Opinie

autor: PAP/EPA/Roberto Guzman
autor: PAP/EPA/Roberto Guzman

W Ameryce Harvey i Irma, na Dalekim Wschodzie Kim

Jerzy Bielewicz

Jerzy Bielewicz

Finansista, prezes stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek". Absolwent IP Business School na Uniwersytecie Western Ontario, były doradca Goldman Sachs i Royal Bank of Kanada, specjalista w dziedzinie negocjacji z bankami w imieniu przedsiębiorstw.

  • 8 września 2017
  • 12:14
  • 0
  • Tagi: geopolityka gospodarka huragan
  • Powiększ tekst

USA w obliczu bezprecedensowych zniszczeń, które niosą z sobą dwa potężne huragany Harvey i Irma dochodzi do porozumienia między Republikanami a Demokratami, którzy podnoszą zgodnie limit zadłużenia państwa. Co więcej, zaczynają mówić o wspólnej reformie podatków! Stan rzeczy, który jeszcze dwa tygodnie temu byłby nie do pomyślenia…

Skąd ta zmiana? Otóż, potencjalne straty wyrządzone przez Harvey i Irmę można porównać do skali zagrożeń finansowych, które przyniósł ze sobą kryzys finansowy z 2008 roku. Tylko wypłaty premii ubezpieczeniowych związanych ze zniszczonymi nieruchomości, ruchomości, infrastruktury oraz instalacji przemysłowych mogą przekroczyć nawet 250 miliardów dolarów. A tak zwane straty ekonomiczne, które obejmują również wszystko to co nie było zawczasu ubezpieczone mogą okazać się dwukrotnie wyższe.

Wielu Amerykanów straci pracę w najbliższych tygodniach. Już w ciągu niespełna tygodnia po huraganie Harvey, który zniszczył dużą część Texasu, 60 tysięcy obywateli tego stanu „przeszło” na bezrobocie, bo ich miejsca pracy zabrał huragan. Podobnie efekt wywoła Irma na Florydzie.

Do tych oczywistych strat można dodać coś co nazwałbym rachunkiem ciągnionym, jak utrata przychodów firm, wydatki socjalne i pomoc państwa dla ofiar katastrof. I wreszcie szkody, które najtrudniej oszacować, czyli długoterminowe reperkusje ekonomiczne.

Przykładowo, zwyżka kosztów benzyny, oleju napędowego i ropy naftowej. Oczywiście rząd federalny robi wszystko, by zredukować wzrost cen. I tak, gdy Harvey jeszcze trzymał Texas w żelaznym ucisku, siłą dekretu wprowadzono na rynek 500 tysięcy baryłek ropy z rezerw strategicznych. Efekt okazał się delikatnie mówiąc krótkoterminowy. Z kolei ceny benzyny podskoczyły niemal z dnia na dzień o 15 proc w całych USA. Podobnie ucierpią zbiory cytrusów, a ich ceny pójdą w górę, gdy Irma przetoczy się przez Florydę.

Efekt Harvey i Irmy można już zaobserwować na światowych rynkach. Beneficjentami okażą się z pewnością europejskie rafinerie i sektor chemiczny. Choćby produkcja etylenu i tworzyw sztucznych nie wyprodukowanych w USA z powodu zniszczeń w Teksasie musi zostać zastąpiona przez wytwórców z innych regionów świata. Takich łańcuchów powiązań, korelacji i wydarzeń można kreślić bez liku.

Tymczasem na Dalekim Wschodzie o nieznośny ból głowy przyprawia Korea Północna, która zdetonowała kolejny ładunek jądrowy twierdząc, że tym razem była to, ot, bomba wodorowa. Jeśli Chiny i USA, ale też Korea Południowa, Japonia i Rosja nie zdołają dogadać się jak okiełznać Kim Dzong Una, to i ten region ucierpi gospodarczo. Putin gościł właśnie we Władywostoku przywódców Japonii i Korei Północnej i z całą pewnością wystawił słony rachunek za przychylność Rosji.

Jak zdecydują Chiny i USA okaże się z początkiem przyszłego tygodnia na kolejnej sesji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jeśli uchwalone zostaną dalsze sankcje przeciw Korei Północnej, to dobrze. Jeśli jednak nie, to należy spodziewać się gwałtownego oziębienia stosunków na linii Waszyngton – Pekin, łącznie z amerykańskimi restrykcjami przeciw chińskim bankom i firmom, które podtrzymują gospodarkę Korei Północnej.

W sytuację międzynarodową wpisał się w sposób adekwatny Mario Draghi, szef Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Mimo, że mandat EBC nie przewiduje działań, których wynikiem miałaby być korekta kursów walut, to „gołebia” wypowiedź Mario miała właśnie taki cel. Chciał i zrobił „whatever it takes”, by osłabić euro w stosunku do dolara amerykańskiego.

Wobec niepewności, co do skali strat po huraganach w USA, a więc przyszłej siły nabywczej amerykańskiej waluty oraz niezmąconej niczym polityki luzowania monetarnego prowadzonej przez EBC, możemy spodziewać się napływu kapitału „carry trade” do Polski i wzmocnienia złotego. Z kolei na wysoki popyt z zagranicy na swoje produkty mogą liczyć polskie rafinerie i sektor chemiczny. Słowem: „w Ameryce Harvey i Irma, na Dalekim Wschodzie Kim, gdy Polska sielska i zasobna”.

Oczywiście z jednym zastrzeżeniem - jeśli napięcia na Dalekim Wschodzie kolejny raz okażą się burzą w szklance wody.

Komentarze