Opinie

Jak rosyjskie koncerny paliwowe ograły rząd

Marek Budzisz

Marek Budzisz

Przedsiębiorca, publicysta ekonomiczny, znawca Rosji

  • 15 czerwca 2018
  • 21:02
  • 2
  • Tagi: bank centralny banki finanse inflacja Rosja rubel stopy procentowe
  • Powiększ tekst

W piątek oczekiwana jest decyzja rosyjskiego Banku Centralnego, co do wysokości podstawowej stopy kredytowej, która jak na europejskie standardy jest niemała (7,25 proc.). Większość analityków jest zdania, że raczej nie należy spodziewać się jej obniżki, mało tego, rynek spodziewa się wzrostu.

Jest to zasadnicza zmiana nastrojów w porównaniu z rozpowszechnionymi jeszcze pod koniec ubiegłego roku, kiedy spodziewano się, że na przełomie 2018/19 stopa procentowa wyznaczana przez Bank Centralny oscylować może wokół 4 proc. O tym, że obawy analityków nie są pozbawione podstaw świadczy choćby wypowiedź prezes Banku Centralnego Elviry Nabiulliny, która występując na niedawno zakończonym forum finansowym w Petersburgu ostrzegła banki komercyjne, że te nie powinny nastawiać się na obniżki, a brać pod uwagę również scenariusz odwrotny.

Na zmianę nastrojów wpływ ma niewątpliwie to, co dzieje się w Rosji na rynku paliwa. A dzieje się dużo i warto to obserwować, bo na tym przykładzie widać wszystkie słabości rosyjskiej gospodarki. Otóż, polegając tylko na oficjalnych statystykach, od początku maja, ceny paliwa w Rosji wzrosły o 11,3 proc. W niektórych regionach wzrost był jeszcze silniejszy, nawet 20 proc. Wywołało to nie tylko falę niezadowolenia, ale nawet doprowadziło do strajków branży transportowej, która i tak od lat uskarża się na trudne warunki prowadzenia biznesu i wzrost presji fiskalnej. Patrząc na sprawę z punktu widzenia całej gospodarki tego rodzaju ruch cen, wzmacniany jeszcze prasowymi spekulacjami, że paliwo może kosztować pod koniec roku nawet 100 rubli (dziś około 47-48) wywołało dość istotny wzrost poziomu oczekiwań inflacyjnych ludności. Ostatnie raporty analityków rosyjskiego Banku Centralnego wskazują, że ten wskaźnik wzrósł w maju z poziomu 7,8 proc. do 8,6 proc. Wzrost cen paliw na rosyjskim rynku wewnętrznym z pewnością odbije się, co do tego raczej nie ma wątpliwości, na cenach artykułów konsumpcyjnych. Już teraz rolnicy skarżą się, że za paliwo musieli wiosną zapłacić przynajmniej 20 proc. więcej niźli w tym samym czasie roku poprzedniego. A pogoda też nie jest w tym roku korzystna. Szacuje się, że zbiory w Rosji, (która stała się w ostatnich latach największym na świecie eksporterem zboża) będą niższe. Wczoraj Bloomberg informował, że rosyjski Związek Producentów Zbóż obniża szacunki o 20 proc. Przyczyniła się do tego susza na południu i mroźna zima na Uralu. Spodziewany wzrost cen żywności jest, zatem niemal pewny. Dodatkowo eksperci alarmują, że wzrost cen paliw musi się przełożyć na drożyznę na rynku nabiału, bo Rosja cierpi na chroniczny deficyt mleka, czemu nie pomagają ostatnie zakazy na import z Białorusi. Transporty do przetwórni pokonywać muszą nawet 1000 km. Słabnący rubel (od początku roku stracił on niemal 20 proc. względem dolara) i zapowiedzi, że tego trendu nie da się odwrócić, również nie są ułatwieniem w walce z inflacją.

A na to wszystko nakładają się niedobre informacje z rosyjskiej gospodarki. Maleje produkcja przemysłowa, poziom inwestycji przedsiębiorstw oscyluje wokół zera, a konsumpcja ludności nie rośnie. Średnia kwota wydana przez statystycznego Rosjanina podczas wizyty w sklepie (badanie na podstawie analizy czeków kasowych) zmniejszyła się w Rosji w maju, w porównaniu z kwietniem o 2 proc. Nic dziwnego, zatem, że kolejne agencje (ostatnio Fitch) obniżają tegoroczne prognozy wzrostu rosyjskiego PKB, a nie trudno spotkać się z opiniami artykułowanymi przez rosyjskich analityków, że żadnego wzrostu nie będzie.

Ale warto też zastanowić się, co spowodowało ten nagły wzrost cen paliwa na rosyjskim rynku wewnętrznym, i to w kraju będącym największym eksporterem ropy naftowej na świecie? Pewnych wskazówek dostarczają w tym względzie informacje na temat inwestycji rosyjskich przedsiębiorstw. Otóż w porównaniu z rokiem ubiegłym nakłady na poszukiwania, badania geologiczne i wiercenia spadły o prawie 40 %. I to jest bezpośredni efekt porozumienia z OPEC w sprawie limitów wydobycia. Po cóż inwestować w nowe pola naftowe, kiedy nie wykorzystuje się w pełni możliwości wydobywcze na istniejących. Branża naftowa skarży się na ta od kilku miesięcy. Odpowiadający w rosyjskim rządzie za ten sektor minister Nowak już kilka tygodni temu, mówił, że o ile Rosja jest zadowolona z cen na rynku ropy, to kontyngenty produkcyjne winny jej zdaniem zostać podniesione. W podobnym tonie, w gruncie rzeczy wypowiedział się też ostatnio Władimir Putin, mówiąc w wywiadzie, że w jego opinii „sprawiedliwa” cena winna oscylować wokół 60 dolarów za baryłkę, a nie zmierzać w stronę 100, co zapowiada wielu analityków. Trudno to inaczej oceniać niźli, jako zapowiedź dążenia do wzrostu wydobycia ropy w Rosji. Pewną nadzieją, dla rosyjskich firm, mogą być sankcje wobec Iranu (prognozowany spadek eksportu, o co najmniej 30 proc.) i postępująca dezintegracja sektora wydobywczego w Wenezueli. Ale wydaje się, że rosyjskie firmy naftowe postanowiły wywrzeć, nazwijmy to eufemistycznie, presję na rząd, podnosząc ceny na rynku wewnętrznym. I zabieg ten okazał się nad podziw skuteczny. Wicepremier Kozak spotkał się z prezesami spółek naftowych i zaproponował deal – nie podnosicie cen, a rząd wycofuje się z planowanej na początek czerwca „reformy” podatku akcyzowego sprowadzającego się do podniesienia stawek na paliwa. Mało tego zaproponowano ich obniżenie oraz pomoc publiczną dla firm objętych amerykańskimi sankcjami. Tylko, że porozumienie w sprawie zamrożenia cen prowadzi do redukcji marży detalistów, o czym alarmuje stowarzyszenie zrzeszające właścicieli 15 tysięcy rosyjskich stacji benzynowych. I w efekcie takiego „ręcznego sterowania gospodarką” mogą zostać one po prostu uduszone przez koncerny. Już obserwuje się początki kryzysu i zamykanie stacji. W efekcie może zmniejszyć się konkurencja, a cena i tak w dłuższej perspektywie wzrośnie, czyli duzi gracze wyjdą na swoje. A co z inflacją? Ta chyba raczej nie może w tej sytuacji spaść.

Komentarze