Opinie

Czy wraca bipolarny porządek?

Jerzy Bielewicz

Jerzy Bielewicz

Finansista, były prezes stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek". Absolwent IP Business School na Uniwersytecie Western Ontario, były doradca Goldman Sachs i Royal Bank of Kanada, specjalista w dziedzinie negocjacji z bankami w imieniu przedsiębiorstw.

  • 6 lipca 2018
  • 21:21
  • 0
  • Tagi: Chiny geopolityka globalizacja gospodarka polityka Rosja USA
  • Powiększ tekst

Wydarzenia ostatnich tygodni być może dowodzą, że wraca stary dobry bipolarny porządek świata. Tym razem rolę „Wschodu” biorą na siebie Chiny, podczas gdy USA pozostaje liderem „Zachodu”. Oto obie strony z definicji skazane na wyścig do roli hegemona, odważnie stają na linii startu, a bukmacherzy przyjmują zakłady: kto wygra?

Obywatele Państwa Środka upierają się, że chcą tego, co im należne i wynika z tysiącleci zapisanych na kartach historii. Chiny stają jednak do konkurencji z dużym handicapem po jeszcze świeżych zmianach ustrojowych, które kuszą przywódcę kraju, Xi Jinpinga perspektywą dożywotniej prezydentury i niczym nieograniczonej władzy absolutnej…

Wojna handlowa czy negocjacje?

Już na początku spektaklu, świat zamarł na chwilę na wieść o wojnie handlowej między USA a Chinami… Giełdy lecą w dół jak kamień, a politycy mnożą apele o rozsądek, ugodę i porozumienie. Równie szybko przychodzi opamiętanie. Wojna? Jaka wojna? Przecież to tylko negocjacje, o czym poinformował Steven Mnuchin, sekretarz skarbu w administracji prezydenta Donalda Trumpa, wskazując przy okazji na bilateralne porozumienie USA z Koreą Południową, sąsiadem ChRL. Prezydentowi USA nie sposób odmówić doświadczenia w negocjacjach. Tak właśnie jako deweloper zrobił fortunę. Nie stronił też od ryzyka, skoro osiągnął spektakularny sukces w budowlance, sektorze narażonym na cykliczne wzloty i upadki. Jak mu idzie w polityce? Też dobrze, o czym świadczą: cięcia podatków, repatriacja zysków przez koncerny zarejestrowane w USA czy imponujący program inwestycji infrastrukturalnych. Z drugiej strony, nobliwy z wyglądu przywódca Chin zyskał międzynarodowe uznanie i autorytet, gdy „jego” Jedwabny Szlak z projektu i idei na papierze wszedł w fazę szybkiej realizacji w przeciągu zaledwie czterech lat.

Co łączy obu panów? Oczywiście interesy. Po pierwsze w energetyce! Chiny w ciągu dwóch dekad zajęły miejsce USA jako największy konsument i importer ropy naftowej/gazu ziemnego na świecie. Stąd też nie dziwi, że dążą do ustanowienia rynku petro-juana. Wyznaczenie benchmarku na ceny ropy w lokalnej walucie może w teorii przynieść duże oszczędności finansowe, eliminując między innymi ryzyko kursowe. I dlatego chiński regulator zdecydował o zwolnieniu inwestorów i brokerów handlujących ropą za juany z podatku dochodowego aż na trzy lata. Czy tak daleko idące zachęty wystarczą? Trudno powiedzieć… Póki co, chętnych instytucji z zagranicy do handlu w petro-juanach nie widać… Z kolei USA dzięki „rewolucji łupkowej”, dzierżą od niedawna pierwsze miejsce w wydobyciu ropy i gazu (węglowodorów) łącznie, a w bieżącym roku osiągną również prymat w produkcji samej ropy, dystansując Rosję i Arabię Saudyjską. Już w dwa lata od zniesienia ścisłego zakazu eksport ropy, USA wysyłają dziennie za granicę 1,5 miliona baryłek tego nośnika energii. Na ścisłą współpracę w dziedzinie energetyki wskazują również umowy i listy intencyjne idące w setki miliardów, dotyczące wspólnej eksploatacji złoży ropy i gazu w… stanach Teksas, Wirginia i Alaska podpisane podczas wizyty prezydenta Trumpa w Pekinie w listopadzie 2017 r. Wątpliwości nie pozostawił również Wilbur Ross, sekretarz ds. handlu, kiedy przy okazji ogłoszenia planu wprowadzenia taryf celnych wskazał, że eksport ropy i gazu z USA do Chin może skutecznie ograniczyć deficyt/nadwyżkę we wzajemnej wymianie towarowej.

Czego jeszcze oczekuje prezydent Trump od Xi Jinpinga? Zmian w prawie, które umożliwią amerykańskie inwestycje w Chinach i ich pełną kontrolę bez naruszania przez gospodarzy praw do własności intelektualnej. W sferze negocjacji leżą sektory gospodarki jak bankowość, usługi finansowe, zaawansowane technologie, handel w internecie czy produkcja i sprzedaż samochodów, w tym przede wszystkim elektrycznych. W zamian Chiny, poza dostawami nośników energii, mogą liczyć na dostęp do rynku wewnętrznego USA, który absorbuje z zagranicy towary o wartości 2,5 bln dol. rocznie. Stosunkowo znikome wartości towarów z Państwa Środka objętych od niedawna taryfami celnymi w USA, rzędu 6 mld dol. oraz kontrtaryf chińskich wskazują, że nie sposób mówić o wojnie celnej. Oba mocarstwa dążą do porozumienia, negocjując ustępstwa stron na poszczególnych polach. I tak, 3 i 4 maja amerykańska delegacja gościła z roboczą wizytą w Pekinie, a w jej skład weszli czołowi przedstawiciele administracji prezydenta Trumpa, m.in. ministrowie Steven Mnuchin i Wilbur Ross, co świadczy niezbicie o nadzwyczajnej randze rozmów. 10 dni później do Waszyngtonu zawitał wraz z chińską delegacją Liu He, członek Politbiura, wicepremier i architekt strategii gospodarczej realizowanej od początku prezydentury Xi Jingpinga. Oczywiście, jak to bywa w negocjacjach otwarta wojna celna może stać się faktem, jeśli weszłyby w życie już zapowiedziane amerykańskie taryfy celne na towary z Chin o wartości 150 mld dol., a więc więcej niż wynosi cały roczny przepływ towarów z USA do Chin!

Jeśli jednak numery „jeden” i „dwa” w światowej gospodarce dogadają w ciągu najbliższych miesięcy, to ich pakt może dotyczyć nie tylko bilateralnych stosunków, ale również szeregu innych kwestii w szeroko pojętym handlu międzynarodowym oraz w polityce. Przykładem tego jest już teraz współpraca obu mocarstw w rozwiązaniu konfliktu na Półwyspie Koreańskim.

Postępująca samoizolacja Rosji

Rosja Putina z każdym miesiącem i rokiem traci pozycję w wyścigu o światowe przywództwo. I nie chodzi tylko o złą sytuację gospodarczą, utratę wpływów politycznych w Azji Środkowej i Europie Wschodniej oraz bezwzględne podporządkowanie Chinom w Azji Wschodniej. Tym razem idzie o blamaż rosyjskiej polityki na Bliskim Wschodzie, a więc o stabilność regionu, który pozostaje kluczowy dla rynku energii i kształtowania cen ropy naftowej. Niedawne nominacje w Waszyngtonie, wskazują, że USA może z pełną mocą i zaangażowaniem wrócić na Bliski Wschód. John Bolton i Mike Pompeo, odpowiednio nowo powołani: doradca Prezydenta USA ds. Bezpieczeństwa Narodowego i sekretarz Departamentu Stanu, obaj określani jako „jastrzębie” w stosunkach międzynarodowych, z całą pewnością nie zamierzają poddawać się dyktatowi Rosji Putina i Iranu. Daleko szukać nie trzeba, by udowodnić tę tezę. Wystarczy wziąć pod uwagę znaczenie decyzji prezydenta Trumpa o wycofaniu się z „porozumienia nuklearnego” z Iranem.

Tymczasem po nieudanej próbie otrucia w Wielkiej Brytanii byłego rosyjskiego szpiega Siergieja Skripala, samoizolacja Rosji postępuje w przyśpieszonym tempie. Gremialne wydalenia rosyjskich dyplomatów z kilkudziesięciu krajów okazały się jedynie wstępem do bardzo poważnych sankcji gospodarczych wymierzonych w oligarchów z otoczenia Putina. Jednocześnie Zachód nie uzyskał odpowiedzi na podstawowe pytania, choćby: czy broń chemiczna, znana jako Nowiczok, użyta przeciw Skripalowi, dalej znajduje się, a jeśli, to w jakiej ilości na terytorium Wielkiej Brytanii czy może innego kraju UE? Trudno też przecenić wagę użycia zakazanego prawem międzynarodowym gazu bojowego na terytorium jednego z państw członkowskich Sojuszu Północnoatlantyckiego…

Niedawne wybory i inauguracja na kolejnej kadencji Władymira Putina na stanowisku prezydenta, którym towarzyszyły demonstracje sprzeciwu w ponad setce największych miast, pokazują, że władza w Rosji coraz bardziej zamyka się w wieży z kości słoniowej, izolując również od obywateli własnego kraju. Teraz do rozpoczęcia Mundialu w Rosji w czerwcu tego roku „świat zewnętrzny” doświadcza swoistego „antraktu” agresywnych poczynań Rosji. Jednocześnie jest to czas namysłu tamtejszych elit w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: Co dalej wobec stagnacji w gospodarce, wszechogarniającej korupcji i rosnącej fali sprzeciwu w społeczeństwie?

»» O scenariuszach dla Rosji po zakończeniu Mundialu czytaj tutaj:

Rosyjskie władze przygotowują się do kryzysu

Unia Europejska na rozdrożu

Choć nikt o tym nie mówi głośno, to UE pozostaje na rozdrożu nie tylko ze względu na trwający brexit, ale też inne nierozwiązane problemy i konflikty. O wiele groźniejsze dla Wspólnoty zdają się reperkusje związane z niestabilną sytuacją polityczną i finansową w Republice Włoskiej, narastająca nierównowagą Północ–Południe czy wreszcie strategiczna współpraca Niemiec z Rosją w sektorze energetycznym. Zwłaszcza dychotomia w polityce Niemiec wobec Rosji rodzi obawy u innych europejskich partnerów. Z jednej strony Angela Merkel twierdzi, że chce podtrzymania unijnych sankcji wobec tego kraju, z drugiej zaś rozpoczęto prace po stronie niemieckiej związane z budową gazociągu po dnie Morza Bałtyckiego Nord Stream II, który po wybudowaniu podwoi możliwości przesyłowe gazu naturalnego z Rosji bezpośrednio do Niemiec z pominięciem Ukrainy i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Taki projekt w sposób oczywisty na lata uzależnia same Niemcy i całą Unię Europejską od dostaw gazu z Rosji, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że istniejące moce przesyłowe pozostają wykorzystane w zaledwie w 50 proc. Rosja nie kryje też, że zamierza wstrzymać przesył gazu tranzytem przez terytorium Ukrainy. Tymczasem, inwestycje na nowy gazociąg wielokrotnie przewyższają nakłady niezbędne na podtrzymanie istniejącej i nie w pełni wykorzystanej infrastruktury przesyłowej.

Dodatkowo, Niemcy nadużywają swoich wpływów w Komisji Europejskiej, Parlamencie Europejskim i Radzie Europejskiej, by zneutralizować formalny sprzeciw wobec Nord Stream II państw takich, jak Polska i kraje bałtyckie. Komisja wszczęła co prawda śledztwo w sprawie monopolistycznych praktyk Gazpromu, jednak skłania się wbrew faktom i logice, ku ugodzie i decyzjom po myśli rosyjskiego giganta i monopolisty. Podobnie prace w PE i RE idą w kierunku wyznaczonym przez Niemcy, a pośrednio Rosję, mimo jasnego sprzeciwu innych członków Wspólnoty. W tej sytuacji do symbolu urasta obecność byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera na uroczystościach inaugurujących kolejną kadencję Putina i demonstracyjny uścisk dłoni, jaki obaj panowie raczyli wymienić ostentacyjnie przed kamerami światowych mediów. A przecież to bijący w oczy dowód na korupcję polityczną niemieckiego establishmentu. Były kanclerz od lat zarabia krocie nie tylko jako mecenas projektów Nord Stream I i II, ale też jego stawka niedawno znacznie podskoczyła wraz z objęciem kolejnej posady, tym razem w radzie nadzorczej innego kontrolowanego przez państwo rosyjskiego giganta energetycznego, Rosnieft (zajmuje się wydobyciem, przesyłem oraz sprzedażą ropy naftowej). Po kilkunastu tysiącach ofiar wojny na Ukrainie, po aneksji Krymu przez Rosję, Niemcy dalej idą „na rympał”, wspierając reżim Putina, zupełnie jak pospolity przestępca złapany na gorącym uczynku.

O wyższości demokracji nad dyktaturą

Wielu komentatorów przychylnych Chinom stawia tezę, że być może mamy do czynienia z jakościowo nowym modelem ustroju państwa. Lepszym może niż… zachodnie demokracje. Ba, Chiny robią wszystko, by utwierdzić te przekonania, a podarowanie Niemcom monumentalnego pomnika przedstawiającego stylizowaną na komunistyczną modłę postać Karola Marksa, to doprawdy chichot historii. Jakby unijni biurokraci w rodzaju Jean-Claude Junckera nie chcieli brać lekcji z historii i zamykali oczy na przykłady nam współczesne. Weźmy choćby Rosję. Czy kolejna już kadencja prezydenta Putina okaże się tak korzystna dla obywateli tego kraju, jak pierwsza, kiedy zwalczał konkurentów i siłą rzeczy dyscyplinował system władzy? Czy kolejna kadencja Angeli Merkel na fotelu kanclerza przysporzy Niemcom sukcesów, czy może prowadzi na manowce: do sporów i napięć z sąsiadami, a być może nawet do dalszej dezintegracji UE? I w końcu: czy rodzący się kult Xi Jinpinga w Chinach okaże się na dłuższą metę dobry dla gospodarki Państwa Środka? Pytania wydawałoby się retoryczne, zwłaszcza dla nas Polaków, szczególnie doświadczonych przez dwie zbrodnicze ideologie: nazizm i komunizm.

Nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z rodzeniem się nowego światowego ładu, gdzie w ostatecznym rozrachunku Niemcy i Unia znajdą swe miejsce u boku USA, Chiny poszerzą wpływy w Azji, a Rosja pozostanie ziemią niczyją, staczając się w niebyt i kryzys gospodarczy pod brzemieniem dyktatury Putina. W dużej mierze kierunek zmian na świecie wskaże rozwój sytuacji na Półwyspie Koreańskim. Jeśli USA i Chiny doprowadzą do denuklearyzacji tego zapalnego regionu i formalnego zakończenia wojny między obu Koreami, a może nawet do zjednoczenia Korei na wzór Niemiec, to miejsce Kim Dzong Una zajmie inny niebezpieczny, agresywny i krwawy dyktator oraz samozwańczy pretendent do władzy nad światem rezydujący w okolicach Placu Czerwonego. „One down, one to go” – powiedzą wówczas Amerykanie Chińczykom.

Jerzy Bielewicz, „Gazeta Bankowa” czerwiec 2018 str. 20-23

Więcej informacji i komentarzy o polskiej gospodarce i sektorze finansowym znajdziesz w „Gazecie Bankowej” - bieżące wydanie do kupienia w kioskach i salonach prasowych

Gazeta Bankowa” dostępna jest także jako e-wydanie, także na iOS i Android – szczegóły na http://www.gb.pl/e-wydanie-gb.html

Komentarze