Opinie

Bank w telefonie / autor: Pixabay
Bank w telefonie / autor: Pixabay

Oddziały banków znikną? Śmiem wątpić

Marek Siudaj

Marek Siudaj

Redaktor zarządzający wGospodarce.pl

  • 28 sierpnia 2018
  • 17:04
  • 16
  • Tagi: Afryka bankowość mobilna biznes finanse innowacje
  • Powiększ tekst

Prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło podczas konferencji wynikowej powiedział, że wkrótce zniknie 70 proc. placówek banków, które zajmują się przyjmowaniem gotówki. Myślę, że to całkiem prawdopodobne. Jednak to wcale nie oznacza, że znikną oddziały bankowe.

Obecnie w modzie jest bankowość mobilna. Coraz więcej osób instaluje sobie aplikacje, umożliwiające kontakt z bankiem poprzez internet, przybywa także tych, co z tych aplikacji korzystają. Zaczynają się pojawiać prognozy, że wkrótce znikną placówki bankowe, przepadnie także gotówka. Bo przecież – takie słyszy się opinie – bankowość mobilna jest taka supernowoczesna.

Czytaj Prezes PKO BP o przyszłości banków

Otóż nie jest. Tak naprawdę bankowość mobilna jest najbardziej rozpowszechniona w krajach, które mają najwięcej problemów z infrastrukturą i bezpieczeństwem. Mówiąc wprost, bankowość mobilna święci triumfy w krajach najbardziej zacofanych.

Nie tak dawno rozmawiałem z Nigeryjczykiem. Pokazał mi pęk tokenów i komórkę i powiedział, że to są jego banki. Banki, bo miał kilka kont. Przyjechał do Polski robić biznes, ale w kieszeni miał swoje banki.

Jak wyjaśnił, powodem popularności bankowości mobilnej jest m.in. rzadka sieć placówek bankowych. Do najbliższej placówki bankowej jest często kilkadziesiąt kilometrów, do której trzeba dojechać po drogach niezbyt dobrej jakości (nigeryjskie drogi wymagają częstych remontów, bo warstwa nośna jest zbyt cienka). Na dodatek nie są one zbyt bezpieczne. O wiele wygodniej, łatwiej i bezpieczniej jest korzystać z bankowości mobilnej. Wiele osób w Nigerii, według mojego rozmówcy, z bankowością zetknęło się dopiero wtedy, kiedy zaczęła być ona mobilna.

Ktoś powie, że Afryka to jedno, ale przecież bankowość mobilna popularna jest także w supernowoczesnych krajach skandynawskich. Przecież to ze Szwecji pochodzi pierwowzór polskiego Blika, czyli Swish.

To prawda, kraje skandynawskie są bardzo rozwinięte, bogate i w dużej części bezpieczne (choć opinie na temat bezpieczeństwa w Szwecji są coraz gorsze), ale w jednej rzeczy przypominają Afrykę: odległości. Są obszary w tych krajach, gdzie niewiele osób mieszka i jest niewiele większych ośrodków, a tym samym mało jest placówek bankowych. Do tego jeszcze dochodzi zima, zdecydowanie ostrzejsza niż w Polsce. Nic dziwnego, że Finowi nie chce się w grudniu z domu wychodzić i woli sprawy bakowe załatwić przez telefon.

W innych krajach takiego pędu do zamykania placówek nie ma. Oczywiście, możemy mówić, że Niemcy są zacofane pod względem nowoczesności rozwiązań bankowych, zaś Francja dopiero goni Polskę, ale przecież Hiszpania czy Wielka Brytania są na podobnym poziomie rozwoju bankowości – i tam oddziały nadal istnieją. Oczywiście, są sukcesywnie zamykane, ale o całkowitej rezygnacji z placówek bankowych nie ma mowy.

I myślę, że będą istnieć nadal. Nie bez kozery Zbigniew Jagiełło mówił o oddziałach prowadzących obsługę wpłat, nie zaś o oddziałach w ogóle. Te bowiem pozostaną, tyle że będzie ich mniej, będą mniejsze i będą zajmowały się głównie doradztwem.

Podobną opinię słyszałem z ust prezesa ING BSK, a także od szefów kilku innych banków. Wszyscy bowiem doskonale zdają sobie sprawę, że cała ta technologia, innowacje i nowoczesne urządzenia to za mało. Że kiedy pojawia się potrzeba, człowiek musi porozmawiać z drugim człowiekiem. I tylko człowiek jest w stanie sprzedać produkt drugiemu człowiekowi.

Poza tym nasza infrastruktura i poziom bezpieczeństwa oraz gęstość zaludnienia jest taka, że wyprawa do banku to co najwyżej niezbyt długa wycieczka, a nie wyprawa, w której można stracić nie tylko mienie, ale i życie. No i też mamy swoje przyzwyczajenia, które strasznie trudno jest zmienić nawet najlepszym technologiom.

Oczywiście, że rzadziej korzystamy z oddziałów bankowych, odkąd pojawił się internet i konta w sieci. Jednak to, że z czegoś korzystamy rzadziej, nie oznacza, że uważamy to za coś niepotrzebnego. Każdy z nas bowiem czuje się znacznie lepiej, wiedząc, że gdyby coś się stało, w razie potrzeby czy konieczności, ma oddział banku tuż obok, całkiem niedaleko. I to poczucie bezpieczeństwa, wynikające z bliskości placówki, jeszcze długo będzie decydować o tym, gdzie założymy swoje konto.

Komentarze