Analizy

Fot.sxc.hu
Fot.sxc.hu

Portugalia szkodzi złotemu

źródło: dr Przemysław Kwiecień CFA, główny ekonomista X-Trade Brokers Dom Maklerski S.A.

  • Opublikowano: 10 lipca 2014, 18:34

  • Powiększ tekst

Espirito Santo ma nie być puszką Pandory. Problemy banku nie były tajemnicą i jak dotąd nie przeszkadzały inwestorom w kupowaniu peryferyjnego długu. Jednak dla rynków, na których w ostatnich miesiącach panowała sielankowa atmosfera, a wręcz ignorancja, taki zgrzyt nie jest obojętny. Traci euro, a wraz z nim złoty, umacnia się jen.

O problemach banku wiadomo już od maja, gdy audytorzy banku ostrzegli, iż może on mieć problemy. Dwa dni temu bank matka Espirito Santo International nie wypłacił „kilku klientom” banku córki Banco Espirito Santo SA pieniędzy z tytułu zapadających bonów. Na rynku informacja ta pojawiała się dopiero wczoraj. Według analityków Bank of America bony których nie wykupiono mogą być warte ok. 3,5 mld USD. Rząd w Lizbonie i bank centralny zapewniają jednak, iż innym bankom oraz pozostałym bankom z grupy Espirito Santo nie grozi ryzyko zarażenia, albowiem władze od dawna wiedziały o problemie banku i starały się go „odizolować” od reszty instytucji finansowych w kraju.

Tym niemniej dla rynków, na których tak długo panowały świetne nastroje, oznacza to doskonały pretekst do odwrotu. Wystarczy powiedzieć, iż premia za ryzyko niewypłacalności krajów południa Europy jest obecnie dwukrotnie niższa (!) niż jeszcze w połowie ubiegłego roku. Inwestorzy, motywowani perspektywą ożywienia, ale przede wszystkim wiarą w EBC, kupowali wszystko dające wyższą rentowności niż niemieckie obligacje. Odnotowali na tych transakcjach bardzo duże zyski i nie znając rozmiaru możliwej przeceny wolą na wszelki wypadek opuścić obszar ryzyka.

Dla rynku walut oznacza to osłabienie euro, osłabienie walut rynków wschodzących (w tym złotego) oraz umocnienie jena, czemu sprzyja spadek rentowności amerykańskiego długu. To, na ile będzie to trwały i głęboki proces, zależeć będzie od faktycznych rozmiarów zagrożenia. Na razie wydaje się ono nieduże, ale warto pamiętać, iż podobnie mówiło się na początku 2010 roku o Grecji. Dziś o 18:30 dolar kosztował 3,0450 złotego, euro 4,14 złotego, frank 3,41 złotego, zaś funt 5,21 złotego.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych