Funt, dolar, euro

Brytyjski funt uległ dziś osłabieniu, również do złotego, pomimo że Bank Anglii ogłosił, również ustami swego szefa Marka Carneya, że rynek nie doceniał dotąd potencjału przyszłego zacieśnienia polityki monetarnej. Generalnie bowiem zakładano, że w ciągu najbliższych trzech lat będą dwa ruchy na stopach, każdy o 25 pb, a pierwszy – w III kw. 2018.

Tymczasem według Carneya faktyczna polityka może się okazać ostrzejsza. Nie sprecyzował jednak, co miałoby to oznaczać i czy pierwszy ruch nastąpi wcześniej niż dotąd oczekiwano. Twierdził jedynie, że polityka będzie bardziej jastrzębia niż to się zakłada na rynku, ale mniej jastrzębia, niż byłaby tradycyjnie. Zresztą, sam złagodził swoje słowa, podkreślając, że wszystko będzie rozgrywać się stopniowo i powoli.

Z tego powodu rynek skupił się na ewidentnie gołębich elementach dzisiejszego posiedzenia. Na przykład obniżono prognozę PKB na ten rok z 1,9 proc. do 1,7 proc. r/r. Zmniejszono też prognozy dynamiki płac w GB. Nie podwyższono rzecz jasna stóp i nie zmniejszono skali operacji QE.

Efekt? O ile rano funt stał dość mocno, np. umacniał się do złotego, to potem nastąpił spadek jego wartości. GBP/EUR przesunął się z 1,12 do 1,1050. GBP/USD ruszył się z 1,3265 do 1,3110. Nie zmienia to jednak jeszcze faktu, że generalna tendencja na tej drugiej parze jest w tym roku zwyżkowa.

A co z eurodolarem? Sprzedaż detaliczna w Strefie Euro wypadła świetnie: +0,5 proc. m/m i +3,1 proc. r/r za czerwiec, a oczekiwano +0,1 proc. m/m i +2,6 proc. r/r. PMI dla usług Strefy Euro wpisał się w prognozę 55,4 pkt, w Niemczech był nieco słabszy od założeń. Amerykański PMI usługowy przebił prognozy, ale np. indeks ISM dla tego samego sektora ciężko zawiódł – miało być 57 pkt, było 53,9 pkt. Dane o zamówieniach wypadły z kolei nieźle, choć bez rewelacji: w jednej kategorii nieco lepiej od prognozy, w dwóch pozostałych nieco gorzej.

Finalnie eurodolar jest przy 1,1860. Próbował testu wczorajszych okolic, ale nie dobił do "dziewiętnastki", tylko nieznacznie niżej. Czy siła euro już hamuje? Możliwe, że tak – ale testem będą jutrzejsze payrollsy, tj. dane z rynku pracy USA.

Na złotym

Kto chce tanio kupić funta, ten ma okazję. Widzimy nawet 4,69 i nieco niższe wartości. A przecież przed 13:00 było 4,76. Warto jednak mieć na uwadze, że to na razie tylko (i aż...) test minimów z lipca. Mogą wytrzymać, a jeśli tak, to złoty powinien przynajmniej korekcyjnie stracić. Na razie widzimy rodzaj delikatnego wyhamowania aprecjacji naszej waluty.

Na USD/PLN kurs to 3,5750, złoty zarabia i zejście do okolicy 3,53 nie będzie wielkim zaskoczeniem, choć wstępnie zakładamy, że jeśli nastąpi, to będzie to już wszystko do ugrania, przynajmniej na pewien czas. Naturalnie zależeć będzie to od kondycji eurodolara. Na EUR/PLN widzimy 4,24 i być może jest to jakaś okazja zakupowa. Za chwilę, nieznacznie niżej, powinien odbyć się test linii wzrostowej po minimach z maja i czerwca.

Ważna ciekawostka regionalna: Czeski Bank Narodowy podwyższył stopę z 0,05 proc. do 0,25 proc., tzn. stopę referencyjną. Lombardową też podniesiono, a dyskontowej nie. Relatywnie mało analityków zakładało taki ruch. Inflacja przewyższyła cel, szybko drożeją nieruchomości. Tymczasem w Polsce generalna perspektywa członków RPP pozostaje taka, że zapewne i w tym, i nawet w przyszłym roku żadnego ruchu na stopach nie będzie, w szczególności zwyżkowego.