Opinie

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Afera przykrywkowa

Arkady Saulski

Arkady Saulski

dziennikarz Gazety Bankowej, członek zespołu redakcyjnego wGospodarce.pl, w 2019 roku otrzymał Nagrodę im. Władysława Grabskiego przyznawaną przez Narodowy Bank Polski najlepszym dziennikarzom ekonomicznym w kraju

  • 17 czerwca 2014
  • 10:50
  • 10
  • Tagi: afera biznes gospodarka Niemcy węgiel węgiel brunatny węgiel kamienny
  • Powiększ tekst

Wczoraj wszyscy żyliśmy aferą taśmową. Wczoraj i przedwczoraj, i przed-przedwczoraj. Kiedy więc Donald Tusk na konferencji prasowej rzucił „Nic się nie stało”, a na pożegnanie dopytującym się dziennikarzom dodał „Nie lękajcie się” ciśnienie słusznie wielu osobom skoczyło. I o to właśnie uśmiechniętemu Tuskowi chodziło. Bo wiele wskazuje na to, że taśmy to wcale nie sedno sprawy.

Ale na początek mała informacja, która do żadnych mediów się nie przebiła: Wczoraj, równolegle do afery taśmowej, ok. 1500 kilometrów na zachód od naszej stolicy, w Brukseli, Komisja Europejska ułożyła ostateczny plan reformy klimatycznej. Skracając – reforma ta ma drastycznie ograniczyć zezwolenia na emisję CO2. Wycofanych z obiegu może zostać nawet 900 milionów zezwoleń w 2021 roku. Rząd Angeli Merkel skutecznie lobbuje jednak za tym, by datę przyspieszyć – do roku 2017. Więcej danych tutaj.

Efekt? Drastyczny wzrost kosztów emisji CO2, z 5,5 euro za tonę do 20 euro. Co oznacza to dla Polski, bazującej na tradycyjnej energetyce węglowej? Realnie – upadek przemysłu węglowego i ostateczne jego dobicie.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to Niemcy już wiedzą to na pewno. Czy przyjaciele zza Odry byli tymi, którzy „skręcili” aferę z taśmami? Nie wytykam nikogo palcem, ale zastanówmy się nad takim wariantem. Dokonajmy, mówiąc językiem prof. Jerzego Roberta Nowaka „kodyfikacji faktów”.

Pierwsze uderzenie to sobota rano: „Wprost” ujawnia pierwsze stenogramy z nagrań. Jest, jak mawiają w internecie „szok i niedowierzanie”, a w środowiskach prawicowych hurraoptymizm, że wreszcie uda się dobicie tego rządu. Donald Tusk zapewne w przerwie między mundialowymi emocjami szybko puszcza twe eta, że ogółem, no przykra sprawa, ale wiecie, rozumiecie, mecz sam się nie obejrzy. W sobotę wieczorem na YouTube pojawiają się pierwsze nagrania, w mig podawane sobie nawzajem przez internautów i serwisy.

Niedziela to apogeum emocji. Wszyscy wiedzą już niby o co chodzi, ale nikt tak naprawdę nie wie co będzie jutro. Tusk zapowiedział konferencję na 15.00 dnia następnego. Tak akurat między jednym meczem a drugim.

I wreszcie poniedziałek. W mediach jazda od rana, Donald co powiesz, czego nie powiesz, a Donald wyszedł na konferencję jowialny i uśmiechnięty, i stwierdził, że o co wam chodzi, skoro o nic nie chodzi. Dymisji nie będzie i w ogóle nie zawracajcie dupy (mówiąc unieśmiertelnionym na taśmach językiem naszych elit). Też w poniedziałek tygodnik „wSieci” ujawnia informacje na temat tajemniczych niemieckich interesów, prowadzonych dawniej przez obecnego redaktora naczelnego „Wprost” Sylwestra Latkowskiego. Tego „Wprost” od tych właśnie taśm.

Układa się już to w Państwa głowach czy nie?

Co jeśli Donald Tusk znał dokładną i pełną treść nagrań już w sobotę? To wyjaśniałoby jego spokój i mistrzowskie poprowadzenie konferencji, bardzo zbieżne z narracją równolegle od soboty prezentowaną między innymi w „Gazecie Wyborczej”. Co jeśli taśmy nie zostały, jak chcą niektórzy, przygotowane przez służby rosyjskie czy polskich rouge agents, tylko przez służby "przyjaciół zza Odry", podrzucone jakimś kanałem Latkowskiemu (który mógł być prowokacji przecież wcale nie świadomy i traktować taśmy jako dziennikarską bombę)? Co jeśli mamy do czynienia nie z jednym, nie z dwoma, tylko z grą kilkudziesięciu luster, odbijających, zakrzywiających naszą percepcję na tyle, byśmy mieli obraz maksymalnie nieczysty i niejasny?

A polityczna (znów mówiąc językiem elit) napierdzielanka w Polsce jest wszystkim na rękę. Niemcom, Rosji, wszystkim – oprócz samych Polaków.

Spekulacje? Tak. Czyste. Jednak wydarzenia dzieją się dalej. Tylko, że lustra co chwilę zmuszają nas do odwracania od tego spojrzenia. Mimo to my wciąż staramy się patrzeć tam gdzie trzeba.

Komentarze