Opinie

Ryby, żaby i rak, czyli jak PO uszczelniła VAT i zbudowała elektrownie

Marek Siudaj

Marek Siudaj

Redaktor zarządzający wGospodarce.pl

  • 10 sierpnia 2017
  • 09:29
  • 7
  • Tagi: biznes energetyka PO podatki
  • Powiększ tekst

Politycy PO od dawna głoszą, że wszelkie sukcesy rządu Beaty Szydło to tak naprawdę zasługa gabinetów Donalda Tuska oraz – uwaga! – Ewy Kopacz. To było nawet zabawne, ale posłowie PO poszli dalej. Opowiadają, że to dzięki nim spadają wyłudzenia VAT oraz pouczają rząd Prawa i Sprawiedliwości, jak budować elektrownie.

Od razu napiszę – owszem, to za rządów PO w przepisach podatkowych pojawiły się zapisy o Jednolitym Pliku Kontrolnym, który umożliwia kontrolę faktu VAT, oraz odwrócony VAT na niektóre towary i usługi. A więc to za poprzedniej koalicji zostały stworzone pewne narzędzia, ułatwiające walkę z karuzelami VAT-owskimi. Tyle że – po pierwsze – warto zwrócić uwagę, kiedy to się stało. Po drugie zaś – nie jest tak, że rząd nie miał narzędzi, tylko po prostu z nich nie korzystał.

Po podwyżce VAT wpływy du budżetu... spadły

A więc przepisy o JPK zostały uchwalone w maju 2015 r. Z kolei te dotyczące odwróconego VAT są o około 2 lata starsze, z tym, że były uzupełniane w kolejnych nowelizacjach – na przykład odwrócony VAT na sprzęt elektroniczny, np. telefony, tablety czy konsole do gier, udało się uchwalić dopiero w kwietniu 2015 r.

Uwaga – koalicja PO-PSL, która sprawowała władzę od 2007 r. i która w 2011 r. ratowała dochody budżetowe podwyżką VAT, zorientowała się, że ktoś kradnie dziesiątki miliardów złotych VAT dopiero w 2013 r. A przecież podwyżka wcale nie przynosiła takich efektów, jak sobie życzył jej pomysłodawca, Donald Tusk. Dochody z VAT w 2011 r. wyniosły prawie 120 md zł, w 2012 – także 120 mld zł, zaś w 2013 – tylko 113,4 mld zł. Podwyżka, która miała spowodować wzrost dochodów budżetu o 7 mld zł, spowodowała, że o tyle były niższe po dwóch zaledwie latach.

Pamiętam, jak w tamtym czasie ekonomiści zastanawiali się, co jest u licha z tym VAT-em? Czemu mimo wzrostu gospodarki dochody z tego podatku nie rosną. Nikt nie mówił wtedy o karuzelach VAT-owskich i wyłudzaniu podatku. Ale to nie znaczy, że nikt o nich nie wiedział.

Proszę sobie wyobrazić, że jesteście urzędnikami i zgłasza się do Państwa duży koncern, np. produkujący samochody, z prośbą o zwrot VAT rzędu 800 mln zł. Spoglądacie Państwo w dokumenty z poprzednich miesięcy i lat i uznajecie, że zwrot się należy, bo firma o takie właśnie zwroty stara się regularnie odkąd rozpoczęła produkcję na pełną moc.

Ale potem o podobną kwotę zwraca się firma Y. Sprawdzacie w dokumentach i okazuje się, że firma nigdy wcześniej o taką kwotę się nie starała. Mało tego, powstała kilka miesięcy temu ewentualnie kilka miesięcy temu „ożyła” po latach hibernacji. Co wtedy Państwo byście zrobili jako urzędnicy resortu. Ja osobiście wstrzymałbym zwrot VAT i wysłał kontrolę, aby sprawdzić, jak taka firma mogła osiągnąć taką skalę obrotu?

Tyle że za czasów PO-PSL nikt takich decyzji nie podejmował. Tak ogromne kwoty zwrotów – a jest to kwota prawdziwa – nie były analizowane. Nikt nie przejmował się nagłym wzrostem eksportu telefonów komórkowych z Polski, mimo że niewiele wysiłku było trzeba, aby sprawdzić, że w naszym kraju tych aparatów się nie produkuje.

Czekali na zgodę UE

Jan-Vincent Rostowski, minister finansów w rządzie Donalda Tuska, ani pani Izabela Leszczyna, wiceminister finansów za rządów PO-PSL, która sobie teraz przypisuje sobie zasługę uszczelnienia VAT, nie próbowali nawet wykorzystać urzędników skarbowych do sprawdzenia, co się dzieje. Zajęli się sprawą VAT dopiero wtedy, kiedy zrobiła się ona „modna” w Unii Europejskiej, bo w 2013 r. została przyjęta dyrektywa UE, pozwalająca krajom członkowskim bez konieczności ubiegania się o zgodę Komisji Europejskiej stosować odwrócony VAT.

Ale nawet wtedy rząd Tuska nie zdecydował się na wykorzystanie wszelkich dostępnych środków. Dyrektywa zezwalała nie tylko na stosowanie odwróconego VAT na pręty stalowe, co zostało w Polsce zastosowane w nowelizacji ustawy z 2013 r., ale także na sprzęt elektroniczny. Tymczasem koalicja PO-PSL odwrócony VAT na elektronikę uchwaliła w kwietniu 2015 r., czyli po prawie dwóch latach! Dwóch latach, w trakcie których producenci i dystrybutorzy elektroniki prosili o odwrócony VAT.

Jak widać, rząd PO-PSL za VAT wziął się dopiero wtedy, kiedy już nie dało się udawać, że nie ma problemu, bo pojawiła się dyrektywa (warto dodać, że tworzenie dyrektywy unijnej też trochę trwa, i są to raczej lata niż miesiące). Ale nawet wtedy ministrowie Tuska działali jak żaby i rak z wiersza Jana Brzechwy, czyli na aby, aby i byle jak.

Ale posłowie PO nie poprzestali na próbie przekonania wszystkich, że rządy, które dopuściły do utraty nawet 24 proc. wpływów z VAT (szacunki KE dla 2014 r.), teraz zapewniają nam 28-proc. dynamikę wpływów z tego podatku. Poszli dalej – dzisiaj Jan Grabiec i Zdzisław Gawlik zaczęli przekonywać, że rząd PiS nie zna się na budowie elektrowni.

Budować tak, żeby nie zbudować

Nie będę się znęcał nad ich stwierdzeniami, że możliwości inwestycyjne energetyki są równe jej kapitalizacji giełdowej. Osiągnięcia przy budowie elektrowni jądrowej przypomnę tylko - spółka powołana do tego celu w 2010 r. po 5 latach działalności i wydaniu ok. 250 mln zł nawet nie wskazała lokalizacji przyszłej siłowni. To, na czym się skoncentruję, to historia dwóch obecnie realizowanych inwestycji w energetyce – czyli budowy nowych bloków w Opolu i Turowie.

Bloki w Opolu zaplanowane zostały dawno temu, bo jeszcze w latach 90-tych (w 97 r. został oddany tam 4 blok). Prace nad budową raz się nasilały, raz spowalniały. W latach 2005-2007, a więc za pierwszych rządów PiS, przygotowania ruszyły pełną parą. Tyle że w 2007 r. doszło do zmiany rządu, zaś w 2008 r. szczyt klimatyczny w Paryżu wprowadził rozwiązania mające ograniczyć emisję CO2 do atmosfery.

To praktycznie wstrzymało prace nad nowymi blokami, ale ponieważ rosło zapotrzebowanie na prąd i pojawiła się wizja blackoutu, prace znowu ruszyły. I – uwaga – w 2010 r. została podpisana między PSE, operatorem sieci energetycznej, a PGE umowa o przyłączenie do sieci nowych bloków – 5 i 6. W energetyce taka umowa to podstawa – jej podpisanie oznacza, że elektrownia będzie miała zbyt na prąd, a wiec można budować. W tej umowie zaplanowano, że blok numer 5 zostanie oddany do użytku w IV kwartale 2015 r., a blok numer 6 – w II kwartale 2016 r. To są te bloki, które PGE właśnie kończy budować.

Skąd ta obsuwa? Otóż od 2010 r. do 2013 praktycznie nic się nie działo. Zarządy PGE powołane przez PO-PSL bardzo ociągały się z rozpoczęciem budowy. Sprawę miał załatwić Krzysztof Kiljan, znajomy Donalda Tuska, którego ten wprowadził na stanowisko prezesa PGE. Tyle że komitet decydujący o inwestycji w Opolu pod kierownictwem Kiljana wydał w 2013 r. negatywną decyzje! PGE nie chciało budować Opola. Trzeba było dopiero usunięcia Kiljana, aby komitet pod koniec 2013 r. zmienił decyzję i ruszył cały proces, który właśnie dobiega końca.

Wspomniałem o inwestycji PGE w blok w Turowie. W tym przypadku umowa między PGE a PSE o przyłączeniu do sieci została podpisana w marcu 2012 r. Pierwszy przetarg został unieważniony, w drugim – ogłoszonym w listopadzie 2013 r. – ostatecznie została wybrana oferta konsorcjum Hitachi i Budimeksu. Tyle że to była druga pod względem niskiej ceny oferta, więc decyzja została podjęta w kwietniu 2014 r. Konsorcjum dostało polecenie rozpoczęcia prac w grudniu 2014 r. Zgodnie z pierwotną umową, na dokończenie miało 56 miesięcy.

To są tylko dwa przykłady tego, jak budowano bloki energetyczne za czasów PO-PSL. Przeciąganie prac, zmiany decyzji, rezygnacje z inwestycji i powroty do budowy. Owszem, inwestycje zostały rozpoczęte za rządów Donalda Tuska, ale dopiero podczas drugiej kadencji. W pierwszej nie zrobiono literalnie nic. Tak właśnie wyglądały działania rządu Donalda Tuska w I kadencji. A i w drugiej niezbyt mu szło.

I znowu przypomina mi się wiersz Brzechwy, gdzie obok żab i raka występowały również ryby, które które robiły wszystko na niby.

A teraz „ryby, żaby i rak” z PO, która rządziła przez dwie kadencje, zabrały się za pouczanie rządu, jak należy uszczelniać VAT i budować w energetyce. Oczywiście, łatwo się domyślić, że gdyby wspaniała koalicja PO-PSL rządziła jeszcze jedną kadencję, to można byłoby tylko siąść i płakać. I to też zostało opisane w wierszu Jana Brzechwy.

Komentarze