Opinie

Grosze / autor: Pixabay
Grosze / autor: Pixabay

Ekonomia ślepa na jedno oko

Marek Siudaj

Marek Siudaj

Redaktor zarządzający wGospodarce.pl

  • 13 lutego 2019
  • 21:00
  • 1
  • Tagi: biznes dane ekonomia polityka poprawność polityczna raport
  • Powiększ tekst

Byłem na konferencji, na której zaprezentowano raport poświęcony – ogólnie rzecz – przyszłości świata i gospodarki. Raport stworzyły dwie znane firmy, więc wydawałoby się, że będzie tam przynajmniej próba obejrzenia problemów współczesnego świata. Tymczasem dostałem zestaw ekonomicznej propagandy.

Jednym z tematów raportu był egoizm ekonomiczny. Już sama definicja jest paradna: „Egoizm gospodarczy to działania, które z globalnego punktu widzenia mają negatywne konsekwencje społeczno-gospodarcze, ale dla danego państwa wydają się korzystne i są uzasadniane potrzebą ochrony indywidualnych interesów”. Wynika z tego, że jeśli jakieś działanie JEST korzystne, a nie wyłącznie WYDAJE się korzystne, to już nie jest egoizmem gospodarczym.

Ale najlepsze jest zastosowanie tej definicji. Otóż mamy państwo, które od dekad uzyskuje potężne nadwyżki handlowe, ale jednocześnie dość mocno chroni własny rynek, poprzez różne regulacje ograniczając możliwość inwestowania czy kupowania firm. Państw, które na wielką skalę stosuje szpiegostwo gospodarcze oraz cenzurę, która metodą faktów dokonanych zagarnia kolejne części akwenu, co budzi protesty sąsiadów i wymusza regionalny wyścig zbrojeń. Oraz jest drugie państwo, które dąży do zmniejszenia dużego od dekad deficytu handlowego m.in. poprzez zmiany umów o wolnym handlu, który to handel nie do końca jest wolny. Które od lat inwestuje w ochronę światowego bezpieczeństwa i zapewnia bezpieczne szlaki handlowe, również temu pierwszemu krajowi.

Pytanie brzmi – który z tych krajów jest egoistą gospodarczym? Oczywiście, kraj numer dwa. Myślę, że wszyscy zgadli, że krajem numer jeden są Chiny a państwem numer dwa – USA. Na dodatek w tym raporcie cytuje się premiera Chin, mówiącego o wolnym handlu. Tak, tych Chin, które liberalizują swój rynek od dekad, a i tak jest więcej do zliberalizowania niż było.

Oczywiście, nikt nie zabrania ekonomistów wierzyć w najbardziej mijające się z rzeczywistością wypowiedzi. Ale, u licha, wypadałoby mieć jakiś szacunek do liczba.

Z raportu wynika, że wojna handlowa nie przyniosła żadnej poprawy w wynikach amerykańskiego handlu zagranicznego, ale jeśli potrwa nadal, to USA stracą 700 tys. miejsc pracy a PKB spadnie/spadł o 0,5 proc. Trudno nie zadać pytania, czemu niby PKB miałby spaść oraz miałoby zniknąć 700 tys. miejsc pracy, jeśli w handlu USA i Chin NIC SIĘ NIE ZMIENIŁO? Trudno też nie zapytać, jak w tym fatalnym dla USA roku 2018 zachowywała się tamtejsze gospodarka. O dziwo, autorom raportu udało się tych pytań nie zadań. Ale nie to jest najzabawniejsze. Szczytem absurdu jest nieumieszczenie informacji o tym, jak wojna celna z USA odbiła się na Chinach. W raporcie nie ma o tym nic.

I nieważne, że wszyscy doskonale wiedzą, że Chiny mają spore problemy, co widać po kłopotach Niemców, spowodowanych spadkiem zamówień z Kraju Środka. Nieważne, że Chiny robią wszystko, aby dogadać się z Amerykanami. Jest po prostu stwierdzenie, że wojna celna nie przyniosła rezultatów.

Innym fajnym kawałkiem, który mnie poruszył, było podejście do kryzysu imigracyjnego. Z grubsza rzecz biorąc, autorzy raportu zasromali się, czemu negatywne postrzeganie imigrantów utrzymuj się, skoro największy napływ nielegalnych imigrantów miał miejsce w roku 2015 i trochę 2016, a teraz mocno się obniżył.

Nikt nie zaryzykował stwierdzenia, że może negatywne postrzeganie imigrantów utrzymuje się, bo imigranci POZOSTALI w UE? Że widać, jak wielkie problemy są z ich integracją, m.in. dlatego, że oni nie chcą się integrować, a UE boi się tej integracji WYMAGAĆ. Że do ludzi dociera, że koszty utrzymywania tej rzeszy ludzi, która wcale nie uciekała przed wojną, tylko dążyła do łatwego życia, spadają na zwykłych obywateli UE, których zarobki pod względem siły nabywczej stoją lub spadają. A więc – nielegalni imigranci, zaproszeni do UE przez Angelę Merkel, nie robią nic, aby swoje negatywne postrzeganie zmienić dzięki właściwemu zachowaniu.

Więcej – autorzy użyli sprytnego zabiegu, związanego z terminem „nielegalna imigracja”. Otóż jeśli ktoś się przedrze przez granicę UE i dotrze do państwa, które zdecyduje się go zatrzymać, staje się w sumie legalnym imigrantem. I jako taki może wystąpić o ściągnięcie swojej żony, brata, siostry, wujka, stryjka. I tego boją się np. Niemcy -nie imigracji nielegalnej, ale tej legalnej, w ramach tzw. łączenia rodzin. Owe 2,3 mln nielegalnych imigrantów wkrótce może się zmienić w 10 mln imigrantów legalnych, których jednak nadal trzeba będzie utrzymywać. Bo – uwaga – okazuje się, że wykształcenie owych imigrantów w żaden sposób nie pasuje do potrzeb współczesnej gospodarki, dlatego też tacy Niemcy, u których koczują setki tysięcy inżynierów z Afryki i kompulsywnych chirurgów z Afganistanu, starają się podebrać Ukraińców z Polski.

Ponoć zdarza się, że mimo przyjęcia złych danych można uzyskać dobre rezultaty. Ostatni raz o czymś takim słyszałem w serialu „Teoria wielkiego podrywu”, w odcinku, w którym Sheldon Cooper odkrył przez pomyłkę nowy pierwiastek. Ale generalnie nie ma szans na sensowne zdiagnozowanie problemów świata i gospodarki, jeśli unika się stawiania niemodnych pytań i kwestionowania dobrze widzianych w środowisku prawd. Nie można ocenić skuteczność polityki USA, nie próbując oszacować skutków wojny handlowej dla Chin i nie można pojąć, czemu mieszkańcy Europy są negatywnie nastawieni do imigracji, jeśli nie zapyta się tych ludzi o ich obawy.

Oczywiście, każdemu wolno tworzyć. Takie jest prawo człowieka oraz instytucji, toteż mogą oni konstruować nawet najbardziej oderwane od danych raporty. Ale mam nadzieję, że nie doprowadzi to do sytuacji, w której na podstawie takich raportów będą podejmowane decyzje ekonomiczne. Bo wówczas zacznie się taki kryzys, przy którym wydarzenia z końca poprzedniej dekady XXI w. wszyscy będą wspominać z rozrzewnieniem.

Komentarze