Socjologiczne obserwacje podczas podróży po Europie i świecie są niezwykle budujące, jeśli chodzi o podejście Polaków do technologii związanych z alternatywnymi możliwościami płacenia za zakupy. Stereotypowo nie postrzega się Polaków jako fanów technologii

Tymczasem innowacje, takie jak na przykład płatności zbliżeniowe, są przez nas przyjmowane z dużą otwartością, nawet jeśli na samym początku towarzyszy temu pewna dawka nieufności. Nasza absorpcja nowości związanych z płatnościami zbliżeniowymi, dla których znani z poczucia humoru Polacy znaleźli już własne określenia, np. „Płacę dotykiem” czy pytanie od sprzedawców „Zbliżamy się?”, pozwala na dużą oszczędność czasu i niezwykle rozpieszcza. Można to poczuć na przykład w Niemczech, wydawałoby się kraju-gigancie technologii, w którym zapłacenie zbliżeniowo za cokolwiek graniczy z cudem i traktowane jest z dużą podejrzliwością.

Polacy liderami nowoczesnych płatności

Tymczasem w Polsce jesteśmy liderami, jeśli chodzi o płacenie zbliżeniowe. Dlaczego? Powodów jest kilka. Po pierwsze, oszczędność czasu. Po drugie, karta pozostaje zawsze w naszych rękach i nie znika na przykład na zapleczy sklepu czy restauracji. Po trzecie, nie musimy martwić się, że ktoś wyciągnie nam z kieszeni portfel wypchany gotówką, którą mamy na zakupy. Po czwarte, nie potrzebujemy w przypadku braku gotówki w popłochu szukać bankomatu i dodatkowo płacić za wypłatę pieniędzy. Po piąte, jest na to otwartość zarówno ze strony klientów, jak i sprzedawców, którzy z coraz większym zaufaniem honorują płatności zbliżeniowe. W tej chwili płatności zbliżeniowe są już usługą zapewniającą szybkość i sprawność działania, czyli zalety, których szukamy niemalże w każdej dziedzinie.

Sklepy jak z filmów sci-fi wkrótce w naszej okolicy?

W moim odczuciu, biorąc pod uwagę wyniki badań Mastercard, jak i doświadczenia z płatności zbliżeniowych, mamy do czynienia z dużą otwartością polskich konsumentów na nowe rozwiązania technologiczne w sklepach, również te bardziej futurystyczne, które w bardziej masowej odsłonie pojawią się być może dopiero za kilka lat. Liczę na to, że otwartość Polaków na technologię w połączeniu z frustracją, jaką powoduje stanie w kolejkach sprawią, że sklepy bez kas szybko się u nas przyjmą.

Zakupy przyszłości bez kolejek

W sklepach przyszłości nie będzie kas i nie będzie kolejek. Bo po co nam one? W naszym kraju miały one onegdaj funkcję społeczną. W kolejce spotykało się znajomych, plotkowało się, wymieniało informacjami, spędzało wspólne chwile. Te czasy, czasy długich, komunistycznych kolejek ze społecznymi listami i społeczną funkcją, odeszły w niepamięć. Dziś kolejka nie jest społecznym wydarzeniem, jest uciążliwą koniecznością. Może warto zatem, jeśli jest taka możliwość, zrezygnować z tej najnudniejszej części zakupów? Zwłaszcza, że jak pokazały wyniki badania Mastecard, znakomita większość Polaków bardzo by sobie tego życzyła.