Opinie

Zamknięte / autor: Fratria
Zamknięte / autor: Fratria

Naszym problemem są instytucje

Marek Siudaj

Marek Siudaj

Redaktor zarządzający wGospodarce.pl

  • 17 października 2018
  • 16:39
  • 3
  • Tagi: biznes doganianie PFR prawo raport
  • Powiększ tekst

Piszemy dzisiaj o rankingu państw pod względem konkurencyjności. W tym zestawieniu, opracowanym przez World Economic Forum, Polska zajęła 37 miejsce. Są dobre informacje – otóż zostaliśmy uznani za jedno z 31 państw o najwyższej stabilności makroekonomicznej. Ale są i złe – otóż pod względem otoczenia instytucjonalnego jesteśmy na pozycji 53 pozycji. I choć jeszcze gorzej jest pod względem adaptacji w Polsce technologii informatyczno-technologicznych, to jednak uważam, że największy problem mamy z instytucjami.

Ot, niedawno musiałem na policji zgłosić kradzież tablic. Strapiony policjant zapytał mnie, czy nie mógłbym się pojawić za dwie godziny, bo obecnie na komisariacie mają odprawę. Musiałem poczekać, więc później przyjechałem do pracy, poza tym brak zgłoszenia w systemie oznaczał, że przestępcy mieli więcej czasu na wykorzystanie skradzionych numerów.

Przy okazji okazało się, że zgłoszeń kradzieży tablic z parkingu, gdzie skradziono moje tablice, jest znacznie więcej. Jednak nikt z posterunku nie pofatygował się po to, aby ostrzec kierowców. A przecież wystarczyłoby wysłać policjanta z plikiem wydrukowanych ulotek i być może kierowcy zaczęliby się zabezpieczać.

Jesteśmy w okresie przedwyborczym i wszędzie słychać kpiny, że władze samorządowe na potęgę kopią, budują i remontują, bo liczą na ponowny wybór. Oczywiście, inwestują również i w innych okresach, jednak przed wyborami akurat robi się rzeczy, które są i widoczne, i ważne z punktu widzenia mieszkańców. Mało tego – da się zrobić rzeczy, zdawałoby się niemożliwe, jak choćby likwidacja sowieckiego pomnika w Parku Skaryszewskim w Warszawie.

Czytaj Polska najbardziej stabilna gospodarczo na świecie

Mój kolega od pewnego czasu do jakiś czas wykonuje pielgrzymkę do jednego z urzędów powiatowych, aby załatwić sprawy związane z działką, jaką tam posiada. Wkrótce będzie jechał znowu, po mapkę. Tak, dokładnie – musi przejechać kilkadziesiąt kilometrów tylko po to, aby dostać wydruk z pieczątką poświadczającą, że mapka jest aktualna. I nawet nie chodzi o to, że urzędnicy w starostwie robią wszystko, aby mojego kolegę często widywać, ale taki wydruk jest potrzebny do sądu. Sąd bowiem musi dostać kwit papierowy, bo przecież sprawdzenie stanu faktycznego jest poniżej godności pracowników wymiaru sprawiedliwości.

To niby są drobiazgi, ale one właśnie kształtują nasze życie. No i budują tzw. państwową kulturę korporacyjną. Trudno jest spodziewać się, aby ktoś, kto jest traktowany ciągle jak petent, nie zaczął traktować innych jak petentów, kiedy tylko ma do tego okazję.

Do tego jeszcze dochodzi zawodowa ostrożność. Kiedyś przeprowadziłem rozmowę z urzędnikami z KNF na temat tego, czemu nikt z zarządów firm ubezpieczeniowych nie został ukarany ani za nierzetelną sprzedaż polis inwestycyjnych na początku pierwszej dekady XXI wieku, ani za powtórkę tej sytuacji, tyle że z użyciem polisolokat pod koniec tejże dekady. Okazuje się, że według prawa firmy ubezpieczeniowe w żaden sposób nie mają wpływu na zachowanie swoich agentów.

Oczywiście, wszyscy wiedzą, że jest inaczej, jednak ze względu na ostrożność urzędnicy trzymali się litery prawa, a nie jego ducha, który nakazuje chronić konsumentów. I nic dziwnego, bo wszyscy doskonale wiemy, że sąd, jeśli będzie orzekał, także weźmie pod uwagę literę przepisu. A, jeśli będzie taka potrzeba, nawet literę pominie, bo sędziowie od dawna pokazują Polakom, że interes korporacji ważniejszy jest od sprawiedliwości.

Doskonałym przykładem jest wysyłanie pytań do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejski. Jest jasne, że sądy mają prawo pytać TSUE o interpretację przepisów unijnych, ale niechże to pytanie ma jakiś związek ze sprawą. A tymczasem mamy sytuację taką, że sędzia pyta o to, czy jest niezależny, kiedy chodzi o skazanie handlarza narkotyków. Dla sędziego nie ma znaczenia, że brak skazania handlarza podkopuje wiarę w system sprawiedliwości i w skuteczność państwa. Liczy się dla niego jedynie to, że chce zabłysnąć przed kolegami z korporacji.

Takich przykładów jest mnóstwo, spotykamy je praktycznie na każdym kroku. I choć zwykle te utrudnienia nie dotyczą spraw poważnych, tylko drobnych, to jednak tym bardziej są zauważalne i tym bardziej utrudniają życie.

Niedawno Polski Fundusz Rozwoju zaprezentował raport, w którym Paweł Dobrowolski, główny ekonomista PFR, pisał o metodach dogonienia Zachodu. Wynikało z tego raportu, że jesteśmy na takim etapie, że musimy szukać własnych polityk, które przyspieszą nasz rozwój, bo nadganianie przy użyciu metod podpatrzonych u innych już mamy za sobą.

Myślę, że jedną z najważniejszych rzeczy, przed jakimi stoi Polska, jest sprawienie, aby nasze instytucje pokochały swoją rolę i swoich klientów. Aby policjanci chcieli ostrzegać kierowców o złodziejach, aby sądy zaczęły wyręczać klientów w sprawach, z którymi ci się do nich zwracają, aby urzędnicy KNF bez mrugnięcia okiem blokowali nieuczciwe praktyki firm ubezpieczeniowych i innych instytucji finansowych.

Od razu zastrzegam, że nie chodzi o urzędników, sędziów itd., tylko coś, co się nazywa kulturą korporacyjną czy też urzędową. Idzie o ducha urzędów, firm czy korporacji zawodowych. O to, aby praktyki generowane przez złych urzędników, sędziów czy prezesów firm ubezpieczeniowych znikały z życia publicznego jak najszybciej. Tymczasem teraz te złe zachowania często stają się ogólnie obowiązującą normą, toteż musimy czekać na zgłoszenie przestępstwa, a sędziowie zasypują pytaniami TSUE, zamiast robić to, za co im się płaci, a wiec wymierzać sprawiedliwość.

Nie mówię, że to jedyny problem, z którymi musimy sobie poradzić, ale bez rozwiązania sprawy nastawienia instytucji do obywateli nasz wzrost gospodarczy zacznie spowalniać. A my, mając w pamięci doświadczenie rozbiorów oraz II wojny światowej, po prostu nie możemy sobie pozwolić na spowolnienie. Bo jeśli zwolnimy, to znowu będziemy opłakiwać miliony z nas.

Komentarze