Opinie

Opowieść bez morału o dojeniu

Marek Budzisz

Marek Budzisz

Przedsiębiorca, publicysta ekonomiczny, znawca Rosji

  • 3 maja 2018
  • 11:01
  • 2
  • Tagi: biznes finanse polityka Rosja zbrojenia
  • Powiększ tekst

Renomowany szwedzki Instytut Badań nad Problemami Pokoju opublikował właśnie, jak co roku, raport na temat światowych wydatków na zbrojenia. Wynika z niego, że Rosja w ubiegłym roku zmniejszyła swój budżet militarny o 20 % wydając na armię 66,3 mld dolarów

Informacje te są o tyle zaskakujące, że stało się to po raz pierwszy od 1998 roku, a Kreml stale podkreśla, że modernizacja sił zbrojnych jest jego priorytetem. Agresywna polityka Moskwy w ostatnich latach wywołała wzrost nakładów na zbrojenia w Europie. Na Zachodzie umiarkowany (1,2%), ale w naszej części kontynentu już znaczny, bo 12 % (liderem w tej dziedzinie jest Rumunia, która podniosła wydatki na armię o 50 %). Gdyby państwa NATO liczyć, jako całość, to w 2017 roku wydały one na cele militarne 900 mld dolarów.

Wyjaśnieniem rosyjskiego fenomenu nie jest niedostrzeżony przez świat wzrost nastrojów pacyfistycznych na Kremlu, ale zwyczajne pustki w kasie. A perspektywy tego roku nie są wcale lepsze. Tym bardziej, że czwarta kadencja Władimira Putina ma się zacząć od ogłoszenia ambitnych planów podniesienia poziomu życia Rosjan. Już teraz, od wczoraj podniesiono w Rosji minimalne wynagrodzenia. Zostało ono zrównane z oficjalnym wskaźnikiem dochodu niezbędnego do przeżycia (11 163 rubli, czyli około 620 złotych).

Jak poinformowano właśnie w rosyjskiej Dumie ruch ten dotyczył będzie około 3 mln Rosjan, którzy do tej pory zarabiali mniej, pracując przede wszystkim w sferze budżetowej. Ale należałoby, zdaniem rosyjskich deputowanych, podnieść wynagrodzenia budżetówki w całości, bo są po prostu zbyt niskie, tylko, że na to nie ma, póki, co, pieniędzy.

Pieniędzy nie ma też Rosja na zasypywanie rosnącej dziury w systemie finansowania emerytur. Jak właśnie poinformowało Ministerstwo Pracy deficyt rosyjskiego ZUS w 2018 roku wzrośnie z planowanego pierwotnie poziomu 100 mld rubli do 256 mld. rubli. A to nie jedyna studnia bez dna. Inną są banki, zarówno publiczne, kontrolowane przez państwo, jak i prywatne. Mimo, że już kolejny rok z rzędu rosyjski Bank Centralny prowadzi sanację sektora, która w praktyce sprowadza się do upaństwowienia mających problemy instytucji finansowych, to końca wydatków na ten cel nie widać. Zgodnie z ostatnio opublikowanymi prognozami tylko w tym roku zagrożona jest przyszłość przynajmniej 50 rosyjskich banków, które jeśli nie dostaną pomocy od państwa, nie wdrożą programów naprawczych to najprawdopodobniej zbankrutują.

A to ok. 10 % wszystkich rosyjskich instytucji finansowych. Tylko, że upaństwowienie chwiejących się banków nie rozwiązuje jeszcze problemów. Najlepszym przykładem jest casus Wnieszekonombanku, instytucji jak najbardziej, państwowej. Otóż kolejny rok, korzystając z hojnej pomocy rządu realizuje on program restrukturyzacji swego portfela kredytowego. W 2016 roku pochłonął on niemal 500 mld rubli, a rok później, wg. oficjalnego raportu straty z tego tytułu osiągnęły poziom 250 mld.

Dla porównania, na operacje podniesienia minimalnego wynagrodzenia Rosjan rząd przeznaczył 16 mld, a gdyby chciał podnieść wynagrodzenia w całej budżetówce, to musiałby wysupłać minimum 500 mld.

Ale plany nowej kadencji Putina są niezwykle ambitne. Jak poinformowała agencja Bloomberg w ciągu 6 najbliższych lat na cele społeczne rząd rosyjski zamierza wydać ok. 10 bln rubli więcej niźli czyni to dziś. Rzecznik Kremla Pieskow odnosząc się do tych rewelacji powiedział, że suma będzie „nieco skromniejsza”, ale generalnie potwierdził plany swego pryncypała. Tylko skąd wziąć pieniądze? Sam wzrost cen eksportowanej przez Rosję ropy naftowej i gazu może nie wystarczyć. Tym bardziej, że w związku z amerykańskimi sankcjami trzeba też będzie znaleźć pieniądze na ratowanie ubożejących oligarchów. Odpowiedź na pytanie o źródła sfinansowania ambitnych planów Władimira Putina jest dość oczywista – podatki, a precyzyjnie rzecz ujmując ich wzrost.

Rosyjskie władze nie podjęły jeszcze decyzji, ale pracują nad kilkoma rozwiązaniami. Po pierwsze zastanawiają się czy nie podnieść podatku VAT (obecnie 20 %). Mówi się o 4 % dodatkowej „opłacie handlowej”. Inny wariant – wzrost podatku dochodowego o 2 % (z 13 do 15%). I oczywiście już prawie pewne, bo ostatnio sugerował to nawet ustępujący właśnie premier Miedwiediew, podniesienie wieku, w którym będzie się w Rosji przechodziło na emeryturę. Jednym słowem, Rosjanie, jeśli chcecie lepiej się leczyć, uczyć i wypoczywać musicie więcej i dłużej pracować, bo rząd potrzebuje na to wszystko więcej pieniędzy.

Jedna z moskiewskich gazet komentując te doniesienia zatytułowała swój artykuł – „jak będą nas doić, po to, aby zrealizować reformy Prezydenta”. Bez komentarza.

Komentarze