Opinie

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Ukraińska lekcja dla polskiej zbrojeniówki

Maciej Pitala

Maciej Pitala

Rocznik 1985. Absolwent ekonomii Uniwersytetu Jagiellońskiego, od wielu lat zainteresowany Chinami oraz Azją. Z zamiłowania czytelnik i krytyk literatury fantastycznej. Łącząc obie pasje chętnie sięga po fantastykę naukową, która nierzadko przedstawia ciekawe spojrzenie na ekonomię. Zdecydowany i niezłomny zwolennik idei wolnościowych i wolnego rynku.

  • 23 września 2013
  • 12:49
  • 5
  • Tagi: armia armia polska badania biznes Bumar wojsko Wojskowy Instytut Medyczny
  • Powiększ tekst

Sytuacja polskiego przemysłu zbrojeniowego jest trudna, a kolejne zmiany w strukturze polskich zakładów zbrojeniowych – próby konsolidacji poprzez utworzenie Polskiego Holdingu Obronnego nie dały oczekiwanych rezultatów. Choć W 2012 roku Bumarowi udało wypracować się zysk o wysokości około 47 ml zł, trudno uznać to za duży sukces, gdy weźmie się pod uwagę ilość porażek Bumaru na arenie międzynarodowej, np. zawieranie nie możliwych do realizacji kontraktów. Poza tym zysk ten osiągnięto dzięki zamówieniom finansowanym z kieszeni podatnika (na przykład dla Armii), co było w pewnej mierze chęcią wsparcia przemysłu zbrojeniowego, między innymi przez Jana Vincenta Rostowskiego, który przyczynił się do zamówienia znacznej ilości foto-radarów produkowanych między innymi przez Bumar.

Nie wydaje się realne, by polski przemysł zbrojeniowy mógł odnosić sukcesy ekonomiczne i równocześnie technologiczne. Nadal nie jest on zdolny do samodzielnego lub niemal samodzielnego, wyprodukowania potrzebnego polskiej armii wyposażenia.

Zysk Bumaru oraz innych przedsiębiorstw zbrojeniowych w ostatnich latach wynika ze wzrostu zamówień ze strony polskiej armii, która przeprowadza wymianę dużej ilości bardzo przestarzałego sprzętu. W 2012 roku eksport wyniósł bowiem tylko 294 mln PLN! Taka kwota jest zdecydowanie zbyt mała, biorąc pod uwagę wielkość polskiej zbrojeniówki. Powstaje pytanie, dlaczego polskie firmy nie potrafią, nie mogą, a może nie chcą starać się o międzynarodowe kontrakty. Wydawać by się mogło, iż przyczyną braku konkurencyjności są zacofanie technologiczne polskiej zbrojeniówki lub zdominowanie tej gałęzi przez wielkich graczy takich jak USA, Wielka Brytania, Francja czy Rosja. Przykład Ukrainy pokazuje, iż nawet przemysł zbrojeniowy, któremu daleko do wyżej wymienionych, może konkurować na rynkach międzynarodowych i robić to bardzo skutecznie.

Jak podaje „Dziennik Zbrojny” zajmująca się eksportem, i w dużo mniejszym stopniu importem, uzbrojenia oraz wyposażenia wojskowego korporacja Ukrspeceksport (ukraiński odpowiednik PHO), w 2012 roku uzyskała przychody rzędu 1,024 mld USD. To najlepszy wynik firmy od 16 lat, o 20 mln USD wyższy niż poprzedni rekordowy z 2011 roku. Ukraiński przemysł zbrojeniowy aktywnie działa na arenie światowej i udaje mu się zwierać wiele korzystnych kontraktów. Odbiorcy broni z Ukrainy są bardzo różnorodni, w dużej mierze to kraje „trzeciego świata”, ale także wielkie państwa takie jak Indie, Irak, Chiny, Kazachstan, Tajlandia czy Rosja. Głównym odbiorcą ukraińskiego uzbrojenia pozostają jednak państwa Azjatyckie w tym państwa byłego ZSRR. Ukraina ciągle zdobywa nowych klientów na całym świecie. Stała się jednym z najważniejszych partnerów Gruzji – nie bacząc na reakcje Moskwy sprzedała do Tibilisi znaczną ilość uzbrojenia wielu typów i podpisuje kolejne korzystne kontrakty.

Ukraiński przemysł zbrojeniowy w dużym stopniu został zbudowany na pozostawionym po ZSRR zakładach i rozwiązaniach technicznych, jednak nie można tylko w tym dopatrywać się ukraińskiej przewagi. Pozostałe po Związku Radzieckim zakłady produkcyjne i technologie po ponad 20 latach nie byłyby konkurencyjne, gdyby ich nie rozwijano i modernizowano.

Polski przemysł obronny jest zdolny do wyprodukowania sprzętu, który może znaleźć nabywców na świecie. W krajach „trzeciego świata” nadal przecież używane są rozwiania rodem z ZSRR. Polska zbrojeniówka zaczyna wytwarzać nowe, rodzime rozwiązania zarówno w przypadku broni strzeleckiej, jak i borni wsparcia, czy też broni pancernej.

Jednakże Polsce nie udaje się przebić na rynku nawet w tych typach wyposażania wojskowego, które nie wymagają nowoczesnych czy drogich technologii. Przyczyny różnic pomiędzy polskim a ukraińskim przemysłem zbrojeniowym można doszukiwać się w fakcie, iż Ukraińcy nie mogą liczyć na zamówienia ze strony własnej Armii, która boryka się z poważnymi problemami finansowymi i nie dokonuje znacznych zakupów uzbrojenia, dotując tym samym konsorcja obronne, jak to ma miejsce w Polsce. Ukraińscy producenci uzbrojenia zmuszeni są więc do szukania odbiorców  za granicą. Koncern zbrojeniowy jest kontrolowany przez władze ukraińskie, ale decyzje nie są podejmowane pod wpływem polityków czy żądań związkowców, lecz nakierowane na osiąganie zysku. Współpracujące z firmami państwowymi firmy prywatne również naciskają na konsorcjum, by efektywnie szukało nowych rynków zbytu. Rażącym przykładem zaniedbań ze strony Bumeru jest brak starań o zamówienia ze strony Armii Iraku, która odbudowując się po upadku poprzedniego reżimu, dzięki finansowaniu z USA, złożyła duże zmówienia na sprzęt wojskowy. Bumar nie wykorzystał szansy na zmówienia związane z modernizacją i remontami Irackiego sprzętu.

Krajom takim jak:  Serbia, Czechy, Bułgaria a przede wszystkim Ukraina udało się podpisać kontrakty o wartości miliardów dolarów.  Nie były to kraje, które aktywnie brały udział w operacji w Iraku i misji stabilizacyjnej, a mimo to np. Ukraina sprzedała irackiej Armii między innymi setki transporterów opancerzonych i wiele innego sprzętu wojskowego. Sieć handlowa Bumaru tworzona przez  byłego prezesa Romana Baczyńskiego nie została wykorzystana a potem stopniowo ograniczana przez jego następców głównie w okresie rządów PiS-u, ostatecznie Platformy Obywatelskiej. Polskie zakłady zbrojeniowe, w tym głównie Bumar, zaprzepaszczają wiele szans na arenie międzynarodowej lub prowadzą działania, które osłabiają wizerunek polskiej zbrojeniówki. Można za takie uznać podpisywanie umów, na których wywiązania nie było szans oraz na ujawnienie informacji dotyczących finansowych prawnych  szczegółów kontraktów ze swoimi kontrahentami.

Ostatnie lata przyniosły też odejście z grupy Bumar wielu zdolnych menagerów, inżynierów i techników, co nie mogło pozostać bez wpływu na badania rozwojowe i wdrożeniowe. Grupa nie potrafiła utrzymać w swoich szeregach odpowiednich fachowców, ważne stanowiska obsadzano osobami bez doświadczenia w branży. Przykładowo kierowanie zakładami doświadczalnymi powierzono byłemu dzielnicowemu, który po odejściu z policji prowadził jedynie zakład kamieniarski.

Polskie zakłady zbrojeniowe, by przerwać i by być ważną częścią polskiego systemu bezpieczeństwa narodowego powinny się rozwijać i stać się ważnym graczem na międzynarodowej arenie handlu bronią. Bez dopływu finansów z zewnątrz zakłady te będą zawsze zależne od kondycji finansowej polskiej armii i nigdy nie uzyskają środków finansowych na naprawdę ważne czy przełomowe badania. Trzeba wyciągnąć wnioski z działań naszych sąsiadów – „ukraińskiej lekcji” – da się bowiem sprzedawać uzbrojenie po mimo wielu ograniczeń w tym technologicznego zacofania.


Komentarze