

- W 2002 r. włoski bank UniCredit objął kontrolę nad drugim bankiem polskim Pekao SA, z którym współpracowaliśmy od 10 lat. Bank zaproponował refinansowanie całości zadłużenia w innych bankach w celu wprowadzenia Malmy na Giełdę Papierów Wartościowych. Uważałem, że pomoc wielkiego banku włoskiego jest idealnym rozwiązaniem przy wejściu na Giełdę Papierów Wartościowych firmy produkującej makarony. Udzieliłem zgody na konsolidację. Sześć miesięcy później, były polski premier, Jan Krzysztof Bielecki, stanął na czele Pekao. Jest to człowiek mający obecnie wielkie znaczenie w Polsce, szara eminencja rządu Donalda Tuska, główny doradca ekonomiczny premiera, a my mieliśmy z nim w przeszłości kilka problemów. To właśnie on dokonał w 1990 r. wyceny mojej firmy na potrzeby prywatyzacji. Świat jest mały! Jak tylko objął stery banku, zaczął się nami bawić, odsuwając sine die wejście naszej firmy na Giełdę Papierów Wartościowych. Jako że w związku z tym nie byliśmy w stanie spłacać kredytów, bank nałożył na mnie kary, a jako że nie byłem w stanie ich zapłacić, sam je sfinansował! Tak więc niespłacane kredyty udzielane Malmie przez Pekao pokrywały odsetki należne Pekao od Malmy, które Pekao zaliczało całkowicie w swoje zyski. Prezes banku czerpał z tych nienależnych zysków wiele korzyści. Uczynił ze spirali pułapkę dla Malmy: jedną ręka ratował rozbitka, a drugą trzymał mu głowę pod wodą, a na koniec nawet chciał, żebym wykopał własny grób. Oczywiście, starałem się uciec z tego uścisku. Odkryłem z zaskoczeniem, że nie istnieje żaden system ochrony prawnej. Złożyłem donos na Pekao do Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego, który uznał, że nie ma nic do zarzucenia. Później odkryłem, że dla uniknięcia sankcji ze strony Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego, prezes Bielecki fikcyjnie zwiększył pięć razy wartość moich nieruchomości, aby uzasadnić, że bank nie przyznał mi żadnego niewłaściwego kredytu. Odkryłem także, że bank Pekao zatrudnił żonę Generalnego Inspektora Nadzoru Bankowego. Wreszcie odkryłem, że aby pozytywnie nastawić rewidentów księgowych, bank zmusił mnie do powierzenia im zadania, którego cena została ustalona przez bank i zapłacona w formie zaliczki przez bank. Jest to poważnie wykroczenie karne ze strony banku. Nie mogłem skorzystać z ustawy o upadłości, gdyż bank wziął w zastaw cały mój majątek i nie zgadzał się na wykorzystanie go na potrzeby takiej procedury. Bank liczył, że zwolnię robotników i przekażę w ręce banku klucze do nieruchomości i marki Malma, dzięki czemu bank nie będzie musiał płacić moim pracownikom odprawy z tytułu zwolnienia w wysokości wynagrodzenia za dwa lata. Krótko mówiąc, bank Pekao chciał bez skrupułów i wykorzystując mnie bez mojej wiedzy, zrobić to czego ja nie chciałem zrobić od 20 lat, gdyż jestem wierny moim pracownikom i mojej misji w Polsce. Było to niezgodne z prawem i z wszelką etyką, gdyż bank finansował firmę zatrudniającą pracowników, a nie nieruchomości. Pekao odrzucał wszystkie dobre rozwiązania wykupienia kredytu, które proponowałem od 2005 r., w tym zwrot 80 % zadłużenia przez inwestorów, którzy chcieli kontynuować działalność.

- Nadal nie rozumiem jaki interes miał bank Pekao w takim działaniu!

- Interes był gdzie indziej, we Włoszech… Nie wiedziałem kiedy Pekao wypowiedział moje kredyty, że dwa tygodnie wcześniej bank znalazł partnera w nieruchomościach na moje tereny, Włocha Pirelli i że szukał chętnego do przejęcia zainteresowanego wyłącznie wykluczeniem mnie i zniszczeniem firmy. Aby ułatwić poszukiwania, bank wymógł na mnie pełnomocnictwo do szukania inwestora w moim imieniu. Posiadając pełnomocnictwo, bank negocjował z partnerami zniszczenie mojej firmy, nie powstrzymując się nawet od podpisania z nimi umów o zachowaniu poufności w stosunku do mnie! Jest to podstęp kwalifikowany, lecz ani prokuratura ani sądy nie uznały tego za podstęp. Nagle, 2 sierpnia 2006 r., bank zajął konta Malmy, która zaprzestała produkcji z dnia na dzień. Nasza marka, wyceniana w tamtym okresie na 10 mln EUR tzn. 40 % wartości zadłużenia po prostu zniknęła z rynku. Przez osiem miesięcy, firma pozostała w zawieszeniu, bez ubezpieczenia, bez ochrony patentów na znaki towarowe, z zapasem zboża w naszych silosach, który nie był przewietrzany, a pracownicy nie otrzymywali ani wynagrodzenia ani zasiłków ani zasiłku dla bezrobotnych… Bank wykonał sabotaż. A jednak to ja zostałem oskarżony w 2010 r., na wniosek Pekao, gdyż wymknąłem się z sieci i umożliwiłem ponowne podjęcie działalności przez firmę, ratując ponad 150 miejsc pracy! W 2007 r. znalazłem najemcę, amerykańską spółkę, która zainwestowała 2,5 mln EUR w ponowny rozruch firmy. Pracownicy powrócili do pracy, a makarony Malma na półki sklepowe. Dzięki tej umowie, firma Malma nabrała wartości. Wyceniona przez sąd na 4 mln EUR w 2007 r., po wstrzymaniu działalności przez Pekao przez okres 8 miesięcy, w 2011 r. została wyceniona przez sąd na 22 mln EUR. Ponieważ firma jest zastawem banku, bank powinien cieszyć się z tego rozwiązania, które jest także zgodne z interesem publicznym. Zresztą Sąd Gospodarczy podjął w 2008 r. decyzję o zakończeniu procedury upadłościowej.

(…)

- Bank Unicredit byłby więc Pana zdaniem odpowiedzialny za zniszczenie zastawu, aby odzyskać kredyt zamiast współpracować z dłużnikiem jak wymaga tego prawo…

- Sprawa jest dużo poważniejsza i godna powieści kryminalnej! Raz jeszcze przypomnę, pracowałem w przeszłości jako bankowiec i nie jestem naiwny. Racjonalnie uważałem na początku, że bank stara się uratować firmę w swoim własnym interesie; zważywszy na wartość marki w tamtym okresie, sabotaż Malmy był aberracją. Wtedy odkryłem prawdę z pomocą osoby zbliżonej do banku, lecz wstrząśniętej tym co się działo: konflikty interesów i transakcje typy mafijnego. Pan Alessandro Profumo, CEO banku UniCredit, był w tamtym okresie członkiem zarządu firmy Barilla, światowego lidera produkcji makaronów i mojego byłego partnera w kapitale firmy Malma. Profumo był także członkiem zarządu grupy Pirelli, największego dewelopera włoskiego. 1 czerwca 2005 r., na dwa tygodnie przed zaliczeniem mnie do grupy trudnych klientów i żądaniem ode mnie specjalnych pełnomocnictw na potrzeby znalezienia inwestora, Pekao podpisał z Pirelli i UniCredit tajne porozumienie noszące liryczną nazwę „Projekt Chopin”. Czego dotyczyło to porozumienie, które nie zostało podane do wiadomości rynków i będące oczywistym naruszeniem przepisów regulujących działalność giełd papierów wartościowych w Mediolanie, Nowym Yorku i Warszawie, gdzie spółki te są notowane? Pekao udzielił grupie Pirelli nieodpłatnie, podkreślam nieodpłatnie, na okres 25 lat wyłączności na wszystkie nieruchomości banku i jego trudnych klientów. To nieodpłatne i tajne porozumienia cofa nas do dobrych starych czasów kolonizacji, gdyż jest tu potencjalnie mowa o 20 % polskiego rynku nieruchomości, społeczeństwa liczącego 38 milionów mieszkańców! Umowa została podpisana przez Jana Krzysztofa Bieleckiego, rzekomego męża stanu, który złoży dymisję ze stanowiska zajmowanego w banku, kiedy mniejszościowi akcjonariusze Pekao upublicznią porozumienie. Co do Alessandra Profumo, jest on w chwili obecnej oskarżony we Włoszech o oszustwa podatkowe na kwotę 700 mln EUR. Dostarczyliśmy dowód na istnienie Projektu Chopin polskiemu Prokuratorowi Generalnemu. Odnotowaliśmy także we Włoszech jednoczesne transakcje w drugą stronę, sprzeczne z prawidłowym zarządzaniem finansowym, prezent od Pirelliego dla banku Unicredit, wtedy co do dnia kiedy grupa Pirelli otrzymała ogromny prezent w Polsce od polskiej spółki zależnej UniCredit. Wszystko można sprawdzić w internecie. Mówimy o więcej niż miliardzie EUR, kolosalnej kwocie w skali Polski. A jednak polski prokurator natychmiast zamknął sprawę pod błahym pretekstem, a ja zostałem oskarżony o uratowanie firmy, a przede wszystkim, żeby mnie uciszyć.

(…)

- Czy wierzy Pan jeszcze w bezstronność polskiego wymiaru sprawiedliwości?

- W bezstronność polskiego wymiaru sprawiedliwości, tak. Lecz pewni sędziowie niestety już w nią nie wierzą (śmiech)! W 2006 r. Sąd cywilny w Warszawie odmówił mojej rodzinie, akcjonariuszowi Malmy i poręczycielowi jej zobowiązań, wszelkich praw do wystąpienia o odszkodowanie od banku z powodu sabotażu Malmy! Sześć miesięcy później, prezes tego samego sądu w Warszawie występował jako prawnik banku przeciwko mnie. Równolegle, został on doradcą rządu polskiego na potrzeby zmiany ustawy upadłościowej. Bank nie ograniczył się do zapewnienia kariery żonie Generalnego Inspektora Nadzoru Bankowego (obecnie jest ona wiceprezesem zarządu nieruchomościowej spółki zależnej Pekao w ramach projektu Chopin); bank zatrudnił także prezesa sądu w Warszawie i wypłacał mu wynagrodzenie, kiedy był on doradcą rządu, aby opracował zbrodniczą ustawę, dzięki której procedura upadłościowa Malmy stała się dla banku trzykrotnie tańsza, a co za tym idzie możliwa, stawiając należności pracownicze za należnościami banku. Oto dlaczego upadłość Malmy została ogłoszona dopiero w 2010 r., po wejściu w życie nowej ustawy. I wreszcie, szczytowy przypadek, naszym sędzią upadłościowym jest ni mniej ni więcej tylko partnerka prezesa (w latach 2006-2007) pierwszej instytucji finansowej kraju, grupy ubezpieczeniowej PZU, która z natury rzeczy ma konflikt interesów z Pekao S.A.! Pozostawiam z boku kontrowersje dotyczące samej osoby. Jestem w rękach „bezstronnego” wymiaru sprawiedliwości, który uważa za prawidłowe, że zarządca sądowy zajmuje samowolnie portiernię zakładów, nie wymawiając umowy najmu; że regularnie nakazuje przeszukiwanie osobistych toreb pracowników najemcy przy wyjściu z zakładu, pod karą uniemożliwienia im powrotu do domu (tak wyglądała sytuacja codziennie przez półtora roku, a żadne odwołania nie odnosiły skutku); że zatrudnia własną rodzinę w ramach likwidacji zakładu; że przejmując zakłady, wypowiada umowę ubezpieczeniową, zawartą bezpośrednio z towarzystwem ubezpieczeniowym, aby skorzystać z usług agenta ubezpieczeniowego i wyraża zgodę na podwyżkę z dnia na dzień, zaproponowaną przez tego agenta, o 50 % stawki ubezpieczeniowej, podczas gdy in fine, ubezpieczyciel jest ten sam! Moje obecne oskarżenie dotyczące oddania firmy w najem jest tym bardziej śmieszne, że kiedy skorzystałem z tej cudownej możliwości, działałem pod kontrolą sędziego upadłościowego, który zatwierdził transakcję! Dodam, że zostałem oskarżony przez Prokuraturę z Warszawy po trzech latach dochodzenia w sprawie, kiedy nie miałem dostępu do moich akt ani nie zostałem wysłuchany przez prokuratora, co jest wyraźnym naruszeniem prawa do obrony i dzięki czemu otrzymałem ochronę konsularną ze strony Ambasady Francji! Można stwierdzić, że każde działanie, podejmowane przeze mnie lub moich pracowników wobec banku lub Bieleckiego systematycznie kończy się niepowodzeniem, a ja zostaję skazany za decyzje podjęte za zgodą sądu.

- Czy należy w tym widzieć rękę Bieleckiego?

- Jesteśmy w kraju, w którym władza i prokuratura bronią interesów banków i Bieleckiego. Malma, główny polski producent makaronów, była przedmiotem sabotażu ze strony włoskiego banku UniCredit w 2006 r., podjęła ponownie działalność w 2007 r., a następnie po raz drugi była przedmiotem sabotażu w 2010 r. ze strony wymiaru sprawiedliwości, którego obowiązkiem jest bronić interesu ogólnego, na podstawie ustawy przyjętej na nocnym posiedzeniu przez parlament troszczący się o ten sam interes, ustawy, której redakcja przez prawnika banku jest tak opłakana, że może być stosowana z pogwałceniem wszystkich norm europejskiego wymiaru sprawiedliwości, a nikt i tak nie zareaguje. Chcąc wstrzymać działalność najemcy, administrator sądowy Malmy przyjechał nocą w sierpniu 2011 r., aby nielegalnie zdemontować urządzenia tzn. ukraść je. Wszystkie te brutalne działania były prowadzone z pomocą policji, która przekroczyła swe uprawnienia!

(…)

- Przeczytałem w prasie, że pewien Neapolitańczyk został wysłany przez administratora sądowego, żeby grozić pracownikom zakładu we Wrocławiu. Czytając słynną książkę „Gomorra” pióra pisarza i dziennikarza włoskiego, Roberto Saviano, nie mogłem uniknąć myśli o ewentualnej roli mafii w Pana sprawie.

- Można sobie słusznie zadawać to pytanie. W lipcu 2011 r., na miesiąc przed nielegalnym zajęciem urządzeń, ten Neapolitańczyk został wprowadzony na teren zakładu we Wrocławiu przez administratora sądowego i wbrew woli najemcy. Ten psychopata wszedł wyłamując drzwi do hali produkcyjnej i groził kilkudziesięciu osobom siekierą i nożem rzeźniczym. Choć zatrzymany na gorącym uczynku przez policję, został zwolniony po zaledwie dwóch godzinach na wniosek administratora sądowego. Na Facebooku znaleźliśmy kilka zdjęć przedstawiających tego człowieka przy stole w wielkiej przyjaźni z administratorem sądowym. Ja i moja rodzina dostawaliśmy SMS z groźbami. Wszystkie skargi były systematycznie umarzane przez prokuraturę. Wyciągam z tego wniosek, że ten psychopata jest pod ochroną polskiego wymiaru sprawiedliwości, zresztą sędzia przyjmuje go poza rozprawami… a bank UniCredit zatrudnił jego syna i płaci mu spore wynagrodzenie. Krążą pogłoski, że mafia dużo zainwestowała w nieruchomości w Europie Wschodniej. Jak jasno widać, moje przeżycia są równoległe do wielkiego skandalu mafijnego we Włoszech, w który zamieszany jest Pirelli i Telecom Italia, a ja jestem tylko małym kawałkiem tej układanki. Lecz ponieważ walczę od sześciu lat i nie mam najmniejszego zamiaru poddać się, ten mały kawałek układanki już ukazał prawdę dotyczącą wielu rzeczy. Zło już zostało mi wyrządzone, bank groził mojej rodzinie w moim własnym domu, nie mam żadnych dochodów, nie mam praktycznie prawa wykonywania pracy. Jeżeli się nie poddaję, to dlatego, że mogę liczyć na wielką pomoc ze strony mojej rodziny i moich przyjaciół, a także dlatego, że mam doskonałych i wiernych adwokatów.

- Dlaczego media tak późno zainteresowały się Pana sprawą?

- Moja sprawa nie jest prosta, a żeby dobrze opowiedzieć skomplikowaną historię, trzeba znać wszystkie przyczyny i skutki. Ponadto, presja banku na media jest bardzo silna. Dzięki reklamie i finansowaniu, Bielecki jest nadal nie do ruszenia. Czy wie Pan, że prezes rady nadzorczej Axel Springer, drugiej grupy prasowej w Polsce, to nikt inny jak prezes banku UniCredit? Grożono dziennikarzom zajmującym się moją sprawą. W listopadzie 2006 r. dziennikarz zajmujący się zagadnieniami gospodarczymi popełnił nieostrożność i zadał Janowi Krzysztofowi Bieleckiemu pytanie dotyczące Malmy. Został wyrzucony z gazety dosłownie pół godziny później. (…)”

 

Cały wywiad można przeczytać na stronie internetowej „Nouvelles de France” - http://www.ndf.fr/nouvelles-deurope/03-09-2012/entretien-exclusif-avec-un-entrepreneur-francais-en-pologne-aux-prises-avec-la-mafia-italienne

 

Tłumaczenia tekstu na język polski dokonał Jerzy Bielewicz, a cały wywiad po polsku opublikował portal Radia Wnet - http://www.radiownet.pl/#/publikacje/przedsiebiorca-ktory-walczy-z-wloska-mafia

 

MG

Komentarze