Opinie

Jak Poroszenko przewalił Unię na miliard euro

Michał Kozak

  • 17 czerwca 2018
  • 21:06
  • 6
  • Tagi: polityka poroszenko przewał ukraina unia europejska
  • Powiększ tekst

Parlament Europejski 13 czerwca przegłosował wydzielenie Ukrainie miliarda euro wsparcia makroekonomicznego. To, jak przekonują w Brukseli odpowiedź na spełnienie przez ukraińskie władze wymogu co do stworzenia pod kontrolą Zachodu sądu antykorupcyjnego ścigającego skorumpowanych polityków znad Dniepru. Tyle że żadnego postępu w rzeczywistości nie ma, oskarżani o korupcję politycy z Kijowa dostali za to ustawową gwarancję «załatwienia sprawy» przed równie jak oni skorumpowanymi sądami powszechnymi, a eurodeputowani dali się nabrać ekipie ukraińskiego prezydenta-oligarchy Petra Poroszenki na stary cinkciarski trik.

Przewalanka, to słynny w czasach PRL numer cinkciarzy-oszustów w ostatniej chwili odwracających uwagę swojej ofiary i w miejsce prawdziwych banknotów, które już trzymała w dłoni podkładających jej plik pociętego papieru, o czym ofiara przekonuje się dopiero po jakimś czasie, kiedy w domowym zaciszu sięga po jak sądzi plik banknotów, które przecież na własne oczy widziała i nawet własnoręcznie liczyła. Teraz za sprawą ekipy Poroszenki, która właśnie wykonała taki manewr w Kijowie robi on międzynarodową karierę. Różnica tylko w skali — cinkciarze «kroili» swoją ofiarę zwykle na góra kilkaset dolarów, ekipa Poroszenki postanowiła zrobić Unię Europejską, a za jej pośrednictwem unijnych podatników na bagatela miliard euro. Za plik papierków posłużyła jej podłożona naiwniakom z Brukseli przerobiona w ostatniej chwili cichaczem ustawa o sądzie antykorupcyjnym.

Ale po kolei.

Przez ponad rok Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Unia Europejska wstrzymywały programy makroekonomicznego wsparcia dla Ukrainy. Kością niezgody było stworzenie w Kijowie pod nadzorem Zachodu wyspecjalizowanego sądu antykorupcyjnego, który będzie sądził przestępstwa korupcyjne popełniane przez polityków i urzędników najwyższego szczebla przyzwyczajonych do traktowania budżetu państwa jak prywatnej skarbonki. Ukraiński prezydent-oligarcha Petro Poroszenko wzbraniał się przed powołaniem sądu jak mógł, w obliczu zagrażającego Ukrainie załamania systemu finansów publicznych w końcu jednak zmuszony był ustąpić.

7 czerwca ukraiński parlament przyjął ustawę, której domagali się zachodni partnerzy Ukrainy. A już 13 czerwca z powołaniem się właśnie na przyjęcie tej ustawy, jako na dowód wypełnienia przez Kijów swoich zobowiązań Parlament Europejski zdecydował o przyznaniu Ukrainie w latach 2018-19 miliarda euro wsparcia makroekonomicznego.

Jednak jak się okazuje w wersji zupełnie innej niż obiecywano. Już kilka godzin po głosowaniu w Brukseli nad Dnieprem wybuchła bomba - usunięty niedawno za «krnąbrność» z funkcji szefa parlamentarnego komitetu do spraw walki z korupcją deputowany Jehor Soboliew poinformował, że w podpisanej przez Petra Poroszenkę i oficjalnie opublikowanej wersji ustawy znalazły się zapisy, które nie były znane głosującym na ustawą parlamentarzystom, a które pozwalają uniknąć odpowiedzialności przyłapanym na korupcji politykom reżimu Janukowycza i obecnej ekipy.

A wszystko dzięki usunięciu cichaczem w ostatniej chwili z przepisów przejściowych ustawy punktu, który mówił, że sprawy apelacyjne w już toczących się przed sądami powszechnymi potępowaniach o korupcję rozpoznawać będzie wyłącznie sąd antykorupcyjny.

W wyniku tej zmiany sprawy apelacyjne w już rozpoczętych postępowaniach wobec oskarżonych o korupcję polityków najwyższego szczebla będą nadal rozpoznawały sprzedające dziś, jak wieść niesie wyroki jak ziemniaki na bazarze, sądy powszechne, w których za odpowiednią gratyfikację można kupić dziś dowolny wyrok, a nie «czysty jak łza» stworzony od podstaw pod kontrolą Zachodu sąd antykorupcyjny.

Komu ekipa Poroszenki zagwarantowała «przewalanką», że w żadnym razie nie stanie przed sądem antykorupcyjnym? Według Soboliewa m.in. oskarżanemu o organizację fałszerstw wyborczych powołanemu jeszcze w czasach Janukowycza byłemu szefowi Centralnej Komisji Wyborczej Michajło Ochendowskiemu — właścicielowi pałacowej rezydencji pod Kijowem, jakiej z legalnych zarobków nie dałby rady sobie wybudować, czy byłemu deputowanemu Bloku Petra Poroszenki a potem szefowi ukraińskiej skarbówki Romanowi Nasirowowi oskarżonemu o nadużycia kosztujące ukraiński budżet ok. 100 mln dolarów,

W odpowiedzi na ujawnienie zmian ustawy Rusłan Kniaziewicz, szef odpowiedzialnego za prace nad ustawą komitetu do spraw polityki prawnej i praworządności z prezydenckiego Bloku Petra Poroszenki opublikował na stronie internetowej parlamentu oświadczenie, w którym oznajmił, że nikt niczego nie fałszował, «widziały gały co brały», poprawka była znana wszystkim, była ogłoszona z parlamentarnej mównicy, jest w dokumentach i wszystko odbyło się legalnie. Co prawda, jak wynika z parlamentarnych stenogramów nikt nikogo o wykreśleniu kluczowego zapisu nie informował, ale co tam.

I można by się śmiać z tego wszystkiego. Z żenującej jakości procesu legislacyjnego na Dnieprem, z widocznego, przechodzącego w histerię panicznego strachu ludzi rządzącej ekipy przed odpowiedzialnością przed niezależnym, wolnym od korupcji sądem za bezprecedensowej skali grabież swojego kraju, z naiwności brukselskich urzędników i polityków Europarlamentu dających się oszukać jak dzieci i wypłacających za nic niewarty świstek papieru miliard euro z kieszeni unijnych podatników. Można by się śmiać, gdyby nie kilka «ale», które zmuszają do zastanowienia.

Jak komentują w Kijowie — nie ma możliwości, by taki numer został wycięty bez wiedzy Poroszenki, zaś autorów przewalanki należy tak naprawdę szukać nie w parlamencie, a w administracji prezydenta Ukrainy.

Przewalanka rujnuje do szczętu te resztki zaufania zachodnich partnerów do Ukrainy, jakie jeszcze skorumpowanej ekipie udało się zachować. I nie ma najmniejszej możliwości, by ukraiński prezydent-oligarcha nie zdawał sobie z tego sprawy. Był wszak w swojej historii nie tylko współzałożycielem prorosyjskiej Partii Regionów, ale i ministrem spraw zagranicznych. Jednak z jakiegoś powodu Poroszenko ma to w nosie.

W dodatku ma ona miejsce w sytuacji kiedy od kilku tygodni trwa i nabiera rozpędu rosyjska aneksja basenu Morza Azowskiego, gdzie okręty rosyjskiej straży granicznej codziennie zatrzymują statki płynące do portów w Mariupolu i Berdiansku. W sytuacji, w której szereg ekspertów przestrzega przed możliwością zmasowanego frontalnego ataku wojsk rosyjskich na południu Ukrainy, którego celem miałoby być zajęcie terenów na lewym brzegu Dniepru i przejęcie kontroli nad zamkniętym dziś kanałem doprowadzającym niegdyś wodę na okupowany przez Rosję Krym. Każdy dbający o przyszłość swojego kraju polityk robiłby w takiej sytuacji wszystko, by zaskarbić sobie zaufanie sojuszników i unikał wszystkiego co mogłoby je nadwątlić. Każdy, ale nie ukraiński prezydent.

Skoro w takiej sytuacji Poroszenko i jego ekipa decydują się, jak to mawiają nad Dnieprem «kynuty», czyli zrobić na szaro zachodnich partnerów Ukrainy, przychodzi na myśl znana rosyjska anegdota, w której chłop Iwan zapytany co by zrobił, gdyby został carem odpowiada z rozbrajającą szczerością — Ukradłbym sto rubli i uciekł.

Wyłaniające się spod «antykorupcyjnej przewalanki» traktowanie władzy i funkcji publicznych jako źródła prywatnej korzyści, od której wszystkim wara i gotowość utraty sojuszników, byle tylko nie stracić nagrabionego majątku, to tak naprawdę dowód na brak wiary w przyszłość Ukrainy u rządzących nią i traktowanie jej wyłącznie jak mocnotymczasowego źródła niezłych dochodów. I tego, że sami już dawno widać postawili na niej krzyż.

Precedens już był — w lutym 2014 r. świat obiegły kadry z kamer monitoringu pokazujące upakowane kartonami banknotów i antykami ciężarówki, jakimi poprzednik Poroszenki uciekał do Rosji. Jego następca, jakby co  też ma dokąd uciec — czeka na niego, jak ujawniło przeprowadzone przez ukraińskich dziennikarzy śledztwo skrzętnie ukrywana przez podatnikami luksusowa rezydencja w hiszpańskiej Marbelli.

I to już nie jest powód do śmiechu. Bo kiedy już putinowska machina agresji przy wydatnej pomocy ukraińskich polityków upora się z Ukrainą, kolej przyjdzie na państwa nadbałtyckie i Polskę. A to wcale zabawne nie jest.


Dla chcących naocznie przekonać się, jak się przewala Unię na miliard euro kilka linków do źródeł:

Tekst ustawy przygotowany do drugiego czytania i przedstawiony unijnym politykom

Wrzucony w ostatniej chwili projekt stanowiska parlamentarnego komitetu wywracający ustalenia z UE

Stenogram z posiedzenia komitetu

Stenogram z posiedzenia ukraińskiego parlamentu z 7 czerwca

Opublikowana 11 czerwca ustawa o sądzie antykorupcyjnym gwarantująca już przyłapanym na korupcji politykom, że przed nim nie staną

Komentarze