Opublikowana w ubiegłym roku monografia 28-letniego, holenderskiego lewicowego liberała Rutgera Bregmana, pt. Utopia dla realistów: i jak można do niej doprowadzić, jest kolejną, nieco przewrotną i zupełnie nieralistyczną propozycją radykalnej zmiany istniejącego systemu gospodarczo-społecznego.

Przypomina też inne, równie utopijne wizje przyszłości, które nigdy się nie zmaterializowały. Niektóre w nich jednak przyczyniły się do przyśpieszenia postępu nauki i techniki oraz skłaniały ludzi do podejmowania ryzyka związanego z tworzeniem nowych wynalazków. Niestety, utopijne wizje przyszłości nigdy też nie doprowadziły do utworzenia idealnego systemu polityczno-gospodarczo-społecznego. Wyzwoliły jednak u ludzi kreatywność i przedsiębiorczość, co znajduje wyraz w permanentnym tworzeniu różnego rodzaju innowacji.

Wielu ludziom utopia kojarzy się zarówno z postępem , jak również z określonym, mocno wyidealizowanym stanem, czy też – jak to w XVI wieku opisał Thomas More „najlepszą formą sprawowania rządów i organizacji państwa”. Jednym ze współczesnych propagatorów poglądu, że można stworzyć w pełni doskonały system gospodarczo-społeczny jest Bregman, który upiera się, że obecnie „nadszedł obecnie czas, aby niektóre przynajmniej utopie zrealizować”. W przeszłości nie udało się zrealizować podobnych, utopijnych wizji przyszłości. Bardzo wątpliwe jest czy uda się to w najbliższych kilkudziesięciu latach, w co zdają się wierzyć tylko lewicowi intelektualiści, którzy, podobnie jak Bregman, dosyć pobieżnie zapoznali się z dorobkiem takich utopistów jak Charles Fourier , Pierre Proudhon czy Karol Marks.

Pewnym paradoksem naszych czasów jest to, że niektóre utopijne idee zostały „zawłaszczone” także przez prawicowych populistów, którzy formułują dosyć proste w przekazie swoje wizje „wielkiej Ameryki” czy też „wyzwolonej od europejskiej dominacji Wielkiej Brytanii. Przywódcy tych i innych państw chcą jak najmniej ingerować w życie swoich obywateli, utrzymywać niskie podatki, uszczelnić granice i nie wpuszczać migrantów ekonomicznych oraz zamierzają zerwać więzi łączące je z różnymi organizacjami międzynarodowymi ( ONZ, WTO ).

Bregman określa się jako lewicowy liberał i umiarkowany krytyk kapitalizmu. Błędna jest jego teza, że drapieżny kapitalizm dąży do jak najszybszego zastąpienia pracy ludzi robotami. Tym samym trzeba z wyprzedzeniem wymyślić nowy sposób zapewnienia odpowiednich dochodów dla wszystkich, w najbliższej przyszłości bezrobotnych ludzi, także bezrobotnych z wyboru i to niezależnie od ich udziału w tworzeniu PKB .

Tymczasem formułowane od kilkudziesięciu już lat prognozy o rzekomym „końcu pracy” jeszcze nie sprawdzają się. Faktem jednak jest, że od blisko 60 lat liczba tradycyjnych miejsc pracy zmniejsza się pod wpływem postępu technologicznego i coraz więcej współczesnych miejsc pracy ma charakter efemeryd, które szybko pojawiają się i równie szybko znikają. Nie są to też zbytnio „wartościowe” miejsca pracy, dlatego ich utrata, powoduje wprawdzie traumę tych, którzy je tracą, ale zwykle nie prowadzi do znaczącego obniżenia poziomu życia w danym kraju.

O delikatnie mówiąc niskiej jakości nierealistycznych pomysłów Bregmana świadczy jego propozycja, aby na całym świecie skrócić tydzień pracy do 15 godzin i otworzyć granice wszystkich państw. Twierdzi on, że tylko w ten sposób będzie można pomóc ludziom z krajów rozwijających się wyrwać się z „zaklętego kręgu biedy” jeśli ci będą mogli swobodnie osiedlać się w krajach bogatych i tam pracować. Mają na tym korzystać zarówno imigranci jak i miejscowi, którzy dzięki pracy przybyszów z biedniejszych krajów staną się jeszcze bogatsi.

W rzeczywistości żadne państwo na świecie nie może pozwolić na osiedlenie się u siebie nieograniczonej liczby migrantów, którzy coraz częściej nie tyle poszukują lepiej płatnej pracy, ile pragną korzystać z dorobku zachodniej cywilizacji i otrzymywać szczodre świadczenia socjalne, bez wnoszenia swojego wkładu w PKB kraju ich przyjmującego. Stosunkowo niskie wskaźniki aktywności zawodowej współczesnych imigrantów w wielu krajach zachodnich stanowią argument za nie tyle otwieraniem lecz uszczelnianiem granic dla potencjalnych migrantów.

W naszej cywilizacji jesteśmy wychowywani od dziecka, że najpierw trzeba wyprodukować potrzebną ilość dóbr i usług, aby następnie można było je rozdzielić każdemu według jego wkładu pracy , z wyjątkiem osób niepełnosprawnych i wymagających opieki ze strony państwa. Wszystkie świadczenia społeczne opłacane są z podatków, a jeśli przeważająca część imigrantów nie pracuje to także nie płaci podatków i nie partycypuje w tworzeniu PKB, natomiast ich utrzymanie finansowane jest z podatków miejscowych firm i pracowników. Wyobraźmy więc sobie hipotetyczną sytuację ,że w Polsce osiedliłoby się w danym roku ok. 100 milionów mieszkańców Indonezji, nie wspominając już o mieszkańcach najludniejszych krajów świata takich jak Chiny czy Indie! A takie właśnie rozwiązanie problemu biedy i pogłębiających się nierówności ekonomiczno-społecznych na świecie propaguje lewicowy liberał Rutger Bregman.

Równie utopijne są jego propozycje przydzielenia każdemu dorosłemu obywatelowi stałego dochodu niezależnie od tego czy utracił pracę w wyniku procesów automatyzacji i robotyzacji czy sam woli być bezrobotnym z wyboru i cieszyć się życiem oraz stałym dochodem wypracowywanym przez innych. Tego rodzaju „propozycje” można najdelikatniej określić mianem marzeń. Każdy z nas ma swoje marzenia, które czasami pomagają osiągać wyznaczone cele. Utopijne wizje i marzenia przedstawione przez Bregmana nikomu jednak nie pomogą zmienić świata na lepszy.

Adam Gwiazda