Opinie

By Tadeusz Rudzki (Own work) [CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons
By Tadeusz Rudzki (Own work) [CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons

Mieszanie pieniędzy w urzędniczym kotle

Krystyna Szurowska

Krystyna Szurowska

ekonomistka i publicystka

  • 8 kwietnia 2013
  • 10:28
  • 1
  • Tagi: Auto, samochód droga drogi komunikacja Ministerstwo Finansów prawo samochód Unia Europejska Warszawa
  • Powiększ tekst

Początek roku obfituje w doniesienia na temat płatności związanych z poruszaniem się pojazdami mechanicznymi. Temat jest już męczący i coraz bardziej absurdalny. Każdy internetowy nagłówek zawierający słowa kojarzone z drogami, kierowcami, opłatami, przyprawia mnie o dreszcze, jednak ostatnie doniesienia prasowe osiągają wyżyny absurdu.

Problem wynika z tego, że powstała w Warszawie dobrej jakości droga, którą postanowiono okrzyknąć drogą ekspresową (pewnie dla lepszej statystki). Chodzi o fragment trasy Toruńskiej - niedawno oddany odcinek od ul. Modlińskiej do Marek. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że za przejazd drogą ekspresową, poruszając się pojazdem powyżej 3,5 tony należy zapłacić. Zatem wszystkie autobusy (ztmu i nie ztmu) muszą zaopatrzyć się w viaTOLL i pokornie uiszczać opłaty. Przypomnę, że viaTOLL jest przedsięwzięciem państwowym (obowiązuje na drogach zarządzanych przed GDDKiA), ztm miejskim, zlecającym niektóre trasy prywatnym przewoźnikom - na omawianej trasie dotyczy to firmy ITS Michalczewski. Zatem sytuacja prezentuje się tak: ztm, który jest przedsięwzięciem publicznym płaci GDDKiA, który buduje autostrady z pieniędzy zebranych z podatku drogowego (przynajmniej w teorii). Zupełnie zbędna cyrkulacja gotówki, działająca tylko i wyłącznie na naszą niekorzyść, ponieważ za taki obieg płacimy my- podatnicy. Jednak w tym wszystkim najgorzej ma prywatny przewoźnik, działający na zlecenie ztm- ITS Michalczewski. Jak łatwo wywnioskować, dostaje on zlecenie od miasta na obsługę danej trasy, otrzymując w zamian zaoferowaną w przetargu sumę (przynajmniej w teorii). Zatem, jeśli do dotychczasowych kosztów ma dojść jeszcze viaTOLL może okazać się, że inwestycja przestaje być już tak bardzo opłacalna. Dyrektor ds. przewozów ITS Michalczewski nie wyklucza jednak, że spółka będzie się domagać zwrotu tych pieniędzy od ztmu. W związku z tym ztm albo podniesie ceny biletów, albo skasuje kursy autobusów na danej trasie, albo dostanie dofinansowanie od miasta (od Warszawiaków).

Przewoźnicy oczywiście apelują o zniesienie opłat dla autobusów miejskich, Izba Gospodarcza Komunikacji Miejskiej nawet „tłumaczyła” Ministerstwu Transportu, jak bardzo niekorzystną jest ta opłata dla pasażerów (szkoda, że nie wytłumaczyli jak bardzo niedorzeczna jest taka cyrkulacja pieniądza) i już możnaby całą winę zwalić na MT, ale... MT winą obarcza przepisy unijne. Otóż podobno przepisy unijne mogłyby uznać, że zwolnienie przewoźników publicznych jest formą niedopuszczalnej pomocy publicznej. Wynika z tego, że dofinansowywanie ztm z podatków jest dozwoloną pomocą publiczną, a zwolnienie z opłat za korzystanie z drogi już nie? Cóż za konsekwencja! Odnoszę nieodparte wrażenie, że UE ma duży problem z definiowaniem pewnych spraw. Transport publiczny, z definicji polega na tym, że nie każdy płaci za niego tyle samo - tym różni się od transportu prywatnego. Dzięki temu, że dostaje „niedozwoloną pomoc publiczną” studenci, uczniowie, emeryci, bezrobotni, niepełnosprawni, harcerze i świadkowie Jehowy mogą jeździć za półdarmo lub za ułamek ceny biletu normalnego. Na to się właśnie kolektywnie zrzucamy, jeśli mieszkamy w mieście, gdzie kursują autobusy, czy nam się to podoba, czy nie. Taka właśnie jest definicja transportu publicznego. Zakazywanie, więc pomagania publicznego instytucji publicznej brzmi śmiesznie i jest niedorzeczne. A dodatkowo kosztuje nas trochę więcej.

Wymaganie opłat za przejazd po państwowej drodze od miejskich przewoźników jest zupełną pomyłką, niedorzecznością i marnowaniem pieniędzy. Kiedy jednak okazuje się, że głównym czynnikiem tej sprzeczności pojęć w Unii Europejskiej, w ogóle mnie to nie dziwi.

Komentarze