Opinie

AFERA FRANKOWA: Caveat venditor, mBank - wartość odszkodowań może sięgnąć miliardów złotych

Maciej Janiec

Maciej Janiec

Merging business, data analytics, risk management, energy and more.

  • 28 marca 2015
  • 10:41
  • 32
  • Tagi: bank biznes finanse frankowicze frank szwajcarski klient klient banku kredyt hipoteczny kredyty we frankach szwajcarskich ludzie mBank-nie prawo
  • Powiększ tekst

mBank wprowadził na rynek produkt niebezpieczny - kredyty udzielane w złotówkach, ale waloryzowane kursem walut, takich jak frank szwajcarski. Aby osiągać dodatkowe - ponad marże na oprocentowaniu - zyski, mBank zamieścił w umowach kredytowych zapisy pozwalające mu jednostronnie i w sposób nieprzewidywalny dla klientów ustalać ich zobowiązania. Co więcej, mBank rzeczywiście z tych zapisów korzystał by uzyskiwać dodatkowe świadczenia. Konsekwencją uznania przez sądy kluczowych zapisów takich umów kredytowych za niedozwolone będą roszczenia odszkodowawcze, których wartość może sięgnąć miliardów złotych.

Stosowane przez mBank umowy kredytów waloryzowanych kursem walut obcych zawierają niepozorny zapis: “raty kapitałowo-odsetkowe oraz raty odsetkowe spłacane są w złotych po uprzednim ich przeliczeniu wg kursu sprzedaży CHF z tabeli kursowej BRE Banku S.A. obowiązującego na dzień spłaty z godziny 14:50”. Zapis ten faktycznie oznacza, że raty spłacanego w mBank kredytu waloryzowanego zależą od pewnej zmiennej wartości wyznaczanej decyzjami banku. Na wartość tę składają się bankowy kurs średni danej waluty oraz tak zwany spread walutowy - narzut stosowany przez mBank przy przeliczaniu wartości wyrażonych w różnych walutach. W oparciu o dane z ostatnich 8 lat można się przekonać, że mBank zwiększał wielkość spreadu w miarę jak spadało - mierzone stawką LIBOR CHF 3M - oprocentowanie w Szwajcarii.

tytuł

Rys. Spread w mBanku vs. LIBOR CHF 3M [%]

Poprzez zwiększanie wielkości spreadu, bank osiąga dodatkowe zyski ponad wynagrodzenie zwyczajowo przyjęte dla kredytów - takie jak oprocentowanie i prowizja. Wielkość spreadu jest ustalana decyzją banku i w rezultacie jest całkowicie nieprzewidywalna dla kredytobiorcy. W rezultacie uniemożliwia to klientom mBanku zaplanowanie spłat w średnim i długim okresie.

Przywołany wcześniej zapis umowny dotyczący wyliczania wysokości rat z wykorzystaniem tabeli kursowej mBanku, w sierpniu 2014 r. został wpisany do rejestru klauzul niedozwolonych prowadzonego przez UOKiK - wpis numer 5743. Umieszczenie zapisów w rejestrze ma bardzo istotne konsekwencje – nie wiążą on stron umowy, już od momentu jej zawarcia, o ile umowa może być bez nich wykonywana.

Korzystając z wprowadzenia regulacji anty-spreadowych, mBank starł się od września 2011 r. „łatać” powstałą w swoich umowach dziurę w mechanizmie przeliczania rat, wprowadzając nowy zapis. Uzależnia on wartości podawane w bankowej tabeli kursowej od szeregu czynników takich jak notowania i podaż walut, różnice stóp procentowych, płynność rynku walutowego czy stan bilansu płatniczego i handlowego. Klient mBanku nie jest jednak w stanie sprawdzić wartości wielu z tych parametrów. Dodatkowo, mBank nie podał wag tych parametrów w stosowanym przez siebie wewnętrznym algorytmie. O ile taki spójny algorytm w ogóle istnieje. Na konieczność jednoznaczności mechanizmu wyznaczania zobowiązań kredytobiorcy zwraca uwagę choćby wyrok Sądu Najwyższego z listopada 2011 r. Brak takiej jednoznaczności przekłada się na wadliwość zapisu i prowadzi do wykluczenie go z obrotu.

Warto jeszcze dodać, że w rejestrze klauzul niedozwolonych już od 2012 r. znajduje się także analogiczny do stosowanych przez mBank zapis dotyczący początkowego przeliczania wielkości kredytu. Oznacza to, że bank ani nie był w stanie poprawnie wyznaczyć początkowej wartości kredytu, ani wielkości poszczególnych jego rat. Trzeba zatem przyjąć, że kluczowy dla umów kredytów waloryzowanych kursem CHF mechanizm indeksacyjny jest wadliwy, a dodatkowo mBank faktyczne wykorzystywał jego wadliwość na swoją korzyść. Zapisy uznane za niedozwolone nie wiążą stron od chwili zawarcia umowy. mBank osiągał świadczenia nienależne i jeżeli zdecyduje się na drogę sądową, wcześniej lub później, będzie zmuszony je zwrócić, dodatkowo powiększone o odsetki ustawowe.

To jednak wciąż nie to jest dla mBanku najgroźniejsze. mBank swoim działaniem zraził do siebie wielu obecnych i potencjalnych klientów. Fala niezadowolenia narasta po gwałtownym skoku kursu CHFPLN w połowie stycznia 2015 r. szczególnie przy braku szybkich i zdecydowanych działań mBanku. W rezultacie, stawiany sobie przez mBank cel pozyskania w bieżącym roku 250 tysięcy klientów może się okazać trudny do realizacji. Nawet zatrzymanie obecnych klientów może być kłopotliwe.

W ciągu ostatnich pięciu lat, mBank niestety pokazał że jest skłonny bezwzględnie ciągać swoich klientów po sądach, by utrudniać im dochodzenie należnych praw i stosuje pozorowane negocjacje. Tak było z liczącą 1,247 osób grupą klientów mBanku walczących o narzucony im błędny sposób wyznaczania oprocentowania kredytów. Ta sprawa szczęśliwie dla klientów dobiega końca, a bank zostanie zmuszony do zapłaty odszkodowań i zmianę zapisów stosowanych w swoich umowach kredytowych. Ale ta historia nie świadczy najlepiej o banku, który szczyci się tytułem „przyjaznego”…

O ile sprawa stosowanego przez mBank oprocentowania kredytów dotyczy odszkodowań na poziomie kilkudziesięciu milionów złotych, roszczenia w pozwach dotyczących wadliwości mechanizmu indeksacji mogą sięgnąć miliardów. Swoją drogą ciekawe, ile bank wydał i jeszcze zamierza wydać na obronę prawną w z góry przegranej sprawie? Dla przykładu, w sprawie Grupy na Bank, mBank domagał się zwrotu trzech milionów złotych z tytułu swoich kosztów prawnych. Czy takie działanie nie jest przypadkiem przejawem niegospodarności zarządu? Zarządzający mBankiem wciąż mogą wybrać mniejsze zło - pogodzić się z wielkością, wynikającej ze stosowanych przez bank błędnych i krzywdzących klientów rozwiązań, straty i szybko zaproponować akceptowalne rozwiązanie. To wciąż będzie dla mBanku kosztowne, ale mniej niż gdyby musiał obserwować trwający kilka lat nieustanny atak na swoją markę.

mBank może jeszcze odwrócić sytuację na swoją korzyść i zdecydowanym działaniem pokazać, że jest nowoczesnym, sprawnym i otwartym na klientów bankiem. Ponieważ mBank nie jest jedynym bankiem w Polsce z problemem z kredytami typu CHF, mogłoby mu to przysporzyć sporo klientów. Czy zechce?

Więcej na ten temat: TUTAJ

Komentarze